Pamir

Tadżykistan

Wysoko, wyżej, Ak-Baital.

Po wyjechaniu z Wachanu, pojawił się asfalt. Na chwilę zrobiło się miło i przyjemnie. Można powiedzieć, że rower pod górkę jechał prawie, że sam. Te całe DWA kilometry, po których ponownie opuściliśmy M41. Zachciało nam się jeziora. Do Aliczur można przecież było jechać asfaltem, ale po co bez sensu, jak można nadrobić trochę kilometrów, żeby zjeść rybę. Po przełęczy Khargusz, gdzie zjazd dla odmiany okazał się bardziej wymagający od podjazdu, byliśmy już lekko wypompowani, więc…