Co słychać w Azerbejdżanie? (+obowiązek meldunkowy)

Baku

Azerbejdżan udało nam się zaledwie liznąć. Przejechaliśmy 400 kilometrów wzdłuż wybrzeża Morza Kaspijskiego, od Astary do Baku. Mimo naszych obaw, na granicy nikt nie pytał o armeńską pieczątkę w paszporcie, a produkty na półkach sklepowych okazały się nie być trzykrotnie droższe niż w Iranie, jak zdążyliśmy usłyszeć parokrotnie przed wjazdem do kraju. W końcu chusta wylądowała na dnie sakwy, a nasze języki zaczęły kaleczyć język rosyjski, co raz opowiadając zaczepiającym nas ludziom cośmy za jedni.

Trudne pytania.

Oczekując na otwarcie granicy (przerwa obiadowa ;)), zdążyliśmy się nasłuchać od wracających z cotygodniowych zakupów Azerów, jak to w ich kraju jest drogo. Jeden z panów wziął również Piotrka na stronę, żeby wypytać o to ile w Polszy kosztuje wypad na dziewczynki. Większość Azerów jest muzułmanami, jednak z tego co udało nam się zorientować mają znacznie luźniejsze podejście do pewnych spraw. U panów przejawiało się ono głównie w zawartości szklaneczki (jest w czym wybierać, a i ceny przyzwoite), u pań natomiast w doborze stroju. W porównaniu do Turcji (Iranu nie biorę pod uwagę, bo tam narzuca to prawo), kobiet zakrywających włosy chustami spotkaliśmy znacznie mniej, a w stolicy to już w ogóle jest rewia mody.

Przerwa obiadowa dobiegła końca, otwarto bramę, a tłum Azerów z pokaźnych rozmiarów tobołkami, wypchanymi produktami spożywczymi ruszył naprzód, nie zważając na nic. Popychani i szturchani, daliśmy się wypchnąć z kolejki. Niech lecą, my przecież mamy czas. Dostrzegł nas jeden z celników i kiwnął przywołująco ręką, ustawiając na samym początku rzędu. Baliśmy się pytań o Armenię, Ormian, Karabach, sprawdzania zdjęć na dysku. Nic. Zamiast tego: jak się macie, gdzie jedziecie, w jakim mieście w Polsce żyjecie. Rutynowe prześwietlenie bagażu. I tyle. Można odetchnąć z ulgą.

Przynajmniej na razie. Praktycznie w każdej rozmowie z lokalnością ludności, po pytaniu o naszą trasę, kolejne będzie dotyczyło naszego pobytu w Armenii.

„Byliście??? Yhmmm aahaaa.” Cisza i zmiana tematu.
„Byliście??? Ale wiecie, ze my ich nienawidzimy?”
„Byliście??? Ok rozumiem, jesteście turystami.”
„Gdzie ładniej w Erywaniu czy w Baku?”

Jedna pani nieusatysfakcjonowana moja odpowiedzią, ponownie zadała Piotrkowi to samo pytanie, jakby oczekując od niego całkowicie innej informacji.
Nawet dzieciaki, które zawsze interesują się kolorowymi flagami na ramach naszych rowerów, wskazywały palcami armeńskie barwy, dając to zrozumienia, że to ich wróg.

Inny świat.

Ledwie przekroczyliśmy granicę, a już czuliśmy, że znaleźliśmy się w innym świecie. Układ ulic od razu wydał się dla nas bardziej czytelny, szyldy sklepowe zamiast perskich znaczków zawierały znane nam litery, a ja mogłam zapomnieć o ciągłym sprawdzanie czy chusta na mojej głowie jest nadal tam, gdzie być powinna.
Swoją drogą poczuliśmy się dziwnie i początkowo ciężko nam się było przyzwyczaić, że jesteśmy w kraju muzułmańskim, ale jednocześnie wszyscy mówią po rosyjsku. Do tej pory mieliśmy albo jedno albo drugie. Muzułmanie w Turcji i Iranie, rosyjskie klimaty w byłych republikach ZSRR – Gruzji i Armenii. W rezultacie okazało się, że to nienajgorsza mieszanka. Muzułmańska gościnność z rosyjskim charakterem.

Meczet w Azerbejdżanie

Meczet w azerskim wydaniu.

Płonące źródło.

Po wypłaceniu lokalnej waluty wyjechaliśmy za miasto. Mimo, że droga nie była w najlepszym stanie, nie przeszkadzało to w żadnym wypadku azerskim kierowcom w rozwijaniu zawrotnych prędkości. Zatrzymaliśmy się w przydrożnym źródełku, by zaczerpnąć wody i chwilę później okazało się, że przypadkowo trafiliśmy w miejsce, o którym wcześniej czytaliśmy i które mieliśmy zamiar odwiedzić tylko, że nie mieliśmy zaznaczone na mapie gdzie dokładnie się znajduje.

Yanar Bulaq

Yanar Bulaq

Prezentacja cudownych możliwości źródełka.

Yanar Bulag w dosłownym tłumaczeniu oznacza „płonące źródło”. Woda ze względu na zawartość metanu, po podpaleniu (jakkolwiek dziwnie to brzmi) zaczyna płonąć. Z całego regionu, codziennie przyjeżdżają ludzie, by zaczerpnąć wodę ze źródełka, która jak wierzą, posiada właściwości lecznicze.

Co ma prezydent do kurczaka?

W mijanym krajobrazie szybko dało się zauważyć pewną powtarzalność elementów. Większość przydrożnych restauracji, zajazdów i minisklepików, wyposażonych w tandoor (gliniany piec w kształcie dzbana) zachęcała do zakupu pieczonego kurczaka lub przynajmniej świeżego chleba. Z wielkich bilbordów spoglądał na nas obecny prezydent İlham Əliyev lub jego poprzednik i zarazem ojciec Heydər Əliyev, którzy darzeni przez Azerów powszechną miłością i szacunkiem. Królową szos okazała się podobnie jak w Gruzji – Łada, tym razem w wersji sedan. Obowiązkowo w kolorze białym. Na drogach chlapa, jak we wsi drogi nie zrobili to jeszcze gorzej, więc myjnie samochodowe co krok jak znalazł. Złoty interes. Do tego wszystkiego, w jednym z wielkich, „nowoczesnych” salonów meblowych, można zakupić sobie nową rogówkę, a w eleganckim domu weselnym odstawić huczne przyjęcie.

Juma

Auto-myjka.

Piec tandoor

Tradycyjny wypiek chleba w piecu tandoor.

IMGP8742

Lada

Królowa szos.

Igrzyska Europejskie.

W 2015 roku w Baku odbyły się pierwsze igrzyska europejskie. Wokół organizacji całej imprezy pojawiło się sporo kontrowersji i pytań, jednak finalnie doszła do skutku. Dlaczego jednak igrzyska EUROPEJSKIE odbyły się w kraju azjatyckim? Po pierwsze Azerbejdżan jako jedyne państwo przedstawiło swoją kandydaturę, po drugie – kto bogatemu zabroni? My osobiście nie śledziliśmy imprezy i szczerze mówiąc o jej istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu. Logo igrzysk można było znaleźć co jakiś czas przy remontowanej drodze, biegnącej z Astary do stolicy (99 kilometrów udało się nawet skończyć). Jedną noc udało się również spędzić w hotelu (za darmo) wchodzącym w skład kompleksu olimpijskiego, zbudowanego z okazji powyższej imprezy. Dowiedzieliśmy, że tego typu obiekty znajdują się praktycznie w każdej większej mieścinie.

Droga remontowana z okazji igrzysk europejskich. Igrzyska się skończyły a droga dalej nieskończona. Skąd my to znamy?

Droga remontowana z okazji igrzysk europejskich. Igrzyska się skończyły a droga dalej nieskończona. Skąd my to znamy?

Wjeżdżamy na ukończony 99-kilometrowy drogi.

Wjeżdżamy na ukończony 99-kilometrowy drogi.

Keen

Przy nowej drodze nie ma jednak żadnego zaplecza (stacji, restauracji, toalet), a przed wiatrem trzeba się gdzieś chować.

Kumpel z wojska.

Bardzo szybko przekonaliśmy się, że Azerowie są bardzo przyjaznym i pomocnym narodem. Na każdym kroku spotykaliśmy się z miłymi gestami, pozdrowieniami czy życzeniami dobrej drogi. Ludzie nie do końca rozumieli idei naszej podróży, ciężko im było uwierzyć, że podróżujemy za własne pieniądze, że nie mamy żadnego sponsora, jednak z drugiej strony okazywali szacunek dla tego, co robimy i chcieli w jakikolwiek sposób pomóc.

Piotrek w pewnym miasteczku wszedł do salonu operatora telefonii komórkowej i wsiąknął na pół godziny. Okazało się, że spotkał Azera, który odbywał służbę wojskową w Polsce, jeszcze w czasach ZSRR. Powróciły wspomnienia z dawnych lat. Musiały być dobre, skoro na pożegnanie Piotrek został wyściskany jak najlepszy kumpel z wojska. Cena pakietu startowego również niespodziewanie zmalała z 18 AZN do 5 AZN.

Ryby

"Kumpel wojska" (po lewej).

„Kumpel wojska” (po lewej).

MSR Hubba Hubba HP

Nocleg w jadalni :)

Panowie, którzy zadbali o takie wygody.

Panowie, którzy zadbali o takie wygody.

IMGP8785

Azerskie chłopaki.

Azerskie chłopaki.

W jednej z przydrożnych restauracji na pytanie o możliwość rozbicia namiotu w drewnianej altance, panowie byli tak przejęci tym, że możemy w nocy zmarznąć, że zaoferowali nam jeden z pokoi jadalnych na nocleg. Do tego hektolitry gorącej herbaty i słodycze.

W rozmowach ludzie bardzo często szukali u nas potwierdzenia, że Azerbejdżan jest super. I tak o ile o ludziach mogliśmy powiedzieć same dobre rzeczy, tak mijane przez nas miejsca nie powalały na kolana. Tylko jak można ocenić kraj na podstawie 400 kilometrów? Z wiarą, że kiedyś wrócimy zobaczyć te wszystkie piękne miejsca, dawaliśmy im potwierdzenie i obietnicę, że powiemy w naszym kraju, jak w Azerbejdżanie jest pięknie.

Szok w Baku.

Szczerze mówiąc nie wiedziałam, czego spodziewać się po Baku. Wjazd do stolicy po kilku dniach spędzonych na prowincji, był prawdziwym szokiem, bo wjechaliśmy do prawdziwie europejskiej stolicy, z piękną nadmorską promenadą, czystymi ulicami i odrestaurowanym starym miastem. Nowoczesne galerie handlowe oferujące metki znanych marek, luksusowe samochody, drogie restauracje. Z tego co słyszeliśmy Baku słynie również nocnego życia, jednak my przestawieni na tryb życia w drodze (robi się ciemno i zimno – zawijasz się w śpiwór i śpisz), marzyliśmy jedynie o tym, by napić się piwka, obejrzeć dobry film i iść spać.

Baku

Baku. Szyb naftowy.

Baku. Szyb naftowy.

Na promenadzie z powiewającą flagą Azerbejdżanu w tle.

Na promenadzie z powiewającą flagą Azerbejdżanu w tle.

Szyby naftowe na peryferiach miasta.

Szyby naftowe na peryferiach miasta.

Płonące skały

Yanar Dag, czyli podpalone w latach 50-tych ubiegłego stulecia skały płonące do dziś (za sprawą wydobywającego się przez szczeliny porowatej skały gazu ziemnego).

Yanar Bulaq

Ze względu na pokaźne złoża tego paliwa, w Azerbejdżanie jest znacznie więcej miejsc, takich ja to.

Gdy od syna naszych gospodarzy, dostaliśmy zaproszenie do "muzeum żywych figur woskowych" nie mogliśmy odmówić. Tutaj Piotrek z Finnem, wcielającym się w Marco Polo.

Gdy od syna naszych gospodarzy, dostaliśmy zaproszenie do „muzeum żywych figur woskowych” nie mogliśmy odmówić. Tutaj Piotrek z Finnem, wcielającym się w Marco Polo.

W Baku zatrzymaliśmy się za pośrednictwem portalu warmshowers u sympatycznej, amerykańskiej rodziny, która bez najmniejszego problemu zostawiła nam na weekend pod opieką swój dom, po czym sama udała się na wypoczynek w góry.

IMGP8908

IMGP8910

Odrestaurowany karawanseraj obecnie pełniący funkcję restauracji.

Odrestaurowany karawanseraj obecnie pełniący funkcję restauracji.

Baku

Stare miasto (Iczeri-Szeher). W tle Flame Towers, czyli budynki przypominające kształtem płomienie.

Perski dywan

Sprzedawca dywanów.

Stare miasto.

Stare miasto.

IMGP8952

Baszta dziewicza w Baku

Baszta dziewicza. Jedna z wizytówek Baku.

Czas na relaks.

Obowiązek meldunkowy.

Osoby planujące podróżować na terytorium Azerbejdżanu dłużej niż 10 dni, zobowiązane są dokonać meldunku. Można to uczynić osobiście w urzędzie migracyjnym, za pośrednictwem hotelu, w którym nocujemy lub drogą mailową. Za niedokonanie obowiązku meldunkowego, grozi kara 300-350 AZN (759 – 885 PLN) lub zakaz wjazdu do kraju przez kolejne kilka lat. W najgorszym wypadku jedno i drugie.

Nie wiedzieliśmy ile dokładnie zostaniemy w Azerbejdżanie, dużo zależało od tego jak szybko uda nam się złapać prom do Kazachstanu, więc postanowiliśmy się o meldunek postarać. Nie zamierzaliśmy zatrzymywać się w hotelu, a możliwość rejestracji drogą elektroniczną jest jedynie teorią (nie znaleźliśmy potwierdzonych informacji, że to w jakikolwiek sposób działa), pozostała więc wizyta w urzędzie. Po przekroczeniu przejścia granicznego w Astarze, okazało się, że można się zarejestrować zaraz na miejscu. Niestety była sobota, godziny popołudniowe, więc pocałowaliśmy klamkę. Następnego dnia przejeżdżając przez Lenkoran (40 kilometrów od Astary), również takie biuro mijaliśmy. Niestety była niedziela. Piątego dnia dojechaliśmy do Baku, gdzie udaliśmy się do urzędu migracyjnego (adres znajdziecie tutaj). Panie w okienku było lekko zdziwione, gdy na pytanie gdzie śpimy odpowiedzieliśmy, że w namiocie. Trochę się pośmiały, skserowały paszporty, zapłaciliśmy po 3,20 AZN na głowę i dostaliśmy upragniony kwitek.

Morze Kaspijskie

Suszenie sieci.

Powrót z połowu.

Powrót z połowu.

IMGP8729

Szkoda, że za zimno na kąpiele morskie.

Szkoda, że za zimno na kąpiele morskie.

Azerbejdżan