Jak marzenie stało się celem.

Bez tytułu

Większość z Nas o czymś marzy. My też mieliśmy marzenie. Podróżnicze. Postanowiliśmy je zrealizować. Na tym etapie, możemy już śmiało powiedzieć, że przybrało ono realne kształty i stało się celem. Ale od początku..Kiedy się poznaliśmy, każde z Nas miało już na swoim koncie kilka podróży, lecz raczej tych z serii dla ostrożnych i wygodnych. Nasza pierwsza, wspólna wycieczka też do takich należała. Niby było wszystko pięknie, ładnie, ale chyba jednak czegoś zabrakło. Oboje stwierdziliśmy, że potrzebujemy czegoś więcej, że czas trochę zrewolucjonizować nasz sposób poznawania świata.

Piotrek wpadł na pomysł, że za wakacyjne funciaki przejedziemy się trochę po Europie. Autostopem. Ja bym nigdy nie wpadła na taki pomysł, bo gdzie na stopa, przecież nas okradną,zgwałcą i zabiją (jak to przeważnie w amerykańskich filmach bywa ;)), więc do całego pomysłu podeszłam z rezerwą, ale zgodziłam się. Moje przerażenie, na szczęście trwało do momentu złapania naszego pierwszego stopa, a kolejne trzy tygodnie (Anglia, Francja, Hiszpania, Włochy, Słowenia) stały się wspaniałą przygodą, po której chce się tylko więcej i więcej.

Następne lato minęło również pod znakiem autostopowych podbojów, tym razem na kierunek naszej destynacji wybraliśmy Bałkany.

W czasie dwóch ostatnich lat studiów po naszych głowach zaczęło się tułać pytanie: co dalej z tym naszym życiem? Hm pewnie standard: znajdziemy pracę, weźmiemy kredyt, kupimy mieszkanie, później samochód, zmajstrujemy gromadkę szkrabów i tak będziemy sobie żyć. To może zróbmy najpierw coś szalonego? To wszystko nam przecież nie ucieknie, a jak już raz wpadniemy w wir codzienności, to może być ciężko się z z niego wydostać.

Najpierw miała być Australia i Nowa Zelandia (chyba dlatego, że tak daleko :)) na jakieś trzy miesiące. Później Ameryka Południowa, ale Piotrek się naczytał, że może być trochę ciężko dla takich podróżniczych przedszkolaków jak my. To co może Azja? Piszą (zaczynamy czytać literaturę podróżniczą), że tanio, że bezpiecznie. Tylko z tym autostopem to trochę problem może być, więc może lepiej jakoś busami, pociągami się wspomóc. Trafiamy w końcu na książki w “Przez świat na rowerach w 2 lata”, “Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku” i myślimy sobie: rowery to jest to, całkowita niezależność, żaden kierowca ani rozkład jazdy nas nie ogranicza. Tylko ta Azja taka duża, to co my w te miesiące zobaczymy? Trzeba trochę wydłużyć czas planowane podróży. W dwa lata to już kawałek tej Azji chyba można zjechać. Ok, tylko co kasą? Po oszacowaniu kwoty, która nam jest potrzebna do realizacji naszego marzenia, stwierdzamy, że po obronie musimy wyjechać do pracy za granicę, o ile chcemy wyruszyć przed 30-stką :)

Pracę się znaleźć udało. Została jeszcze jedna kwestia, trzeba było zacząć jeździć na rowerze :) Że każdy dorosły człowiek raczej potrafi, to rzecz oczywista, ale czy pała to tego miłością to już inna kwestia. Postanowiliśmy dać sobie małą próbkę rowerowej podróży, co byśmy się przekonali czy nam to właściwie leży i pasuje. Przejechaliśmy Portugalię z północy na południe i pomimo stwierdzenia, że nasza kondycja jest kompletnie do dupy (wyrobi się w trakcie:)), utwierdziliśmy się w przekonaniu, że chcemy jechać do Azji na rowerach.

Miesiące spędzone na emigracji lecą. Fundusze się gromadzą. Sprzęt kompletuje. Trasa jako tako krystalizuje.

Start marzec 2015.

  • Aleksandra Kozina-Rama

    Zycze z calego serduszka powodzenia i spedzenia najpiekniejszych dni podziwiajac zachow i wschod slonca.Oczywiscie czekam z niecierpliwoscia na wspaniale fotki i opowiesci ze spelnieia Waszych marzen.Zycze rowniez Wam moi kochani kondychy,kondychy i jeszcze raz kondycji !!!!!!!!!! Milej zabawy i do zobaczenia wkrotce :)

  • Paweł Turzański

    stronę dodaję do ulubionych i czekam na Wasze relacje!!!!! :-)