U wrót Azji.

Panorama_8

Gdy wychodzimy rano z namiotu, wokoło panuje gęsta, lepiąca się mgła. Po raz pierwszy od kilku dni nie ma słońca, a temperatura oscyluje w granicach 14C, aż miło się jedzie. Znajdujemy się ponownie w dębowych lasach Strandży. Z czasem mgła unosi się coraz wyżej i wyżej, ustępując miejsca słońcu i gorącym masom powietrza.

Spragnieni zatrzymujemy się przy jednym z przydrożnych źródełek, by napić się wody i chwilę odpocząć. Po chwili, zatrzymuje się samochód, wysiada z niego mężczyzna i zaczyna coś kombinować pod maską. Widocznie jakaś usterka. Nie wygląda jednak na bardzo przejętego, z uśmiechem pyta:

Ilyas: Where are you from?
Piotrek: Poland.
Ilyas: 15 lat pracowałem z Polakami. Ja z Czarnogóry, ale mieszkam i prowadzę sklep w Istambule.

Na co szczęki opadają nam prawie do ziemi, słysząc jego płynną polszczyznę. W trakcie rozmowy okazało się, że Ilyas nie tylko pracował z naszymi rodakami, ale również kilka lat był związany z Polką. Ucinamy miłą pogawędkę, a żegnając się nasz nowy znajomy proponuje:

Ilyas: Odwiedźcie mnie w moim sklepie w Istambule. Dam Twojej żonie spodnie 😉

Notujemy adres sklepu i obiecujemy, że wpadniemy.
Zatrzymujemy się na stacji benzynowej (żeby było śmieszniej – stacja tej samej kompanii, co w poprzednim poście), ulokowanej na wjeździe do miejscowości Catalca. Gdyby nie stromy podjazd i upał, zapewne pojechaliśmy prosto do centrum. Chwila na zaczerpnięcie powietrza, łyk wody i już mamy jechać, gdy jeden z pracowników proponuje nam kawę. Nigdzie nam się nie spieszy, więc mimo tego, że już wsiadaliśmy na rowery, odstawiamy je z powrotem. Na stacji pojawia się młody chłopak, który zagaduje nas gdzie jedziemy. Chwilę później do rozmowy dołącza również jego kolega.

Chłopaki: Którą drogą jedziecie do Stambułu?
My: Tą górną (pokazujemy na mapie).
Chłopaki: Uuu niedobrze, niebezpiecznie, remonty, jeździ dużo ciężarówek.
My: To co, lepiej tą dolną?
Chłopaki: Hmmm no też nie, ta druga jest taka sama.
20150523_1413400

IMGP6020

Trochę słabo, bo innej drogi nie ma. Chłopaki zaczynają coś mówić o taxi, my próbujemy wytłumaczyć, że nie mamy kasy na takie luksusy, nie do końca umiemy się dogadać, ale widzimy że chcą dla nas dobrze, więc nie stawiamy oporu i czekamy na dalszy bieg wydarzeń. Jeden z nich podjeżdża vanem, na pakę ładujemy rowery, siebie do środka i jedziemy z chłopakami i ojcem jednego z nich do Stambułu. Od momentu naszego pojawienia się na stacji do jej opuszczenia, minęło może 20 minut. To się nazywa szybka akcja. Okazuje się, że nasi wybawiciele jadą to Taksim (stąd to nieporozumienie z taxi ), jednej z dzielnic Stambułu, skąd będziemy mieć już blisko na prom, który zabierze nas na drugą stronę Bosforu. Droga północna faktycznie nie jest zbyt ciekawa, więc cieszymy się, że nie musimy jej pokonywać rowerami. Apogeum naszego szczęścia następuje jednak przy wjeździe do 15-milionowej metropolii. Mijamy setki wjazdów, zjazdów, rozjazdów. Chyba byśmy stanęli na drodze i płakali, nie wiedząc w którym kierunku jechać i jak uniknąć śmierci przez rozjechanie. Żegnamy się w Taksim, skąd udajemy się na prom, który zabierze nas do azjatyckiej części Stambułu. Do celu naszej podróży, mamy jeszcze 10 kilometrów przez zatłoczone ulice miasta. Kierowcy jeżdżą jak szaleni, porozumiewając się za pomocą klaksonów, walcząc o każdy kawałek jezdni. Na początku boję się w ogóle włączyć do ruchu, jednak z czasem zaczynam ogarniać o co w tym wszystkim chodzi i jestem dumna, że daję radę. Kto by pomyślał 😉


Krótki filmik z naszej przeprawy przez Bosfor:

Od samego wjazdu do Turcji moje myśli zaprzątało pytanie, jak dostaniemy się do Stambułu i jak będziemy poruszać się rowerami po tak ogromnym i zakorkowanym mieście. Jak widać, czasem nie warto zbyt wiele myśleć i martwić się na zapas, lepiej odpuścić i dać się ponieść losowi, a wszystko jakoś samo się ułoży. Nawet lepiej niż moglibyśmy sami to sobie wyobrazić lub zaplanować.

  • Mirka Krawińska-Hajduga

    ja wnioskuję o większą ilość filmików :) miło zobaczyć Wasze buzie na ruchomych obrazkach :) pozdrawiamy wariaci ;*

    • Aleksandra Paździor

      Myślę, że da się zrobić 😉 my również podrawiamy ;*