Mistrz negocjacji w akcji.

IMGP5986

Ostatnimi czasy zrobiło się gorąco i trzeba było bezwzględnie wprowadzić zakaz jeżdżenia w najbardziej upalnych godzinach, czyli mniej więcej od 11 do 16. Skończyło się przestawianie budzika i dosypianie. Trzeba wstać, zjeść śniadanko i zrobić trochę kilometrów zanim słońce zacznie niemiłosiernie palić. I pomyśleć, że będzie jeszcze cieplej. Jakoś ciężko mi sobie to wyobrazić.

Chodząc ulicami Edirne, wśród tłumów ludzi, naliczyłam może pięć dziewczyn w krótkich (do kolan) spodenkach lub spódnicach. Sama również dostosowałam się do panujących reguł i w opały męczyłam się w długich spodniach. Postanowiłam jednak zapytać znajomego Meliha, jak to jest z tą długością spodni…

Ola: Mogę w Turcji jeździć na rowerze w krótkich getrach? Na mieście nie widziałam zbyt wiele dziewczyn z odsłoniętymi nogami…
Melih: No wiesz, jest jeszcze zimno. Zrobi się ciepło, to i one ubiorą krótkie spodenki.
Ola: Zimno? :O

Poradził mi jednak, żeby po azjatyckiej stronie lepiej ubierać długie spodnie, szczególnie jeżeli na trasie chcemy się zatrzymywać w mniejszych miejscowościach, w których zazwyczaj panują bardziej konserwatywne zasady. Tak czy inaczej, nic nam nie grozi w razie założenia krótkich, ale po co zwracać na siebie uwagę.
IMGP5973

IMGP5975

Zgodnie z przyjętym planem, wstajemy wcześnie rano i pierwszym większym miastem na naszej drodze jest LuleBurgaz. Zatrzymujemy się na chwilę na stacji, żeby skorzystać z toalety. Z budynku sąsiadującego ze stacją wychodzi uśmiechnięty człowiek i pyta czy napijemy się kawy, herbaty i zjemy śniadanie. Z chęcią przyjmujemy zaproszenie. W biurze kompanii paliwowej na stoliczku pojawia się herbata i śniadanie. Pracownicy są bardzo mili, mimo braku wspólnego języka, próbujemy wytłumaczyć skąd, gdzie i po co. Braki w rozmowie nadrabiamy uśmiechami. Wszyscy więc siedzą i się szczerzą, ale tak prawdziwie. Po chwili jeden z pracowników wychodzi i wraca z dwoma pełnymi siatkami i daje nam w prezencie . Jedną z napojami, drugą ze smakołykami. Za chwilę inna pani przynosi nam firmowe kubki, a jeszcze inna czapeczki. Następnie każdy wręcza wizytówkę i dodaje: „problem, problem” i wskazuje na numer telefonu, dając do zrozumienia, że w razie czego mamy dzwonić. Gdy do biura wchodzi pracownik stacji benzynowej z workiem pieniędzy, wszyscy wybuchamy śmiechem. Trafił chłopak moment 😉 Jeszcze tylko wymiana fejsbukami, foteczki i można jechać dalej.

Dojeżdżamy do małej miejscowości, gdzie zamierzamy zrobić przerwę. Piotrek idzie po pieczywo i owoce, a ja czekam przy rowerach. Parę metrów dalej stoi starsza kobietka i zaciekawieniem mnie obserwuje, po chwili przełamuje się i podchodzi, żeby pogadać. Ona cała opatulona w chuście na głowie, ja w krótkich spodenkach. Postanawiam skorzystać z sytuacji i tym razem dopytać kobietę w tej kwestii. Ona z uśmiechem mówi, że w Turcji to nie problem, ale w międzyczasie sprawnym ruchem naciąga mi getry w dół, żeby zasłaniały nieco więcej uda.

Gdy upał nieco ustaje ruszamy w dalszą drogę, jednak tym razem wiatr płata nam figle – wieje tak mocno, że poruszamy się w żółwim tempie i co jakiś czas musimy się zatrzymać, żeby odpocząć. Podczas jednego z postojów, podjeżdża do nas młody chłopak i pyta czy wszystko w porządku, po czym, jakby czytał w naszych myślach wręcza nam 2 puszki zimnej coli.

Dzień zaczyna chylić się ku końcowi. Piotrek zauważa, ze w przydrożnym lesie wypalane jest drewno na węgiel drzewny i koniecznie chce się temu przyjrzeć z bliska. Ja pasuje, bo marzę już o odpoczynku. Po kilku minutach oczekiwania, w odpowiedzi na nawoływanie, również dołączam do Piotrka. Jednak zanim to nastąpiło musiałam przejść przez hałdę, więc na miejsce gdzie mąż prowadzi wesołą konwersację, docieram umazana po kostki węglem. Jeden z panów jest funkcjonariuszem policji i gdy dowiaduje się, że nasza droga będzie prowadzić przez Trabzon, w pobliżu którego mieszka, karze nam obiecać że odwiedzimy go i pójdziemy razem na obiad. IMGP5978

IMGP5982

Dojeżdżamy do campingu o zmroku. Piotrkowi udaje się wytargować dobrą cenę za nocleg, zbija cenę ponad dwukrotnie. Nie wiem tylko czy jest z się z czego cieszyć, bo podejrzewamy, że nie powinniśmy nic płacić  Wspomniany camping, których było sporo tego typu w okolicy zazwyczaj jest ogrodzonym parkiem, z jakąś kafejką/restauracją po środku, którego właściciele zamykają na noc interes. Jednak park nie jest ani zamknięty, ani strzeżony, więc za co tak naprawdę płacić. Właściciel zaskoczony naszym pytaniem o cenę, skorzystał z zasady „Jak dają, to bierz…”.

  • Loreta Tomankiewicz

    Macie szczęście do dobrych ludzi, albo po prostu ja źle trafiam :) Kurcze suuper! Piękne widoki, no i super przygody! Oby takich Wam nigdy nie zabrakło! Całuski! :* <3