Zwiedzamy okolicę, od Sewanu po stolicę.

Armenia-cos

W Armenii jesteśmy zaledwie kilka dni, ale czuję że zmiana kraju wpłynęła na mnie wyśmienicie. Dobry humor mnie nie opuszcza, a nogi aż rwą się do robienia kolejnych kilometrów. Nawet chłodna, deszczowa aura nie wpływa na mnie negatywnie, a wręcz przeciwnie kojarzy mi się z pierwszymi tygodniami naszej podróży, co dodatkowo wzmaga we mnie pozytywne uczucia. Ormianie również robią na mnie pozytywne wrażenie, są nas ciekawi, ale nie nachalni. Pierwsze pytania jakie padają to czy potrzebujemy pomocy, czy czegoś nam nie trzeba. Owszem, zdarzają się czasem propozycje kielicha, ale odmowa nie wpływa negatywnie na dalszą relację, a zapraszający nie ponawia dziesięciokrotnie zapytania.

Nad Sewanem całą noc krąży burza. Na szczęście rano pogoda jest o wiele lepsza, więc pedałowanie wzdłuż zachodniego brzegu jeziora, dostarcza nam swoimi widokami masę przyjemności. Odbijamy do Gawar w nadziei na upolowanie czegoś do jedzenia, a następnie kierujemy się do wsi Noratus, w której znajduje się średniowieczny cmentarz – największe skupisko chaczkarów na świecie (ponad 800). Najstarsze chaczkary datowane są na IX wiek, najbardziej okazałe na XII-XIII.
Armenia-jez.Sevan

Sewan. Poranny połów.

Sewan. Poranny połów.

IMGP2084

IMGP2122

Podstawa to dobra zakąska.

Podstawa to dobra zakąska.

Czym są chaczkary? Wojciech Górecki w książce „Toast za przodków” opisuje je następująco: Chaczkar to esencja ormiańskości, synteza ormiańskiej sztuki i wiary. Są wszędzie tam, gdzie dotarli Ormianie, nie sposób pomylić ich z niczym innym. Z pozoru nic prostszego – kamienna płyta z wykutym krzyżem, tylko linia rzeźby zdradza biegłość artysty. Ale każdy chaczkar jest inny, nie ma dwóch takich samych, różnią się ornamentem, rysunkiem i charakterem. Jedne są dziękczynne, wotywne, inne wyrzeźbiono w jakiejś intencji lub na pamiątkę ważnego wydarzenia, są też chaczkary nagrobne. Czasem spotykamy chaczkary wykute na skałach.

Nad cmentarzem wisi czarna chmura, która zwiedzaniu miejsca dodaje mrocznego uroku. Legenda głosi, że podczas jednego z najazdów zbrojnych, mieszkańcy widząc z usytuowanego na wzgórzu cmentarza zbliżające się oddziały wroga, kamienne tablice odziali w mundury. Wróg zaniepokojony liczebnością ormiańskiego oddziału, wycofał się i tym samym chaczkary ocaliły życie lokalnej ludności.

Noratus.

Noratus.

IMGP2139

IMGP2158

IMGP2186

Droga do Martuni, gdzie zamierzamy nocować przebiega w deszczowej aurze. Na miejscu spotykamy, poznane dzień wcześniej autostopowiczki, Kingę i Basię, które jak się później okazało poprzedniej nocy również spały na półwyspie Sewan. Wspólnie z dziewczynami znajdujemy miejsce na nocleg w sadzie należącym do miejscowego zakładu energetyki (jakkolwiek to brzmi), gdzie spędzamy miły wieczór obżerając się do woli jabłkami i gruszkami.
Rano jest zimno i pochmurno, a i pracownicy pospać nam nie dają, co rusz zachęcając do zawinięcia się przed przyjazdem prezesa. Jemy z dziewczynami wspólne śniadanie i postanawiamy nie żegnać z nadzieją na ponowne spotkanie. 30-kilometrowy podjazd w mało przyjaznych warunkach pogodowych, aktywnie urozmaicają nam spotkani ludzie. Wszyscy się uparli, żeby nam coś podarować. W naszych sakwach lądują kolejno: gruszki, jabłka, chleb, ser, szynka, cukierki i kilka płatów lawaszu. Bardzo miło i super, szkoda tylko, że jedziemy pod górkę, a dodatkowe kilogramy wcale nam w tym nie pomagają :) Dojeżdżamy w końcu na Przełęcz Sulema (2410 m n.p.m.), gdzie spotykamy nasze dziewczyny. Widoki są bajeczne, zresztą 30-kilometrowy zjazd również. Dodatkowo robi się coraz cieplej. Z 12°C robi się prawie 30°C. Dojeżdżamy do Areni, gdzie trafiamy na festiwal wina. Chyba połowa Armenii się zjechała. Trochę się kręcimy, oglądając co mają do zaoferowania lokalni gospodarze, jednak szybko męczy nas przepychanie się wśród tłumów. Na jednym ze straganów kupujemy butelkę czerwonego wina i przenosimy dwuosobową imprezę do jednego z wielu przydrożnych sadów.
IMGP2214

Armenia-wulkan1

Widok z Przełęczy Sulema.

Widok z Przełęczy Sulema.

IMGP2249

Karawanseraj Selim z 1332 roku, znajdujący się pod przełęczą.

Karawanseraj Selim z 1332 roku, znajdujący się pod przełęczą.

Wnętrze karawanseraju.

Wnętrze karawanseraju.

IMGP2265

IMGP2288

Festiwal wina w Areni.

Festiwal wina w Areni.

IMGP2292

IMGP2294

IMGP2300

Kolejny dzień zaczynamy nie inaczej jak od długiego podjazdu. Lekko nie jest. Później na zmianę, dół, góra, dół… na ostatniej prostej, biegnącej do Równiny Ararackiej, jedziemy wzdłuż granicy z Azerbejdżanem, a dokładniej jego eksklawą – Nachiczewan. Usypany równolegle do jezdni wał działa na moją wyobraźnię i tylko czekam, aż nad głowami zaczną świszczeć kule. Robi się płasko. Wzdłuż drogi ciągną się liczne winnice. Gdyby widoczność była lepsza po swojej lewicy moglibyśmy podziwiać Ararat, świętą górę Ormian, która obecnie znajduje się terytorium Turcji. Mimo to dla Ormian jest to symbol głęboko zakorzeniony w ich świadomości, więc Ararat jest wszędzie. Poczynając od godła, przez pieczątkę wjazdową na granicy, przez nazwy hoteli, restauracji, biur podróży, po alkohole, soki i produkty spożywcze.
Z rana widoczność jest trochę lepsza, jednak nie do tego stopnia by móc podziwiać Ararat w pełnej okazałości. Do hostelu w Erywaniu ze stacji benzynowej na której spędziliśmy noc zostało nam około 35 kilometrów, więc przed południem meldujemy się w stolicy, gdzie zmywamy z siebie tygodniowy brud.
IMGP2306

IMGP2323

IMGP2329

IMGP2330

Ararat. Wystarczy się dobrze przyjrzeć.

Ararat. Wystarczy się dobrze przyjrzeć.

Wieczorem po wyjściu z metra w okolicach centrum, przenosimy się w całkiem inny świat. Po tygodniu jazdy przez biedne wioski, małe miasteczka nagle trafiamy na ulice prawdziwie europejskiego miasta. Ulicami chodzą modnie ubrani i pięknie wyperfumowani ludzie. Wszędzie restauracje, kawiarnie, sklepy znanych marek. Ulice tętnią życiem. Większość stanowią Ormianie, zagranicznych turystów jest niewielu. Również kolejnego dnia, krążąc uliczkami czy wspinając się na Kaskady, nie widzieliśmy zbyt wielu obcokrajowców. Aż miło się spacerowało bez poczucia takiego turystycznego ciśnienia, tłoku, ciągłego błysku fleszy.

24 kwietnia 1915 roku Talaat Pasza (minister spraw wewnętrznych Imperium Osmańskiego) wydał rozkaz masowych wysiedleń i mordów Ormian. W latach 1915-1917 z tureckich rąk zginęło około 1,5 mln ludzi.

24 kwietnia 1915 roku Talaat Pasza (minister spraw wewnętrznych Imperium Osmańskiego) wydał rozkaz masowych wysiedleń i mordów Ormian. W latach 1915-1917 z tureckich rąk zginęło około 1,5 mln ludzi.

W setną rocznicę Rzezi Ormian, miasto obklejone jest plakatami.

W setną rocznicę Rzezi Ormian, miasto obklejone jest plakatami.

Turcja do dnia dzisiejszego wciąż nie przyznaje się do masakry popełnionej na narodzie ormiańskim.

Turcja do dnia dzisiejszego wciąż nie przyznaje się do masakry popełnionej na narodzie ormiańskim.

Fontanny na Placu Republiki.

Fontanny na Placu Republiki.

Plac Republiki.

Plac Republiki.

Okolice Placu Wolności.

Okolice Placu Wolności.

Okolice Placu Wolności.

Okolice Placu Wolności.

Opera. Plac Wolności.

Opera. Plac Wolności.

Muzeum Sztuki Cafesjiana składające się z trzech części: znajdującego się na placu Tamaniana parku z rzeźbami, zewnętrznych kaskad oraz znajdujących się wewnątrz sal wystawowych.

Muzeum Sztuki Cafesjiana składające się z trzech części: znajdującego się na placu Tamaniana parku z rzeźbami, zewnętrznych kaskad oraz znajdujących się wewnątrz sal wystawowych.

IMGP2403

IMGP2404

IMGP2410

IMGP2411

IMGP2420

IMGP2373

IMGP2379