Ziemia (nie) obiecana. W poszukiwaniu domu na Święta Wielkanocne.

IMGP3725x

Polacy są wszędzie. Okazuje się, że na Bukowinie istnieją wsie, w których spory odsetek mieszkańców stanowi mniejszość polska. I my sobie wymyśliliśmy, że w jednej z nich spędzimy Święta Wielkanocne. Daleko od rodziny, więc zawsze to jakoś raźniej wśród rodaków.

Droga do polskich wiosek upływała nam w dobrych humorach, tym bardziej że w końcu słońce wyszło zza chmur i zrobiło się trochę cieplej. Nasz wybór padł na wieś Kaczyka ( rum. Cacica). Znaleźliśmy informację w internecie, że funkcjonuje tam Dom Polski, który oferuje miejsca noclegowe. Na miejscu nikogo nie zastaliśmy, ale z przekazu sąsiadki pani Krystyny (prowadzącej placówkę), zrozumieliśmy, że właścicielka poszła do kościoła. W sumie był Wielki Czwartek, więc jakoś bardzo nas to nie zdziwiło. Rozsiedliśmy się więc wygodnie i zaczęliśmy pakować w nasze burczące brzuszki, wszystko co tylko w sakwach nam zostało. Po jakimś czasie zaczęliśmy marznąć i trochę się niecierpliwić. Bardziej wiercący się Piotrek, w końcu zauważył na jednej z szyb domu, kartkę z wyblakłym rysunkiem drogi do domu pani Krystyny. Jak to się mówi, lepiej późno niż wcale;) Kilka uliczek dalej zastaliśmy właścicielkę w ogródku, bardzo zajętą przekopywaniem grządek. Na pytanie o możliwość spędzenia Wielkanocy w Polskim Domu, kobieta odesłała nas do hotelu, informując że placówka jest jeszcze nieczynna, że nienapalone, jednym słowem ZAMKNIĘTE. Ależ głupi byliśmy myśląc, że to coś więcej niż tani pensjonat! Drugą opcją, którą doradziła nam szanowna pani, to udanie się do kolejnej wioski, Nowy Sołoniec, oddalonej o kilka kilometrów, w której „funkcjonuje duży Dom Polski z kawiarnią, który NA PEWNO jest otwarty”. Pełni nadziei ruszyliśmy do Nowego Sołońca, ale również tam pocałowaliśmy klamkę. W pobliskim kościele odbywała się msza (po polsku), więc po nabożeństwie udaliśmy się do księdza z zapytaniem o możliwość noclegu. Ten jednak poinformował nas, że nie ma warunków, nie ma posprzątane i ma gości, dodając że z pewnością jakiś tani nocleg znajdziemy u mieszkańców wsi. Do pomocy w poszukiwaniach „dostaliśmy” chłopaka, niezbyt zadowolonego z otrzymanej roli. Pokój się znalazł, nasza rodzina okazała sie uprzejma, jednak kompletnie nami niezainteresowana. Nie oczekiwaliśmy czerwonego dywanu, wiwatów czy fajerwerów, jedynie odrobinę ciepła czy tzw. polskiej gościnności. Próby dowiedzenia się czegokolwiek na temat rumuńskiej Polonii, również spełzły na niczym. Obraliśmy, więc nowy plan – wynajmiemy na 3-4 dni mieszkanie w Suczawie lub Gurze Humorului. Tak się podjaraliśmy tym pomysłem, że cały wieczór spędziliśmy na poszukiwaniach, jednak ostatecznie nic nam się nie udało załatwić. Zmęczeni i zrezygnowani, postanowiliśmy, że następnego dnia pojedziemy do Suczawy i znajdziemy coś (cokolwiek!) na miejscu.

IMGP3755x

Malowany klasztor w Voronet.

Malowany klasztor w Voronet.

IMGP3731x

Rano przebudziłam się, słysząc jak Piotrek podnosi się, wygląda przez okno, po czym szybko kładzie się z powrotem. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Żeby upewnić się w swoich przypuszczeniach, z niechęcią również spojrzałam. Bialusieńko. Piotrek jeszcze łudził się, że „naszą” rodzinkę ruszy sumienie i zaproponują nam wspólne święta 😉

Mimo brzydkiej pogody postanowiliśmy wrócić jeszcze do Kaczyki i odwiedzić miejscową kopalnię soli. Jakiś plus tego naszego pozasezonowego zwiedzania jest – byliśmy jedynymi gośćmi. I mimo, że jakiegoś wielkiego wrażenia sama kopalnia na nas nie zrobiła, to klimat lekko rodem z horroru był :)

W 1791 roku na Bukowinie, we wsi Cacica ruszyła kopalnia soli kamiennej. Rok później do pracy w niej sprowadzono 20 rodzin górniczych z Bochni i Wieliczki.

W 1791 roku na Bukowinie, we wsi Cacica ruszyła kopalnia soli kamiennej. Rok później do pracy w niej sprowadzono 20 rodzin górniczych z Bochni i Wieliczki.

IMGP3772x

Udało nam się jakoś wyjechać z kotliny, w której ulokowana była wioska, jednak śnieg nie odpuszczał i w Paltynosie, kolejnej polskiej wiosce, gdzie mieliśmy odbijać na Suczawę Piotrek zaproponował, żebyśmy jeszcze spróbowali szczęścia w ich Polskim Domu. Po doświadczeniach dnia poprzedniego, raczej niechętnie przystałam na jego propozycję, nie miałam ochoty na kolejne rozczarowanie. Jednak tym razem miał nosa. Nie bardzo wiedzieliśmy, gdzie dom ten może się znajdować, więc w poszukiwaniu informacji wstąpiliśmy do sklepu, gdzie akurat spotkaliśmy panią, która się nim zajmowała. Nie było problemu żebyśmy zostali, nie było problemu żeby napalić w piecu, żebyśmy nie zamarzli. Jak się chce, to się da. Nawet jak nie ma sezonu.

IMGP3827x

tutaj wpisac

Zawartość koszyczków niczym się nie różni, od tych w Polsce. Same smakołyki

IMGP3795x

  • Loreta Tomankiewicz

    Wasz koszyczek niemal że idealny – tylko serwetki brakuje :)