Zapraszam do koreańskiej sauny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdybym była mężczyzną, z pewnością pomyślałabym, że trafiłam do raju, a widok tylu pięknych, skośnookich kobiet przyprawiłby mnie o szybsze bicie serca. Biorąc pod uwagę naturalność, z jaką pomagają sobie wzajemnie w szorowaniu nagich ciał, byłabym w stu procentach pewna, że musiałam do tej pory być cholernie dobrym człowiekiem, skoro znalazłam się w tym miejscu. Będąc kobietą, czułam się lekko skrępowana własną nagością, a także onieśmielona roznegliżowanymi współtowarzyszkami kąpieli. Dlaczego?

„Nie wstydź, wszystkie wyglądamy tak samo” – takimi mniej więcej słowami starsza pani ponad dwadzieścia lat temu, na publicznym basenie, w kobiecej szatni, zachęcała mnie do przebrania się w strój kąpielowy. Na basen wybrałam się z Tatą, jednak byłam już prawdopodobnie w takim wieku, że uznano, że powinnam poradzić sobie sama. Tata tak na wszelki wypadek, poprosił przypadkową kobietkę, by ta zaopiekowała się mną i wyjaśniła, co powinnam robić i gdzie się kierować. W głowie bardzo szybko przeanalizowałam jej słowa i stwierdziłam, że mimo znacznych różnic gabarytowych, tak w ogóle to ma rację. Przecież i ja kiedyś podrosnę i nabiorę kształtów. Obie należymy do tego samego świata. Nie powinnyśmy się siebie wstydzić.

Nagość w naszej kulturze nie jest czymś naturalnym. Większość z nas ma mniejsze lub większe kompleksy, który sprytnie maskujemy odpowiednio dobranym ubraniem. Niechętnie chcemy dzielić się swoimi niedoskonałościami z innymi. Gdyby natomiast patrzeć na ludowe mądrości takie jak „częste mycie skraca życie”, czy też „z brudu jeszcze nikt nie umarł”, można by twierdzić, że codzienna toaleta jest pewnego rodzaju smutnym obowiązkiem. `W Korei Południowej i Japonii kąpiel jest nie tylko przyjemnością samą w sobie, ale także czynnością natury towarzyskiej. Do łaźni publicznej miło jest wybrać się z przyjaciółką, która nie tylko dokładnie wyszoruje plecy, ale przy okazji wysłucha, a dzień dobrze zakończyć w domowej wannie w towarzystwie męża.

Jako, że w jjimjilbang, czyli koreańskiej saunie, jestem po raz pierwszy, swoje kroki stawiam dość niepewnie. Na recepcji dostaję kluczyk, kolorową piżamę oraz ręcznik i tak jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką, muszę poradzić sobie sama. W szafeczce, w przedsionku do przebieralni zostawiam buty, po czym kieruję się do tej właściwej szatni, w której absolutnie nikt nikomu nie musi tłumaczyć, że nie ma się czego wstydzić. To miejsce to raczej rozbieralnia. Wchodzi się tutaj po to, żeby zrzucić z siebie niepotrzebny skafander, skrywający naturalne piękno. „Wszystkie wyglądamy tak samo, nie ma się czego wstydzić” – powtarzam w głowie. Nie jestem zakompleksioną osobą, ale równocześnie nigdy nie paradowałam wśród tylu nieznajomych kobiet zupełnie naga. Wszystkie będą się z pewnością na mnie gapić, jestem jedyną cudzoziemką. Jakby nie było „same same but different”. Bardziej od nagości martwi mnie jedynie możliwość popełnienia jakieś gafy, niestosownego zachowania, dlatego dyskretnie śledzę ruchy innych kobiet. Przydałaby się moja starsza pani, która powiedziałaby mi jak mam się zachować.

Otwieram zaparowane drzwi i wchodzę do wodnego świata, pełnego pięknych syren, w którym panuje leniwa i przyjemna atmosfera. Część kobiet szoruje ciała do czerwoności, siedząc na małych plastikowych stołkach, inne nakładają maseczki, myją zęby, depilują się, pozostałe – moczą w gorących lub lodowanych wodach basenów. Wszystkie zachowują się naturalnie, rozmawiają, plotkują, śmieją się, pomagają wzajemnie w zabiegach pielęgnacyjnych. Swobodne i odprężone. Nie wszystkie mają idealne sylwetki, jedna żadna z nich nie wygląda na taką, która czułaby z tego tytułu jakikolwiek dyskomfort.

Oczywiście wbrew moim obawom, nikt się na mnie nie gapi, nie śledzi wzrokiem każdego mojego ruchu. Spotykam spojrzenia, jednak łagodne uśmiechy dodają mi raczej otuchy niż deprymują. Najchętniej od razu wskoczyłabym, któregoś z gorących basenów, jednak wiem, że najpierw powinnam zmyć się z siebie cały ten brud, porządnie wyszorować. Staram się to robić możliwie długo, by nie wyjść w tej sferze na kompletną ignorantkę.

Z każdą minutą nabieram pewności siebie, wczuwam w relaksującą atmosferę tego miejsca. Można powiedzieć, że zaczynam im go zazdrościć. Jjimjilbang to przestrzeń kobiecych spotkań, służąca do oczyszczania nie tylko ciała, ale też duszy. Ciekawe czy panowie, we własnym gronie, czują i bawią się równie dobrze.

Tym razem wyjątkowo bez zdjęć 😉

  • Marek Wystemp

    Taki ładny wstęp (wyobraźnia zaczęła pracować), a tu bez zdjęć;))) wyobraźnia dalej pracuje:))) w każdym mieście jest taka sauna?

    • Aleksandra Paździor

      Praktycznie w każdym mieście, w większych – nawet kilka. Tak samo w Japonii, tylko tam chodzą się kąpać do sento lub onsenu.
      Podczas rejsu promem z Korei Południowej do Japonii zobaczyliśmy na mapce, że na pokładzie są łaźnie. Myślimy „pewnie tylko prysznice”. Idziemy się kąpać, a tam baseny termalne :) Mają świra na tym punkcie.