Za górami, za lasami… w drodze na Zakarpacie.

IMGP3398

Po kilku dniach we Lwowie przyszła pora, aby ruszyć w dalszą drogę. Obraliśmy kierunek na południe. Pierwszy nocleg mieliśmy zaklepany w Żydaczewie u Ks. Tomka, do którego to zadzwonił Ks. Jacek, z prośbą o przenocowanie nas. W Dolinie trafiliśmy akurat na mszę św., podczas której zostaliśmy publicznie przedstawieni z ambony miejscowym seniorkom, które to bardzo przejęły się naszą podróżą…

Jedna z nich do tego stopnia, że chciała nas wspomóc materialnie. Kto by to widział, żebyśmy jeszcze skubali biedne babcie z ostatnich pieniędzy. Ks. Tomek ugościł nas po królewsku i „przekazał” dalej – Ks. Włodzimierzowi w Dolinie, a tam powtórka z rozrywki. Niestety parafia w Dolinie była ostatnią w zasięgu znajomości naszych księży i dalej musieliśmy radzić sobie sami.

Za komuny było kolorowo. Mozaika w Dolinie.

Za komuny było kolorowo. Mozaika w Dolinie.

Droga, której nie było na mapie.

Droga, której nie było na mapie.


Z braciszkiem Świętosławem, który oprowadzał nas po włościach klasztoru redemptorystów w Kochawinie.

Z braciszkiem Świętosławem, który oprowadzał nas po włościach klasztoru redemptorystów w Kochawinie.

Z Doliny wyruszyliśmy w kierunku Zakarpacia, do którego droga prowadziła nie inaczej jak przez Karpaty. Trochę się namęczyliśmy, wspinając się po mału na naszą, jak dotąd, najwyższą przełęcz (Przełęcz Toruńska 941 m n.p.m), jednak piękna pogoda i równie ładne krajobrazy wynagrodziły wszystkie trudy. Gdyby nie szwajcarski ser na drodze, równie przyjemny byłby 30-kilometrowy zjazd do Miżigirii. Zamiast spokojnie podziwiać malownicze wioski, musieliśmy pilnować, żeby nie stracić zębów.

Takiemu lepiej zjechać z drogi.

Takiemu lepiej zjechać z drogi.

 Może i przyjemnie chłodna, ale o zabójczym zapachu.

Może i przyjemnie chłodna, ale o zabójczym zapachu.

Tutaj wiosna jeszcze nie dotarła.

Tutaj wiosna jeszcze nie dotarła.


Przełęcz Toruńska, a za nią już Zakarpacie.

Przełęcz Toruńska, a za nią już Zakarpacie.

W Miżgirii, planowaliśmy zatrzymać się u Jezuitów. Tylko chyba nam się coś pokiełbasiły miejscowości, bo nikt z mieszkańców nie miał pojęcia o ich istnieniu. Drugą opcją był kościół grekokatolicki, a że akurat trwała msza, postanowiliśmy poczekać na księdza przy sąsiadującej plebanii. Po dwóch godzinach, głodni i zmarznięci zrezygnowaliśmy. Nocne czuwanie?;) Z pomocą napotkanych przy drodze miejscowych szybko udało nam się znaleźć nocleg w jednym z pobliskich domostw. A mi to nawet jeden z panów sprezentował pyszne ciasteczka. Muszę przyznać, że na Ukrainie spotykamy się z dużą życzliwością ze strony ludzi, zawsze przyjaźnie odpowiadają na nasze „dobryj deń”, życzą dobrej drogi lub zatrzymują na krótką pogawędkę.

Swojskie przysmaki.

Swojskie przysmaki.


Kozice na relaksie.

Kozice na relaksie.


Babuszki przy świętym źródełku.

Babuszki przy świętym źródełku.

Kolejnego dnia wyruszliśmy z zamiarem dotarcia do miejscowości Wynohradiw. Droga prowadziła wzdłuż rzeki, przez którą co jakiś czas poprzerzucane były drewniane mostki. Mijaliśmy wioski i wioseczki, w których panowało wielkie poruszenie. Z powodu ładnej pogody i zbliżającej się Wielkanocy, wszystkie panie zajęte były czyszczeniem, przewieszanych przez płoty i bramy dywanów.
Zakarpackie domki.

Zakarpackie domki.

Zakarpackie domki.

Zakarpackie domki.

Zakarpackie domki.

Idę albo nie idę.

Idę albo nie idę.

[center]

To już wolę wejść na ten mostek.

To już wolę wejść na ten mostek.

Po dotarciu do Wynohradiw, okazało się, że jest kościół, nie Jezuitów a Franciszkanów i że mamy wielkie szczęście, bo Siostry Franciszkanki są Polkami i na dodatek są bardzo miłe i gościnne.

Siostrzyczki zawsze uśmiechnięte i gotowe do pomocy.

Siostrzyczki zawsze uśmiechnięte i gotowe do pomocy.

Pomożecie? Pomożemy! Pół wsi bieli drzewa, a gdzie reszta obywateli?

Pomożecie? Pomożemy! Pół wsi bieli drzewa, a gdzie reszta obywateli?

Nieodłączny element każdego domostwa - "grządka" winorośli. Szkoda, że nie trafiliśmy tu w sezonie.

Nieodłączny element każdego domostwa – „grządka” winorośli. Szkoda, że nie trafiliśmy tu w sezonie.

Tak się stało, że zmieniliśmy trochę plany, bo zamiast jechać prosto do Rumunii, postanowiliśmy zahaczyć jeszcze o miejscowość Berehowe, słynące z produkcji win oraz obecności leczniczych wód termalnych. Zestaw w sam raz na weekend.

Deptak w Berehove.

Deptak w Berehove.

I gdzie ja je położyłem?

I gdzie ja je położyłem?

Termalny basen w Berehove lata świetności ma już za sobą.

Termalny basen w Berehove lata świetności ma już za sobą.

Jeszcze kilka fotek:

Na wiosce bieda aż piszczy, ale cerkwia musi być na bogato.

Na wiosce bieda aż piszczy, ale cerkwia musi być na bogato.

Póki co, zimę zostawiamy za sobą.

Póki co, zimę zostawiamy za sobą.

Piotrek nie był taki zadowolony, że musiał oddać swoją chałwę ;p

Piotrek nie był taki zadowolony, że musiał oddać swoją chałwę ;p

Smerfowe drzewa.

krajobrazku

Wino szyte na miarę naszych bidonowych koszyków.

Wino szyte na miarę naszych bidonowych koszyków.

Na relaksie w oldschoolowym klimacie.

Na relaksie w oldschoolowym klimacie.