Z buta wjeżdżam. Wielki Mur Chiński bez tłumów.

cumulus incredilite endurance

Nie mieliśmy zbyt wygórowanych oczekiwań w stosunku do Pekinu. Co może nas zachwycić w wielkim mieście tonącym w chmurze smogu, którego prawdziwa dusza umarła już dawno temu. Większą uwagę skupialiśmy na Wielkim Murze Chińskim. Widzieliśmy jednak, że wycieczka do jednego z popularnych, odrestaurowanych fragmentów może nie tylko słono odbić się na naszych kieszeniach, ale także przynieść rozczarowanie. Nie chcieliśmy zwiedzać tego miejsca w tłumie turystów. Byliśmy zachłanni, chcieliśmy je mieć tylko dla siebie. W ramach rozwiązania wybraliśmy, więc opcję przygodowo-niskobudżetową, czyli nieodrestaurowany odcinek muru w Jiankou.

Dostanie się z Pekinu do Jiankou (ok. 100 km) na rowerach jest oczywiście możliwe, jednak ze względu na mocno ograniczony czas, postanowiliśmy zostawić nasze jednoślady w hostelu i dojechać do wioski znajdującej się u stóp Wielkiego Muru Chińskiego transportem miejskim. Ktoś przed nami oczywiście już to zrobił i opisał w sieci, także wystarczyło podążać za wskazówkami dotyczącymi numerów autobusów, miejsca przesiadek i cen biletów. Proste. Przynamniej do momentu, kiedy nie wiesz czy na pewno wysiadłeś na odpowiednim przystanku, a zapytać może jest kogo, ale nie ma za bardzo jak. Tak czy inaczej, z małymi przygodami i jednym upadkiem, który na szczęście zaważył jedynie na jakości zdjęć, a nie radosnej atmosferze, dotarliśmy na miejsce.

Wycieczka na mur zaczęła się od małego wypadku, ale jakoś trzeba było sobie radzić.

Wycieczka na mur zaczęła się od małego wypadku, ale jakoś trzeba było sobie radzić.

Chcieliśmy nocować na murze, więc oprócz namiotu, śpiworów i karimat, zabraliśmy ze sobą prowiant (masło orzechowe, buły i snikersy) oraz wodę i coś na rozgrzewkę :) W wiosce znajduje się mały sklep, a także miejsca noclegowe i restauracja, jednak trzeba liczyć się z wyższymi od przeciętnych cenami. Będąc już wiosce, nie za bardzo wiedzieliśmy, w którym kierunku powinniśmy się udać, jednak z pomocą lokalsów, bardzo szybko trafiliśmy na ścieżkę prowadzącą na dziki, nieodrestaurowany fragment muru. Wspinając się przez las, dotarliśmy w końcu do pierwszej wieży strażniczej. Na tym etapie, mur przypominał bardziej kupę kamieni, jednak z czasem przybrał bardziej regularne kształty. Podniszczony, jednak jeszcze (na szczęście) nieodrestaurowany. Wędrówka po murze między drzewami i krzewami, które zdążyły się tutaj już nieźle zadomowić, penetrowanie wieży strażniczych, szukanie najlepszej drogi, dostarczyły nam sporo frajdy. Zdarzały się również odcinki znacznie podnoszące poziom adrenaliny, kiedy strome schody, bardziej przypominały gruzowisko, a nasza wchodzenie wspinaczkę. Dla Piotrka niezła zabawa, dla mnie momentami walka z własnymi lękami. Jeden fałszywy ruch i lecisz.

Mur Chiński (12)

Uśmiech nr 5 :)

Uśmiech nr 5 :)

Szukamy wejścia na mur.

Szukamy wejścia na mur.

Mur w początkowej fazie - kupa kamieni.

Mur w początkowej fazie – kupa kamieni.

Mur Chiński (43)

Najważniejszy podczas zdjęcia "na ściance" jest uśmiech ;)

Najważniejszy podczas zdjęcia „na ściance” jest uśmiech ;)

Mur Chiński (46)

Mur Chiński (47)

Mur Chiński (48)

Mur Chiński (45)

Mur Chiński (44)

Mur Chiński (33)

Mur Chiński (34)

Dla mnie jeden z najtrudniejszych momentów, dla Piotrka - najlepszych.

Dla mnie jeden z najtrudniejszych momentów, dla Piotrka – najlepszych.

Mur Chiński (28)

Wspinaczka.

Wspinaczka.

Mur Chiński (16)

Mur Chiński (17)

Mur Chiński (1)

Wieża strażnicza.

Wieża strażnicza.

Mur Chiński (3)

Po przejściu kilku kilometrów, doszliśmy do fragmentów, na których prowadzone są „prace restauratorskie”, które w wersji chińskiej polegają mniej więcej na równaniu starego muru z ziemią i budowaniu go od podstaw. Zapewne tak jest szybciej. Być może wygląda bardziej estetycznie. W naszych oczach cały ten proces odmładzania niekorzystnie działa na odbiór tego miejsca. Odbiera mu ducha historii. Ale czego się nie robi dla pieniędzy. Zważając na postępujące na kolejnych odcinkach prace, przypuszczamy, że dni dzikiego fragmentu muru w Jiankou są również policzone. Na szczęście całkowita długość Wielkiego Muru Chińskiego wynosi prawie 9000 kilometrów, więc dla wszystkich tych, którzy od przepychania w tłumie wolą samotną wędrówkę, zostanie wciąż całe mnóstwo miejsc do odkrycia.

Pierwszego dnia spotkaliśmy 3-4 grupki chińskich turystów, poza tym mieliśmy cały mur tylko dla siebie. Żadnych kolejek, wrzasków, przepychania, poganiania. W ciszy i spokoju, z uśmiechem na ustach, podążaliśmy zdającą się nie mieć końca falującą nitką muru, na szczycie każdej wieży strażniczej mówiąc kolejne „wow”. Jedynym mankamentem była widoczność, ograniczona w znacznym stopniu przez chmurę smogu (tak nam się przynajmniej wydaje), którą tego dnia przywiało znad Pekinu. Kolejnego dnia było już znacznie lepiej.

Mur Chiński (39)

Kiedy ma się do pokonania takie schody, trochę się nóżki trzęsą.

Kiedy ma się do pokonania takie schody, trochę się nóżki trzęsą.

Mur Chiński (21)

Mur Chiński (5)

Zachód słońca całkiem spoko, ale...

Zachód słońca całkiem spoko, ale…

Drugiego dnia, około południa w okolicach najbardziej popularnego wejścia (jest ich kilka i w niektórych miejscach trzeba płacić za wejście po drabinie) na dziki mur zaczęło się robić coraz tłoczniej (no to tak, „it’s friday baby”) i głośniej. Niestety okazało się, że wypuszczeni na łono natury Chińczycy, chcą podzielić się tym faktem z całym światem. Krzycząc. Cały ten rozgardiasz nie zapuszcza się na szczęście zbyt daleko. Wejść, trochę pokrzyczeć, cyknąć kilka foteczek i zejść. W drodze powrotnej spotkaliśmy nawet jedną biedną łanię, której znajomi prawdopodobnie nie poinformowali, że wybierają się na dziki fragment muru. Zrezygnowana przysiadła w szpileczkach na kamieniu w połowie podejścia przez las.

...wschód jeszcze lepszy :)

…wschód jeszcze lepszy :)

Mur Chiński (24)

Mur Chiński (25)

Mur Chiński (29)

Biwak na murze.

Biwak na murze.

Śniadanko.

Śniadanko.

Mur Chiński (9)

Mur Chiński (10)

Mur Chiński (11)

Mur Chiński (30)

Mur Chiński (31)

W poszukiwaniu bezpiecznej drogi.

W poszukiwaniu bezpiecznej drogi.

Słońce razi, nogi się trzęsą, a On mi jeszcze fotki cyka ;)

Słońce razi, nogi się trzęsą, a On mi jeszcze fotki cyka ;)

Mur Chiński (35)

Cały wypad uważamy za jak najbardziej udany. Wielki Mur Chiński zrobił na nas niesamowite wrażenie, dostarczył dawkę adrenaliny i pozwolił cieszyć oczy pięknymi widokami. W ciszy. Bardzo polecamy i służymy radą w kwestii dojazdu do wsi Jiankou. Więcej szczegółów na temat tego jak wygląda trasa oraz informacje co warto ze sobą zabrać znajdziecie u Ani i Szymona.

cumulus incredilite endurance

  • Szymon

    Cieszymy się, że wypad na mur się udał, a pogoda dopisała. Dobrze, że zdążyliście przed renowacją muru. Gdy się skończy ceny i ruch znacznie podskoczą co zabije obecny tam jeszcze „klimat”. Zresztą w weekendy jest już przedsmak tego co może być. Sami to dokładnie widzieliście. Pozdrawiamy gorąco z deszczowej dzisiaj Polski