Ukraina naszymi oczami.

Dużo osób sceptycznie podchodziło do naszego pomysłu jazdy przez Ukrainę, że wojna, że niebezpiecznie. Nie jesteśmy wariatami i jeszcze chcemy trochę pożyć, jednak jak tu nie jechać? Wszak Piotrka Babcia wywodzi się spod Lwowa. Po zaczerpnięciu informacji na temat sytuacji na zachodzie kraju, od osób tam mieszkających, które zapewniły nas, że nic niepokojącego się nie dzieje, klamka zapadła. Jedziemy.

Jedzenie.

Pojedliśmy pierożków (z mięsem i ziemniakami) i barszczu ukraińskiego. Na Zakarpaciu smakowała nam zupa z grzybami i dużą ilością śmietany. Piotrkowi przypadły do gustu pączki w wariancie z nadzieniem mięsnym oraz ziemniaczanym. Chałwy mam dosyć na najbliższe pół roku. Na małych targowiskach i przydrożnych straganach kupowaliśmy świeże mleko, swojską słoninę, salceson i wino. Próbowaliśmy również, dostępnej praktycznie wszędzie kapusty morskiej. W większych miastach, w sklepach jest raczej szeroki wybór produktów, na wioskach jest trochę gorzej – w szczególności jeżeli chodzi o mięso i wędliny, króluje raczej kefir i suszone rybki. Wszędzie na sklepowych półkach jest sporo przeterminowanych produktów.

Nie poszczęściło się biedakowi.

Nie poszczęściło się biedakowi.

Przyprawy w kolorach tęczy.Przyprawy w kolorach tęczy.

Przyprawy w kolorach tęczy.

Ceny.

Na początku wydawało mi się, że w sklepach wszystko jest bardzo tanie, jednak w miarę upływu czasu, zorientowałam się, że ceny są mniej więcej takie jak w Polsce, czasami nawet wyższe, szczególnie owoców i warzyw. Inaczej sprawa ma się z napojami procentowymi, których ceny są dużo bardziej korzystne niż w Polsce. Dwa razy płaciliśmy za nocleg, raz w kwaterze prywatnej i raz w motelu (w obu przypadku bardzo dobre warunki) – koszt 100 HRY za osobę za noc.

Targi staroci to obowiązkowy punkt naszych wycieczek.

Targi staroci to obowiązkowy punkt naszych wycieczek.


Pierwszy tysiąc przypadł jeszcze na Ukrainę. Gdzie będzie kolejny?

Pierwszy tysiąc jeszcze na Ukrainie. Gdzie będzie kolejny?

Język.

Urzędowy – ukraiński. Mimo braku znajomości nie mieliśmy problemów komunikacyjnych. Trochę po polsku, trochę migowego 😉 Jak chcesz się dogadać i druga strona też, to nie będzie żadnego problemu. Przyda się na pewno znajomość cyrlicy, ja miałam szczęście posiadać mojego prywatnego tłumacza.

Ludzie.

Tak jak już wspominałam w poprzednim poście ze strony mieszkańców spotkaliśmy się tylko i wyłącznie z sympatią. Ludzie na wsiach i w małych mieścinach żyją raczej skromnie, nie mówiąc biednie, jednak nie wyglądają na bardzo zmartwionych tych faktem. Zdarzało się, że spotkani ludzie nie mając zbyt wiele, chcieli dać nam coś od siebie, wspomóc w jakiś sposób. Ludzie na wsi mający kawałeczek ziemi, ogródek, zwierzątko sprzedają swoje plony/produkty, by zarobić jakiś grosz, by przeżyć. I nie piszę tu o wielkich, przepełnionych straganach. Czasem spotykaliśmy babcie, które na sprzedaż miały litr mleka i trzy pęczki szczypiorku.

Każdy udany podjazd podnosi morale ;)

Każdy udany podjazd podnosi morale ;)

Przy kościołach rzymskokatolickich (zwanych na Ukrainie ‚polskimi kościołami”) funkcjonują często szkółki języka polskiego, na które uczęszczają chętnie młodzi Ukraińcy. Powód? Tak jak Polacy uciekają do Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii, tak dla nich Polska jest jednym z miejsc emigracji, szansą na lepsze życie, a również jak słyszeliśmy, wyrwaniem się ze świata, w którym bez łapówki nic nie załatwisz.

Noclegi.

Głównie na plebaniach (w pokojach, w zakrystii, raz w namiocie), w internacie, w kwaterze prywatnej, w motelu.

Drogi.

Ogólnie to masakra. Jedynym plusem wszechobecnych dziur jest to, że ograniczają autom możliwość rozpędzenia się. Raz trafiliśmy na porządniejszą, większą drogę, ale szybko zrezygnowaliśmy. Jednak przyjemniej (nie znaczy łatwiej) po dziurach ale w spokoju o własne życie. We Lwowie poruszaliśmy się komunikacją publiczną, jednak trudno było nie zauważyć pułapek na rowerzystów – głębokich studzienek kanalizacyjnych. Rodzaj podłoża na pokonywanych drogach – asfalt, żwir, kamienie, piasek, trawa…a i znienawidzona przez nas kostka brukowa. Obowiązuje ruch prawostronny, jednak bardzo często kierowcy poruszają się przeciwnym pasem , jeżeli bardziej nadaje się do użytku. Na drogach poza miastami ruch nie jest zbyt natężony, a czasami wręcz znikomy, zdarzyło nam się jechać przez 20 kilometrów, bez minięcia jakiegolwiek pojazdu.

Obaliło się, niech leży.

Obaliło się, niech leży.

Jaka by nie była, zawsze należy do nas.

Jaka by nie była, zawsze należy do nas. Ta akurat, to jedyna jaką spotkaliśmy na Ukrainie.

Wojna.

Na obszarze, po którym się poruszaliśmy nie odczuliśmy jakichkolwiek niepokojących sygnałów. Ludzie na zachodzie, o wojnie czasem wypowiadali się jakby ich nie dotyczyła, jakby toczyła się w jakimś innym kraju.

Nasze wrażenia z pobytu na Ukrainie? Jak najbardziej pozytywne. Mamy nadzieję, że w przyszłości będą warunki ku temu, żeby zapuścić się trochę dalej w głąb kraju.

  • Joanna Owczarzak

    Bardzo przyjemny post, dobrze, że wszystko szczęśliwie :) szerokości na następne tysiące 😉