Tureckie salwy radości i spontaniczny wypad w góry.

IMGP8863

Po powrocie z Jeziora Van, Hasan zgotował nam niemałą niespodziankę i zabrał nas wraz ze swoją rodziną na coroczny festyn rolników, powiązany z obchodami bajramu. Zapakowaliśmy się wszyscy w samochody i wąskimi, krętymi dróżkami wiodącymi wśród zboczy porośniętych setkami drzew leszczynowych, z którego słynie region Trabzonu, dojechaliśmy do polany ukrytej wysoko w górach, na której odbywał się niewielki festyn. Dookoła polanki wśród drzew, mieszkańcy okolicznych wiosek, rozstawili grille, rozłożyli koce, rozwiesili hamaki i w radosnej atmosferze, w rodzinnym gronie miło spędzali czas. Na polance zespół muzyczny przygrywał skoczną muzykę, zachęcając wszystkich do wspólnej zabawy, a jedna z gospodyń sprzedawała, pyszne swojskie, mleczne lody.
IMGP8683

IMGP8684

IMGP8694

IMGP8697

Świętowanie w prawdziwie kowbojskim stylu.

Hasan, którego rodzina wywodzi się z jednej z okolicznych wsi znał praktycznie wszystkich, a nawet jeżeli kogoś nie znał, to ten ktoś wiedział kim on jest. Wszyscy zapraszali go co rusz, by przynajmniej na chwilę się przysiadł, pogawędził, coś zjadł. Wszyscy oczywiście byli również zainteresowani kogo to Hasan ze sobą przywlókł, więc za każdym razem musiał również tłumaczyć kim jesteśmy i skąd się wzięliśmy. Czuliśmy na sobie ciekawskie spojrzenia przez całe popołudnie. Jednakowo jednak troszczono się o to żebyśmy byli zawsze najedzeni, uśmiechnięci, jak również mieli szanse wziąć udział w głównej rozrywce – strzelaniu na wiwat w powietrze. Taka tradycja, każdy rolnik przynosi ze sobą broń i co jakiś czas daje salwę w powietrze. Na co sąsiad – nie chcąc być gorszym, robi to samo. W ilością wypitego alkoholu zabawa ta stawała się coraz bardziej niebezpieczna, biorąc pod uwagę fakt, że część z panów miała ostrą amunicję. Im późniejsza godzina, tym rodzinny piknik coraz bardziej przeradzał się w męską popijawę. Większość pań z wielkimi koszami, siatami udawała się w kilkukilometrową wędrówkę powrotną do domów, a panowie z rewolwerem w jednej dłoni, a szklaneczką napełnioną raki – w drugiej, do późnych godzinnych nocnych oddawała się w najlepsze świętowaniu.
IMGP8697

IMGP8698

Taniec Horon.

Taniec Horon.

IMGP8725

IMGP8729

IMGP8740

IMGP8745

Spoglądając na naszego kierowcę, miałam pewne obawy co do tego, ze również i my będziemy musieli zostać na imprezie do rana. Jednak ten niewzruszony, ze szklaneczką w dłoni zapewnił mnie, że wszystko jest pod kontrolą. Jazda w ciemnościach po dróżkach, biegnących nad przepaściami szła mu całkiem dobrze, jednak do czasu. W pewnym momencie stwierdził, że jest już zmęczony i nasz przyjaciel Hasan, będący w jeszcze lepszym humorze, powinien przejąć stery. Na szczęście Piotrek wkroczył do akcji i na zakończenie pełnego emocji dnia, miał możliwość popisać się swoimi umiejętnościami na tureckich drogach.

Nauka tańca Horon.

Nauka tańca Horon.

IMGP8757

IMGP8759

IMGP8775

IMGP8776

Przypadkowy wypad w góry.

Kiedy okazało się, że musimy w trybie natychmiastowym przenieść się do Trabzonu, po raz kolejny nasz anioł stróż, Hasan, przyszedł nam z pomocą. Podał nam namiary na kolegę, będącego właścicielem hotelu w Trabzonie, który z pewnością nam pomoże. Chociaż muszę przyznać, że miałam małe obawy, co do tego pomysłu, zwłaszcza gdy sprawdziłam ceny noclegów. W głowie krążyła mi jedna myśl: kto przy zdrowych zmysłach pozwoli nam spać za darmo w hotelu lub rozbijać koło niego namiot. Kto? Sedat – właściciel Biltepe z obowiązku, zapalony motocyklista z wyboru. Gdy ma miejscu dostaliśmy piękny pokój, a Sedat powiedział że możemy korzystać również do woli z bufetu, nie mogłam uwierzyć w nasze szczęście. Dla wyjaśnienia: nie żebyśmy byli jacyś wyjątkowi, w minionych latach Sedat pomagał dziesiątkom rowerzystów, motocyklistów i wspinaczy górskich. Poczuliśmy, że w końcu będziemy mogli komuś odwdzięczyć się za pomoc. Widząc, że właściciel hotelu ma mały młyn zaoferowaliśmy naszą pomoc w kuchni, a ten ją przyjął. Po pół roku obijania, trzeba przyznać, że wieczorne zmiany na zmywaku czasami dawały nam nieźle w kość 
W holu Biltepe mieściła się ścianka wspinaczkowa, na którą od samego początku Piotrek miał chrapkę. Okazało się, że kilka razy w tygodniu przychodzą powspinać się na nią chłopaki z klubu wspinaczkowego i nie ma problemu, żeby Piotrek do nich dołączył. Jeden z nich, imieniem Ali, miał fajnie przystrzyżoną brodę, a że Piotrka stała się obiektem drwin z mojej strony, ponieważ rosła bardziej wszerz niż w dół, zapytał gdzie się strzyże.
IMGP8792

IMGP8810

Kuchenne rewolucje w Biltepe.

Kuchenne rewolucje w Biltepe.

Towarzysze podróży: Ferhat (po lewej) i Ali.

Towarzysze podróży: Ferhat (po lewej) i Ali.

Tradycyjna zabudowa okolic Rize.

Tradycyjna zabudowa okolic Rize.

Zbiór herbaty.

Zbiór herbaty.

IMGP8951

Następnego ranka umówiliśmy się z chłopakami na mieście, żeby wskazali nam drogę do fryzjera. Po doprowadzeniu Piotrka brody do normalności poszliśmy na colę. Gadka – szmatka na translatorze, jakie są nasze plany na najbliższe dni, a ponieważ planowaliśmy opuścić Trabzon i udać się w okolice Rize na rafting, więc zaproponowaliśmy chłopakom, czy może nie chcieliby się wybrać z nami. I tak od słowa do słowa wyszedł z tego spontaniczny wypad do Parku Narodowego Gór Kackar. Raftingu finalnie nie zorganizowaliśmy , gdyż cena tej atrakcji na rzece Firtina nie była adekwatna do długości trasy, jednak mimo tego spędziliśmy ciekawy weekend w tureckim towarzystwie. Z jednej strony bariera językowa była małym problemem, ponieważ każdy chciał obgadać milion ciekawych tematów, z drugiej – próby wytłumaczenia pewnych rzeczy na migi, półsłówkami niosły za sobą salwy śmiechu. Długie momenty ciszy nie były również dla nikogo niczym krępującym.

Tradycyjna zabudowa okolic Rize.

Tradycyjna zabudowa okolic Rize.

IMGP8965

IMGP8969

IMGP9040

IMGP9044

IMGP9036

IMGP9033

IMGP9016

I tym optymistycznym akcentem oficjalnie kończę wpisy z Turcji, kolejny będzie z Gruzji. Co nie znaczy, że w przyszłości nie wrócę do tematu Turcji, gdyż jeszcze wiele pomysłów siedzi mi w głowie, jednak obecnie czasu na ich spisanie brak.