Takie rzeczy tylko w Wachanie.

imgp3814

Z pewnością Korytarz Wachański jest nie tylko ciekawym miejscem z punktu widzenia historii, jak również pięknym krajobrazowo terenem, jednak my chcielibyśmy go zaprezentować z innej perspektywy – przygodowej. Po odprężającym mentalnie przejeździe przez Dolinę Bartangu, gdzie rytm dnia wyznaczało nam słońce, gdzie podróżowaliśmy w błogim spokoju, przyjmowani z wielką gościnnością przez lokalną ludność, wjechaliśmy w Wachan i… nagle zapanował chaos.

Wizyta u dentysty.

Dopadło go w najgorszym momencie, bo kto by chciał wyrywać czy leczyć zęba w Tadżykistanie. Wizyta u dentysty na ogół budzi grozę, na końcu świata podwójną. Bolało coraz bardziej, a łykany w dużych dawkach ketonal, nie pomagał. Nie przespał pół nocy, szukając w sieci najbliższego specjalisty. „Duszanbe? W Iszkaszimiu, też na pewno jakiegoś mają”. Faktycznie mieli. Na panią dentystkę w wioskowym szpitalu przyszło nam trochę poczekać. Miało to jednak swoje plusy. W ramach przerwy obiadowej zjedliśmy wspólnie z paniami z recepcji, pracowniczy posiłek. Gabinet lekarski okazał się nie do końca sterylny, a maszyny przestarzałe. Na szczęście, przynajmniej pani doktor dobrze grała swoją rolę. Pooglądała, wydała wyrok (zapalenie dziąseł) i przepisała lekarstwa. Obyło się bez rwania. Można by powiedzieć, że Piotrka uleczyła sama diagnoza. Opuścił gabinet uśmiechnięty i zadowolony.

Oj jak boli...

Oj jak boli…

imgp3714

...o już przestało ;)

…o już przestało ;)

Moczenie tyłków.

Dolina Wachańska znana jest z gorących i zimnych źródeł o właściwościach leczniczych. W tych pierwszych najlepiej się kąpać, te drugie pić lub jak powiadają miejscowi, obmywać nimi oczy (wody bogate w żelazo). Mieliśmy okazję kąpieli w dwóch basenach termalnych. Na pierwszy trafiliśmy całkiem przypadkowo. Gdy tylko zobaczyliśmy obok drogi mały zbiornik z przejrzystą wodą, nie zastanawialiśmy się zbyt długo, zrzuciliśmy z siebie ubrania i jak dzieciaki, pluskaliśmy się w ciepłym, przyjemnym basenie. W drugim przypadku postanowiliśmy odwiedzić słynne źródełko Bibi Fatima (10 somoni/os., osobne pomieszczenie dla kobiet i mężczyzn), polecane nam kilkukrotnie. Miejsce nie zrobiło na nas większego wrażenia. Dla rozrywki podczas kąpieli, chłopcy mogli pooglądać jak tadżyccy żołnierze golą sobie plecy w basenie, a my popatrzeć na rurę doprowadzającą wodę o kształcie wielkiego fallusa, której dotykanie według miejscowych, działa doskonale na płodność.

Bijatyki pod sklepem.

Zatrzymaliśmy się pod wioskowym sklepem na małe zakupy. Po chwili zebrał się tłumek, w tym kilku podchmielonych panów, którzy koniecznie chcieli nas zaprosić do domu. Jeden z nich, najbardziej wstawiony, uparł się na Piotrka. Z początku próbował mu wmówić, że Polacy nie lubią Rosjan, a gdy ten nie chciał mu przyznać racji, zaczął krzyczeć, że nie lubi Polaków i szarpać za rękę. Gdyby nie szybka interwencja moja i kilku miejscowych, doszłoby do bijatyki. Otaczający nas gapie zaczęli przepraszać za agresora, a my ulotniliśmy tak szybko jak tylko się da. Piotrek natomiast ochrzciliśmy naszym grupowym zadymiarzem.

Poszukiwania pani Bronisławy.

Poczynając od Iszkaszimia, od miejscowych zaczęły dochodzić nas słuchy o pani Bronisławie, Polce żyjącej w Wachanie. Nie mogliśmy przegapić takiego spotkania. Gdy dojechaliśmy do wsi Wrang, w której rzekomo mieszka nasza rodaczka, rozpoczęliśmy poszukiwania, który zakończyły się po pewnych zawirowaniach sukcesem. Pani Bronisława na powitanie ucałowała nas serdecznie i zaprosiła do domu. 80-letnia Polka, urodzona w obwodzie czernihowskim na Ukrainie, w szkole ucząca się po rosyjsku, w młodym wieku wyszła za Tadżyka i wyemigrowała do jego kraju. W języku ojczystym pamiętała jedynie kilka modlitw, których nauczyła ją matka w dzieciństwie. Pani Bronisława przekazała swoim wnuczkom w genach blond włosy i błękitne spojrzenie.

Pani Bronisława z małżonkiem, synową i wnukami.

Pani Bronisława z małżonkiem, synową i wnukami.

Taksówkarz na rowerze.

Zaraz po wjeździe do wsi Wrang, zagadnęła nas grupka miejscowych, których poinformowaliśmy o naszych poszukiwaniach. Jeden z panów na rowerze, oznajmił żebyśmy udali się zanim, gdyż wie, gdzie mieszka pani Bronisława. Po kilkunastu minutach wylądowaliśmy na podwórzu domostwa, którego właściciel na pytanie, czy jego żona to Bronisława, stanął jak wryty. Nasz przewodnik wskazał na znajdującą na wzgórzu buddyjską stupę. Postanowiliśmy kontynuować poszukiwania na własną rękę. Gość na rowerze oczywiście zaczął domagać się zapłaty, wskazując na ramę, na której rzekomo widniał znaczek „taxi” (pokazał nam naklejkę z marką roweru), czym doprowadził nas do śmiechu. Niepocieszony zaczął krzyczeć i wygrażać nam kolegami. Ponownie zaproponował, że zaprowadzi nas do pani Bronisławy i ze zdziwieniem przyjął naszą stanowczą odmowę.

Zonk w Zongu.

W Pamirze nie planowaliśmy żadnego chodzenia po górach, jednak gdy Kasia i Marcin powiedzieli, że wybierają się na mały trekking, uznaliśmy że chętnie do nich dołączymy. We wsi Zong u właściciela miejscowego sklepu, zostawiliśmy rowery, a chłopcy postanowili skorzystać z okazji i podłączyć do ładowania, będące na wyczerpaniu powerbanki. Gdy następnego dnia wróciliśmy z wycieczki, okazało się, że Piotrka powerbank zniknął. Sklepikarz jak gdyby nigdy nic, poinformował nas, że jego brat wziął go przez pomyłkę. Pojechał w trasę, będzie jutro, może pojutrze. Zostawmy mu numer, jak brat przyjedzie, to go nam tam gdzieś gdzie będziemy podrzuci. No na bank. Próbowaliśmy wytłumaczyć kolesiowi, że albo da jakieś pieniądze w zastaw albo nigdzie się nie ruszamy. Początkowo rozmowa przebiegała w spokojnym tonie, jednak widząc, że facet coś kręci i olewa całą sprawę, twierdząc że to to nie jego problem, przybrała ona znacznie ostrzejszą formę (nie żeby to był faktycznie jakiś wielki problem, jednak biorąc pod uwagę nasz ograniczony wizami pobyt, po prostu nie mieliśmy czasu na siedzenie przez 3 dni w wiosce Zong). Okazało się nagle, że brat taksówkarz wyjeżdża z klientami z Chorogu, będzie wieczorem. Chcąc podkreślić, że nigdzie bez naszej własności się nie ruszamy, w pomieszczeniu, w którym stały nasze rowery, zaczęliśmy gotować obiad. Albo brat przycisnął mocniej gazu na drodze albo po prostu sklepikarz był łajdakiem, który wymyślił na poczekaniu całą bajeczkę, gdyż zguba znalazła się w naszych rękach szybciej niż przewidywaliśmy.

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Piotr zdobywca ;) Nawet nie uszliśmy 1/10 drogi :D

Piotr zdobywca 😉 Nawet nie uszliśmy 1/10 drogi :D

Peak Engels

Nasz mały basecamp u podnóży Szczytu Marksa (po lewej) i Szczytu Engelsa.

imgp3988

Owiany złą sławą posterunek.

Jak to na drodze bywa, spotykaliśmy co jakiś czas sakwiarzy jadących w przeciwnym kierunku. Wszyscy bez wyjątku mieli coś do powiedzenia o posterunku straży granicznej w Khargush. W najlepszym wypadku mundurowi przeszukiwali bardzo szczegółowo sakwy, w innych – lubili skonfiskować pewne rzeczy lub wyłudzić łapówkę. Anglikowi zabrali słuchawki słuchawki do Iphone’a, rodzince z Australii – butelkę koniaku, natomiast inny Australijczyk pozbył się kilku zupek chińskich i noża, który był według nich za długi, za co musiał dodatkowo zapłacić karę w wysokości 50 somoni. Ten ostatni miał szczęście. Na swojej drodze spotkał odpowiednią osobę – ze znajomościami, która poinformowała kogoś u góry o problemach swojego nowego przyjaciela. Nie ujechał australijski sakwiarz daleko, gdy podjechała ciężarówka, z której wypakowano podejrzanych, którzy oddali mu skradzione uprzednio fanty. Jeszcze większe szczęście mieliśmy my. Po incydencie z Australijczykiem, pogranicznicy najwidoczniej zaniechali (przynajmniej chwilowo) procederu okradania turystów, gdyż w nasze sakwy nawet nie spojrzeli.

Na koniec mała galeria zdjęć z Wachanu.

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

Korytarz Wachański, Wachan, Dolina Wachańska

imgp3853

Tymczasem po drugiej stronie Pandżu.

Tymczasem po drugiej stronie Pandżu.

imgp3712

imgp3704

imgp3718