ludzie

Tadżykistan

Takie rzeczy tylko w Wachanie.

Z pewnością Korytarz Wachański jest nie tylko ciekawym miejscem z punktu widzenia historii, jak również pięknym krajobrazowo terenem, jednak my chcielibyśmy go zaprezentować z innej perspektywy – przygodowej. Po odprężającym mentalnie przejeździe przez Dolinę Bartangu, gdzie rytm dnia wyznaczało nam słońce, gdzie podróżowaliśmy w błogim spokoju, przyjmowani z wielką gościnnością przez lokalną ludność, wjechaliśmy w Wachan i… nagle zapanował chaos. Wizyta u dentysty. Dopadło go w najgorszym momencie, bo kto by chciał wyrywać czy leczyć…

Tadżykistan

Perełka Pamiru. Dolina Bartang.

Po ostrym wycisku, którego dostarczyła mi pierwsza 4-tysięczna przełęcz, zaczynam mieć niemałe wątpliwości, jak to w ogóle będzie z tym Pamirem. Dopytuje Piotrka o magiczną Dolinę Bartangu, o której wcale nie tak dawno dowiedzieliśmy się z blogów Huberta oraz Ani i Szymona. Drogę stanowiącą alternatywę dla popularnej M41. Skoro wszyscy wybierają Pamir Highway, może fajnie by było, właśnie na przekór pojechać coś innego – pomyśleliśmy. Coś dzikszego, bardziej nieprzewidywalnego i co się z tym wiąże,…

Kirgistan

Po prostu Kirgistan.

Biedny Kirgistan. Niestety tak się wydarzyło niefartownie, że najpiękniejszy kraj (przynajmniej do tej pory) w naszych oczach nie doczeka się wielu wspaniałych opisów, na które z pewnością zasługuje. Podczas naszej nieplanowej 3-miesięcznej przerwy udało mi się nadrobić szereg wpisów na temat Uzbekistanu, a na Kirgistan jakoś nie starczyło czasu. Świadoma uciekających dni miałam nawet plan stworzenia małej fotorelacji… Teraz, gdy notatki zostały w domu, nie pozostaje mi nic innego, jak dodać kilka zdjęć i dać…

Uzbekistan

Brodacz w Uzbekistanie.

Przejście graniczne tonie w błocie. Po kazachskiej stronie nie robią większych problemów. Piotrkowi zadają kilka pytań, mnie pytają jedynie o cel pobytu „u Arabów”. Teraz pora na uzbeckich celników. To w stosunku do nich mamy lekkie obawy. Po przeczytaniu w sieci komentarzy odnoszących się do bardzo szczegółowych kontroli, pozbyliśmy się połowy naszej apteczki, a otrzymane w prezencie od tureckich przyjaciół sznury modlitewne schowaliśmy na dno sakwy. Płyty CD z religijną muzyką, którą również nam sprezentowano,…

Iran

Pożegnanie z Iranem.

Trochę się zasiedzieliśmy. To prawda. Nie żałujemy jednak żadnego dnia spędzonego na Keshmie i trzeba przyznać, że do ostatniej chwili zastanawialiśmy się czy jeszcze trochę nie przedłużyć naszego pobytu na wyspie. Jeżeli mielibyśmy kilka lat mniej (nie żebyśmy się czuli staro, ale skoro mamy wrócić przed 30-stką…), to w ogóle nie byłoby tematu i pewnie siedzielibyśmy jeszcze dobre pół roku.

Iran

Hormoz. Wyspa w kolorze marzeń i wolności.

Nie wiem czy to bajeczna paleta kolorów, którą został pomalowany krajobraz czy może wyjątkowi ludzie, z którymi przyszło nam odwiedzić Hormoz sprawili, że wycieczka na tą wyspę pozostanie na długo w mojej pamięci. Cudownie rozgwieżdżone niebo nad nami, mieniący się srebrnymi drobinkami piasek pod nami i my – dźwiękami gitary delikatnie kołysani do snu – po środku. Jak niewiele potrzeba do szczęścia.

Iran

Autostopem ku Zatoce Perskiej.

Planowaliśmy, że odcinek Shiraz – Bandar Abbas przejedziemy autobusem, by móc dłużej cieszyć się urokami miasta Hafeza oraz przy okazji przedłużyć naszą wizę. Jako, że Shiraz nie przypadł nam aż tak bardzo do gustu, a panowie z posterunku policji imigracyjnej odesłali nas do Bandar Abbas (tutaj więcej o naszych perypetiach wizowych w Iranie) postanowiliśmy nieco skrócić nasz pobyt. Na terminalu autobusowym zawzięcie targowaliśmy się o korzystną cenę za rowery oraz gwarancję, że jeżeli wykupimy bilety…

Iran

W oparach opium. Pasargady, Persepolis i Shiraz.

Z góry założyliśmy, że nie ma co się silić na udawanie, że bardzo nam się pedałować z Szahrezy do Shirazu. Tym bardziej, że czas nas trochę gonił, a po drodze do zobaczenia mieliśmy jeszcze dwa miejsca, Pasargady oraz Persepolis. Postanowiliśmy, że spróbujemy pokonać ten odcinek autostopem, by potem niespiesznie móc odkrywać uroki perskiej historii.

Iran

Autostop w Iranie? No problem mister.

Po przejechaniu kolejnych pustynnych kilometrów zaczynamy powoli podawać w wątpliwość sens pedałowania za wszelką cenę. Dni lecą, a my zamiast poznawać ludzi, zwiedzać ciekawe miejsca gapimy się na piasek i kamienie. Fajnie by było powiedzieć na koniec „przejechaliśmy to wszystko na rowerze”, ale z drugiej strony, jeżeli w tym momencie nie sprawia nam to do końca frajdy, to po co się męczyć?

Iran

Iran hub, Lechistan hejli hub! Z Teheranu do Kaszan.

Po sześciu dniach spędzonych w Teheranie, postanowiliśmy nie nadużywać więcej gościnności Firuze i ruszyć w dalszą drogę. Do stolicy musimy jeszcze wrócić w celu wyrobienia azerskiej wizy, więc warto sobie zostawić otwartą furtkę. Przed wyjazdem z miasta zostały nam dwie rzeczy do załatwienia: spełnienie obowiązku obywatelskiego oraz wizyta w serwisie rowerowym. Tego dnia nie mieliśmy szczęścia, obie misje zakończyły się fiaskiem.