Ta’arof kontra irańska gościnność.

Iran4

Biorąc pod uwagę życzliwość oraz gościnność Irańczyków, podróżowanie po ich kraju to czysta przyjemność. Człowiek na każdym kroku spotyka się z różnego rodzaju przejawami sympatii, od uśmiechów i pozdrowień po prezenty i zaproszenia do domów.

Piotrek zdążył się już przyzwyczaić do słyszanego przynajmniej kilkanaście razy dziennie powitania „helou mister”. Nie dziwią go już również wyznania miłosne z ust obcych mężczyzn, czy fakt że ktoś zatrzymuje przy drodze samochód tylko po to, by uścisnąć jego prawicę. Są dni kiedy w sakwach brakuje nam miejsca, by upychać kolejne otrzymane w prezencie owoce. Zaczęliśmy już nawet żartować, że Irańczycy do tego stopnia nie lubią granatów (ich otrzymujemy najwięcej), że za wszelką cenę starają się ich pozbyć. Żal wyrzucać, dajmy tym zmęczonym i brudnym rowerzystom, będą się cieszyć.

IMGP4071
IMGP4064

Gdy rano idąc ulicami miasta słyszysz podekscytowane „oh my god! helou!”, z ust mijanych nastolatków, gdy jadąc w dół po ruchomych schodach w metrze, czujesz że wzrok wszystkich osób przemieszczających się w przeciwnym kierunku, jest utkwiony w Twojej twarzy, a na wjeździe do miasta ludzie krzyczą do Ciebie „thank you”, ciężko czasami nie czuć się jak gwiazda. Co tak nawiasem mówiąc z jednej strony jest bardzo budujące, z drugiej bywa męczące, gdy człowiek potrzebuje chwili spokoju. Cóż, takie uroki sławy 😉

Irańczycy są z natury bardzo życzliwi i uczynni, jednak warto wiedzieć, że oprócz tego w ich kulturze funkcjonuje coś takiego jak ta’arof, który jest zestawem zachowań społecznych i grzecznościowych, którego celem jest okazanie szacunku drugiej osobie. Dla mieszkańców Persji swojego rodzaju gra, praktykowana każdego dnia, której reguły są proste i oczywiste, dla turysty – skomplikowany zwyczaj, którego nieznajomość może czasami przysporzyć problemów.

Dlaczego, więc Irańczycy stosują ta’arof wobec niezorientowanego w jego zasadach turysty? Ich zamiarem nie jest bynajmniej ośmieszenie drugiego człowieka lub wprawienie go w zakłopotanie. Dla Persów to część kultury, nierozerwalny element zachowania stosowany wobec wszystkich. Dlaczego więc mieliby robić wyjątek? Szczególnie zważając na fakt, że celem ta’arofu jest okazanie respektu, a turysta w ich kraju na takowy zasługuje szczególnie. Z drugiej zaś strony słyszałam, że wielu Irańczyków przeświadczonych o uniwersalności tej zasady na całym świecie zakłada, że jej reguły są dla wszystkich oczywiste.

Gdy spotkany dopiero co na ulicy człowiek chce wspomóc Cię finansowo, gdy sprzedawca w sklepie lub taksówkarz odmawia przyjęcia zapłaty, gdy ktoś sugeruje, że jest „do Twoich usług”, gdy starszy człowiek chce Ci ustąpić miejsca w metrze, praktycznie w stu procentach masz do czynienia z ta’arofem.

IMGP3911

Iran2

Nie wszystkie zaproszenia do domu czy prezenty są jednak przejawami ta’arofu. Wielu Irańczyków mających pierwszy raz w życiu do czynienia z zagranicznym turystom, naprawdę chce w jakikolwiek sposób okazać życzliwość lub dłuższą chwilę poobcować z interesującym przybyszem. Ludzie w Iranie mają świadomość, że wizerunek ich kraju i religii kreowany jest przez zagraniczne media w taki sposób, żeby postrzegani byli jako terroryści. Swoim zachowaniem chcą więc dać świadectwo, jak wielkim kłamstwem karmione są masy. Cichy manifest, ubrany w słowa: „jesteśmy dobrymi ludźmi, a w naszym kraju możesz czuć się bezpiecznie”. Nie bez powodu na polskich czy zagranicznych forach podróżniczych można znaleźć same pozytywne komentarze na temat Iranu, a jego mieszkańcy uważani są za najbardziej gościnny naród na świecie.

Jak więc rozróżnić kiedy mamy do czynienia z ta’arofem, a kiedy ze zwyczajną życzliwością? Nie mam gotowej odpowiedzi, my również często zachodzimy w głowę, co do prawdziwych intencji naszych rozmówców. Nauczeni doświadczeniem oraz radami początkowo zawsze odmawiamy przyjęcia prezentu lub zaproszenia, dziękując i doceniając dobre zamiary. Czasami kilkukrotnie. Najczęściej stosowane jest dwu-, trzykrotne podejście i druga strona odpuszcza, wtedy wiemy że mieliśmy do czynienia z ta’arofem. Jednak, gdy nasz dobrodziej za wszelką cenę nie daje za wygraną, możemy przypuszczać, że kieruje się sercem, a nie dobrymi manierami. Jeżeli nie chcemy go obrazić, nie pozostaje nam nic innego jak przyjąć zaproszenie lub podarunek.

Dla lepszego zobrazowania tematu przykłady z życia

Przykład nr 1.

Na liczniku mieliśmy już tego dnia prawie setkę. Najchętniej dalibyśmy sobie już spokój z dalszą jazdą, jednak ciągnące się po obu stronach zakłady przemysłowe, jakoś nie do końca pasowały nam na rozbicie namiotu. Zatrzymał się samochód, a jego kierowca po krótkiej wymianie grzeczności zaproponował nam nocleg w swoim domu. „W samą porę” – pomyślałam z radością. Piotrek grzecznie podziękował, z nadzieją że ten ponowi ofertę. Temu panu nie trzeba było dwa razy powtarzać, wsiadł do samochodu i odjechał.

Iran

IMGP3649

Przykład nr 2.

Po całym dniu pedałowania przez pustynię, zatrzymaliśmy się na nocleg na stacji benzynowej. Za pozwoleniem, rozbiliśmy namiot w sąsiedztwie kuchni należącej do jadłodajni. Ugotowaliśmy i zjedliśmy kolację, po której podszedł do nas manager obiektu z zapytaniem czy czegoś nam nie potrzeba, czy aby na pewno nie jesteśmy głodni. Po kilkukrotnych zapewnieniach, że niczego nam nie potrzeba, zostawił nam swój numer telefonu, tak na wszelki wypadek i zniknął. Był tak sympatyczny i tak umiejętnie to wszystko rozegrał, że pokusiłam się o stwierdzenie, że lubię tą ich uprzejmość, mimo tego że czasem są to tylko puste słowa. Po 15 minutach Irańczyk przyniósł nam solidną kolację.

IMGP3809

IMGP3802

Przykład nr 3 (usłyszany od znajomego).

Do Omida, bardzo często goszczącego turystów za pośrednictwem portalu couchsurfing, przyjechał pewnego razu Hiszpan. Jako, że obaj panowie byli bardzo głodni nie tracąc czasu, wybrali się wspólnie do pobliskiej pizzerii. Złożyli zamówienie i usiedli przy jednym ze stolików w oczekiwaniu na posiłek. Siedzący po sąsiedzku Irańczyk, który właśnie dostał swoje zamówienie, zaproponował że mogą się dołączyć. Szczęśliwy Hiszpan podziękował, po czym bez zbędnego gadania wsunął większą część pizzy. Omid nie chcąc wprowadzać zbędnego zamieszania, nie odezwał się słowem, a ze zszokowanym rodakiem podzielił się swoją pizzą, gdy ta była gotowa.
IMGP3691

IMGP4435

Przykład nr 4 (mój ulubiony).

Goszcząc w Esfahanie u pewnej rodziny, gdy nastał wieczór i przyszła pora kłaść się do snu, pani domu poinformowała mnie, że będziemy spać w sypialni, a ona wraz z mężem w salonie na podłodze. Oczywiście zanegowałam takie rozwiązanie, dając do zrozumienia, że nie ma takiej możliwości. Kobieta na to obwieściła mi, że oni zawsze śpią w salonie, gdyż jej mąż lubi do późnych godzin nocnych oglądać telewizję. Delikatnie dałam jej do zrozumienia, że obydwie wiemy, że to nieprawda. „Uważasz, że kłamię? – zapytała z oburzoną minę. „Myślałam, że żartujesz” – odparłam, nie chcąc jeszcze bardziej rozgniewać gospodyni. Nie pozostało nam nic innego jak udać się do sypialni. Czułabym się lepiej kładąc się do ich wygodnego łóżka, gdyby przynajmniej włączyli dla zachowania pozorów ten głupi telewizor.

IMGP3900

IMGP3879

IMGP3905