Świat jest mały, czyli tyski akcent w Bułgarii.

Wallpapers_Flag_of_Bulgaria_(8)

Po darmowym rejsie promem, znaleźliśmy się po drugiej stronie Dunaju, który stanowi naturalną granicę między Rumunią i Bułgarią. Przejście graniczne, raczej mało popularne, przynajmniej wśród cudzoziemców, świeciło pustkami. Dobrze dla nas. Odprawa poszła szybko i bezproblemowo.

Bułgaria przywitała nas serią wiosennych deszczy. Na szczęście ciepłych, więc nikt już nie marznął, a nawet mieliśmy trochę ubawu, chowając się co raz w przydrożnych krzakach. Wzdłuż drogi nadal panowały pola i pastwiska, tyle że w wersji bardziej pofalowanej. Tak jechaliśmy sobie, więc w górę i w dół, aż w końcu postanowiliśmy spytać o nocleg na stacji benzynowej, w jednej z mijanych wiosek. Obsługa zgodziła się bez problemu.

IMGP4715

IMGP4716

Prawie cała noc padało i wiało, także rano trochę ociągaliśmy się z wyjazdem, mając w perspektywie niezbyt ciekawą pogodę. Nie minęło jednak pół godziny, a rozpogodziło się na tyle, że musieliśmy się rozbierać z przeciwdeszczowych ciuchów, by uniknąć ugotowania.

Do Slivo Pola, jechaliśmy z jednym przystankiem w Tutrakanie przez rozległe pola i sady. Zrobiło się o tyle bardziej nudno, że nie mijaliśmy żadnych wsi, które zawsze są jakimś urozmaiceniem, od monotonnego krajobrazu. Po woli zaczęłam żałować, że znam tak mało piosenek na pamięć. Ile razy można śpiewać w kółko to samo?
IMGP4728

IMGP4727
We wspomnianym Slivo Polu musieliśmy zrobić przymusowy postój, ponieważ na horyzoncie pojawiły się czarne chmury, a wzmagający się wiatr nie wróżył niczego dobrego. Przerwa na stacji oczywiście trochę przedłużyła, kiedyś w końcu trzeba pisać te posty, żebyście je mogli czytać 

Tak się zasiedzieliśmy, że ledwo co udało nam się dojechać do Ruse (będącego sporym miastem) , kupić coś na kolację i wyjechać zanim zrobiło się ciemno. Nie dość, że samo jeżdżenie po dużych miastach nie należy do moich ulubionych czynności, to jeszcze dostałam kamykiem z procy od jakiegoś żartownisia, siedzącego na wiadukcie. Nic tylko złapać takiego i zlać dupsko.

Opcja ze stacją tym razem nie wypaliła, więc Piotrek postanowił spróbować w przydrożnej knajpce (z ogródkiem) na samych obrzeżach Ruse. Z właścicielem ciężko nam się było dogadać, ale chwilę później przyszedł jego kolega, który rozumiał i nawet nieźle mówił.

Pasko: Gdzie mieszkacie w Polsce?
Piotrek: Katowice. (Zawsze tak mówi, myśląc że ktoś będzie wiedział ;))
Pasko: A to nie wiem. Bo mój zięć to z Tychów.
Ola: Ja też, ja też  (zadowolona i dumna z siebie)
Jaki ten świat jest mały.
Pasko: Co tam w namiocie będziecie spali, zimno, chodźcie do mnie do domu.

My jednak upieramy się przy namiocie nie chcąc robić problemu. Za chwilę jednak przychodzi syn Bułgara, który jeszcze lepiej niż ojciec włada naszym językiem i nie dajemy się dłużej prosić. Wieczór spędzamy w towarzystwie Natalii (żony gospodarza) oraz jej przyjaciółki. Panowie obiecują, że później do nas dołączą, jednak impreza chyba się przedłużyła 😉

Rano żegnając się z naszymi gospodarzami, dostajemy jeszcze dwie buteleczki domowej roboty rakiji na drogę. Odwdzięczyć możemy się jedynie zaproszeniem na kawę, po powrocie z podróży. Będą przecież wiedzieć, gdzie nas szukać 
IMGP4735

  • Loreta Tomankiewicz

    Rzeczywiście, ale ten świat mały! :) Mam nadzieję, że pogoda u Was lepsza niż u nas! Oczywiście w Tychach leje i jest coś koło 10 stopni :( Majówka zapowiada się tak samo :( Całuski dla Was :*

    • Aleksandra Paździor

      Jeszcze wczoraj było miło, a dzisiaj od rana znowu mokniemy i marzniemy… Buziaki