Sighisoara, Jezioro św. Anny i 10 głodnych misiów.

IMGP4090x

Otwieram oczy w Libanie i pierwszy dźwięk jaki słyszę, to delikatny szelest płatków śniegu ocierających się o nasz namiot. Powoli zaczynam wątpić w to, czy będzie dane nam podróżować w jakiejś inne porze roku niż zima. Staramy się jak najszybciej spakować, ale oczywiście im mocniej się staramy, tym bardziej nasze zgrabiałe palce odmawiają posłuszeństwa, więc guzdramy się niemiosiernie. Na dodatek okazuje się, że w moim rowerku trzeba wymienić klocki hamulcowe, co Piotrek czyni z największą rozkoszą i możemy bez śniadania wyruszyć w dalszą drogę.

IMGP4029x

IMGP4143x

IMGP4034x

Po około dwóch godzinach, powoli robi się cieplej, a słońce grzeje coraz przyjemniej, do tego stopnia, że postanawiamy zatrzymać się przy drodze, by zjeść na spokojnie śniadanko i napić się kawy. Wystarczy trochę słońca i świat nagle staje się piękniejszy. Całą drogę do Sighisoary rozpiera nas energia, a uśmiechy nie schodzą z twarzy. Robimy większe zakupy, same smakołyki lądują w naszym koszyku, ponieważ w planie mamy krótki odpoczynek na campingu. Ten okazuje się być usytuwany, nie gdzie indziej, jak na wzgórzu. Na początku dzielnie walczymy i staramy się jechać, jednak z czasem droga staje się być tak stroma, że musimy pchać nasze rumaki, co wcale dużo łatwiejsze nie jest. Oczywiście życie byłoby zbyt proste, gdyby ta historia zakończyła się happyendem. Mimo informacji na stronie, że camping jest czynny od 1 kwietnia, obsługa obiektu odsyła nas z kwitkiem. Szkoda, bo sam camping prezentował się bardzo atrakcyjnie, a widok ze wzgórza jeszcze lepiej.

IMGP4041x

IMGP4044x

Drugi camping, w centrum miasta okazuje się również nieczynny, tzn. pokoje są jak najbardziej czynne, natomiast trawa pod namioty jeszcze nie. Przez monastyr, kościół prawosławny, hostel, w końcu trafiamy do kościoła katolickiego, gdzie udaje nam sie od sympatycznego księdza uzyskać pozwolenie na rozbicie namiotu. Chętnie zaprosiłby nas do domu, ale akurat ma gości. My jednak wcale zawiedzeni nie jesteśmy, ponieważ kościół usytuwany jest na starówce, czyli miejscu które chcieliśmy w Sighisoarze odwiedzić. Ciepły wieczór spędzamy na włóczeniu się wśród kolorowych, średniowiecznych kamienic; kończymy zimnym Ursusem, w jednej z niezatłoczonych jeszcze knajpek. Słoneczko powoli zachodzi, w tle lecą remixy hiciorów w rytmie reggae i mimo, że fajnie się jedzie na rowerze, to myślę sobie, że czasem fajnie na niego nie patrzeć.

IMGP4071x

Collagex

IMGP4092x

IMGP4091x

Collage2x

Ranek jest bardzo zimny, ale mimo to decydujemy się na jeszcze jeden spacer po pięknej starówce. Schodami Szkolnymi wspinamy się na sam szczyt Wzgórza Zamkowego, by złapać trochę promieni słonecznych, jednak mimo to marzniemy okropnie. A co jest najlepsze, żeby się rozgrzać? Rower, gorąca kawa i… cieplutkie obwarzanki z czekoladą, z piekarni Gigi Covrigi (tak to jest reklama), pyyyyszności.

Najlepsze z czekoladą ;)

Tego dnia nasza droga wiodła przez zapomniane przez świat wsie, gdzie życie toczy się własnym torem. Było więc tak: długo, długo nic…wioska…długo, długo nic…wioska itd. I w jednej z takich wsi spotkaliśmy na naszej drodze pierwszego sakwiarza. Na imię miał Frank i pochodził z Niemiec. Pogawędziliśmy chwilę i życzyliśmy wzajemnie powodzenia w podróży.

Wieś Archita...

Wieś Archita…

IMGP4122x

IMGP4121x

IMGP4117x

... i jej mieszkańcy.

… i jej mieszkańcy.

IMGP4108x

Frank z Niemiec. Pierwszy napotkany sakwiarz na naszej drodze.

Frank z Niemiec. Pierwszy napotkany sakwiarz na naszej drodze.

Szukając noclegu, spodobał nam się teren ze stawami. Ładne, spokojne miejsce. Pan zajmujący się poborem opłat za wędkowanie, poinformował nas, że są to obszary Natura 2000 i nie ma takiej możliwości. Podjechaliśmy, więc kawałek dalej go gospodarstwa, na którym nikogo nie zastaliśmy, a na dodatek ten od poboru szedł w naszym kierunku z niezadowoloną miną. Z budynku wyszedł za chwilę inny, ale podobny do tego pierwszego (chyba brat) i tak chwilę pogadali i ten pierwszy mówi, że tu też nie można, ale u niego na ogródku w wiosce dalej można, więc żebyśmy zaczekali, bo za 15 minut kończy pracę. Ok, czemu nie :) Nasz gospodarz okazał się mówić po węgiersku, a na pytanie o narodowość, czy jest Węgrem czy Rumunem, odpowiedział, że i jedno i drugie. Okazuje się bowiem, że w trzech okręgach Rumunii: Harghita, Covasna i Marusza, Seklerów (bo tak nazywani są rumuńscy Węgrzy, czy też węgierscy Rumunii) jest więcej niż Rumunów. I tak czasem człowiek nie wiedział wchodząc do sklepu, po jakiemu tu się teraz odezwać?

Kolejny dzień, mimo zimnego poranka, okazał się równie piękny jak poprzedni. Krajobrazy również nam dopisały – góry, rzeki, lasy. Na swojej drodze mijaliśmy sporo rodzin i młodzieży, spędzających czas poza miastem, na grillowaniu, piknikowaniu i wypoczynku. Naszym celem było Jezioro św. Anny, usytuowane w kraterze wulkanu. Obok jeziora znajdować miał się camping, ale postanowiliśmy, że nawet jak będzie zamknięty to śpimy na dziko. Z miejscowości Bixad do jeziora zostało nam 17 kilometrów podjazdu, z którymi dzielnie walczyliśmy, docierając zadowoleni z siebie na miejsce ok. 18:30. Pan parkingowy poradził nam, żebyśmy lepiej zostawili rowery, bo droga do jeziora jest jeszcze zaśnieżona, ale on pracę kończy o 19-stej i do tego czasu może popilnować rowerów. Okazało się również, że w okolicy grasuje 10 wygłodniałych niedźwiedzi, więc spanie na campingu lub na dziko odpadało. Nie chcieliśmy przecież stać się misiowym przysmakiem.

Powulkaniczne Jezioro św. Anny.

Powulkaniczne Jezioro św. Anny.

IMGP4159x

Nie dość, że zbiegliśmy do jeziora (pięknego) na szybciora, po to żeby na nie spojrzeć i wracać z powrotem (i tak było warto :)), to jeszcze musieliśmy wykombinować jakiś nocleg. W drodze powrotnej do Bixad, pędziliśmy jak szaleni, żeby zdążyć przez zmrokiem. Na szczęście tym razem z górki :) Po nieudanej próbie w kościele, motelu i „na gospodarza”, znaleźliśmy przytulny pokój, w gospodarstwie agroturystycznym u sympatycznej pary Węgrów. Tak przytulny, że postanowiliśmy zostać jedną noc dłużej.

IMGP4170x

  • Loreta Tomankiewicz

    Piękne widoczki! I Wy też piękni :) Chcemy więcej opowieści :) Całuski!

  • stanisław

    YES!!YES!!YES!!!!!!