Siedem Rilskich Jezior.

IMGP5089

Płowdiw, drugie co do wielkości miasto Bułgarii odwiedziliśmy głównie ze względu na znajdujący się w nim Decathlon. Nasze puchowe śpiworki zaczęły nam trochę dokuczać, więc postanowiliśmy się ich na jakiś czas pozbyć i kupić coś cieńszego i mniejszego. Kilka dni później mieliśmy się spotkać w Melniku z Kasią i Pawłem, spędzającymi urlop na Bałkanach, więc był to odpowiedni moment by oddać im kilka zbędnych rzeczy. Nocleg w Płowdiwie znaleźliśmy na campingu, na obrzeżach miasta. Wieczorem okazało się, że w obecnym momencie sprawdza się chyba raczej jako motel, w którym można wynająć bungalow na godzinkę lub dwie. Panowie przyjeżdżający i odjeżdżający co jakiś czas, raczej drogimi niż tanimi autami, wydawali się również zdziwieni naszą obecnością w tym miejscu.

Kolejnego dnia jedyną atrakcją, byli spotkani na drodze sakwiarze z Francji, podróżujący do Japonii. Bardzo sympatyczni ludzie. Kto wie, może jeszcze nie raz się spotkamy. Dojechaliśmy do miejscowości Kostenets, gdzie weszliśmy do kawiarni chwilę odpocząć. Chwila oczywiście się przedłużyła, gdyż w międzyczasie nadciągnęła chmura burzowa, dzięki czemu zdecydowaliśmy się zapoznać z przysmakami lokalnej kuchni. Był nawet plan rozbicia się w ich ogródku, ale niestety nie wyszło i finalnie nocleg znaleźliśmy się kilka kilometrów dalej w starym wagonie (Piotrek mówi, że to nie był wagon, tylko tajemniczy domek).
IMGP5022
IMGP5023

Mimo pięknego wschodu słońca, pogoda po śniadaniu się popsuła i 30 kilometrów jechaliśmy w strugach deszczu. W Samokowie zrobiliśmy przerwę na herbatę i przesuszenie się. Tego dnia chcieliśmy dojechać do Panicziszte, jednak w Saparewej Banji postanowiliśmy zaczerpnąć informacji na temat sytuacji w górach, ponieważ chcieliśmy się wybrać nad Siedem Rilskich Jezior. Może nie wszystkie, ale przynajmniej nad jedno J Nie umieliśmy znaleźć żadnej informacji turystycznej, więc Piotrek postanowił podpytać w urzędzie miasta. Wyśmiałam ten pomysł, jednak z każdą minutą oczekiwania na męża, zaczynałam doceniać jego pomysłowość. Po powrocie chciałam go nawet przeprosić J I słusznie. Piotrek w urzędzie spotkał Lubomira (stróża), który okazał się niezwykle pomocny. Nie dość, że udzielił wszystkich informacji, których potrzebowaliśmy, to jeszcze zaproponował nocleg. Nie gdzie indziej jak na kanapie w urzędzie. Nasz nowy znajomy wiedział również, że po całym dniu pedałowania przyda nam się kąpiel. Zawiózł nas do jednego z sanatorium. Nie mógł zrobić sobie zbyt długiej przerwy w pracy , więc zaprowadził nas pod przebieralnie i zostawił. Piotrek poszedł na lewo, ja na prawo, oboje nie wiedząc gdzie to będziemy się kąpać i czy spotkamy się po drugiej stronie. Nie spotkaliśmy się, ponieważ prysznice i baseny mineralne były rozdzielne dla kobiet i mężczyzn. Strój kąpielowy, którego i tak nie miałam, nie był potrzebny. Każde z nas wzięło gorący, przyjemny prysznic. A zawsze myślałam, że istnieją jedynie baseny termalne. Wieczór spędziliśmy w towarzystwie Lubomira, opowiadając sobie wzajemnie o naszych krajach.IMGP5047

IMGP5050

Z informacji znalezionych w internecie nie wynikało jednoznacznie, czy kolejna linowa którą zamierzaliśmy dostać się do schroniska Rilski Ezera, z której jest już blisko do pierwszego z jezior, będzie w ogóle czynna. Nasze kolana zmęczone pedałowaniem, nie były raczej przygotowane na długi, zimowy trekking, więc opcja wejścia od dołu odpadała. Postanowiliśmy zaryzykować. O 6 rano ze snu wyrwał mnie dzwoniący budzik. Chciałam jeszcze chwilę dospać, jednak Lubomir szybko mi to wyperswadował swoim: łejk ap Ola, goł tu mołtajn. Mieliśmy szczęście, że mogliśmy zostawić wszystkie nasze graty, bo i bez nich 15-kilometrowy podjazd dał nam nieźle w kość. Na miejscu okazało się, że kolejka linowa jest nieczynna z powodu czwartku. Trochę nam było przykro, jednak po drodze na górę przygotowywałam psychicznie samą siebie na taką ewentualność. Trudno, przynajmniej próbowaliśmy. Piotrek zażartował, że pewnie jakby przyjechał autokar pełny Japończyków (widzieliśmy jedną grupę poprzedniego dnia w Saparewej Banji), to dla nich kolejkę by z pewnością uruchomili. Nasza dwójka to za mało. No nic, trzeba wracać. Ujechaliśmy może kilometr i oczom własnym nie wierzymy – z naprzeciwka jedzie autokar z naszymi Japończykami. Zawracamy więc i czym prędzej pędzimy z powrotem na górę. Niestety okazało się, że mali przyjaciele mają więc siły w nogach niż my i wybierają się na trekking. W międzyczasie pod wyciąg podjechało dwóch facetów i zaczęło coś kombinować przy skuterach śnieżnych. Zaczęliśmy nawet zastanawiać się nad wynajęciem takiego, ale była to raczej luźna rozmowa, niż jakiś plan, ponieważ żadne z nas z pewnością nie mając doświadczenia, nie zdecydowałoby się na kierowanie taką maszyną, w drodze na szczyt. Chwilę później, jeden z mężczyzn podchodzi do nas i zagaduje czy wszystko ok. To mówimy, że niby tak, ale nie do końca, ponieważ chcieliśmy wjechać na górę, ale kolejka jest nieczynna. Ten z uśmiechem na twarzy proponuje nam darmową podwózkę na szczyt. Po raz kolejny nie wierzę w nasze szczęście. Nie dość, że wjedziemy na górę, to jeszcze nie jakąś tam kolejką, a skuterem śnieżnym. Lepiej być nie może. Wjeżdżamy na dwie tury. Georgi najpierw zabiera Piotrka, a później mnie. Samego wjazdu opisać słowami nie jestem w stanie.IMGP5059

IMGP5061

Spotykamy się przy schronisku Rilski Ezera, na wysokości 2135 m n.p.m., skąd wyruszamy na spacer do dwóch pierwszych jezior. Krajobraz jest piękny, ale oczywiście panuje jeszcze zima, więc jeziora są zamarznięte. Próbujemy sobie jedynie wyobrazić, jak cudownie musi tu być latem. Z pewnością trzeba to będzie w przyszłości sprawdzić 😉IMGP5072

IMGP5073

IMGP5081

IMGP5087

Na górze spotykamy również ekipę filmową z Hollywood, która przygotowuje się do kręcenia zdjęć do filmu akcji „Snajper”. Niestety żadnych gwiazd nie spotkaliśmy 😉IMGP5133

IMGP5137

IMGP5143

IMGP5148

W drodze powrotnej, czyli jakieś trzy godziny później, mijamy zmarnowanych Japończyków, którzy nadal męczą się ze stromym podejściem.

  • Mirka Krawińska-Hajduga

    cudowna przygoda, szkoda, że nie spotkaliście Bradleya Coopera 😀 ale jak się jechało skuterem śnieżnym?? 😀

    • Aleksandra Paździor

      A jak myślisz? Superancko! 😉

  • Loreta Tomankiewicz

    Supeeer! Jak to się mówi „głupi to ma szczęście” 😛

    • Aleksandra Paździor

      Jak na razie współczynnik głupoty na bardzo wysokim poziomie 😉 oby tak dalej!

  • stanisław

    Jedną z nocy spędziłem w Mełniku-rozkoszując się tamtejszym winem.A kąpiąc w basenie przed domem i patrząc na ośnieżony szczyt Babiej Góry-wspominam -Sndajskji!!!=pozdrawiam