Pierwsza stolica i oaza pośród stepów.

IMGP0859

W Tbilisi zabawialiśmy prawie tydzień. Biorąc pod uwagę naszą skłonność do unikania stolic oraz dużych miast to naprawdę długo. Jakby nie było to w ogóle pierwsza stolica, którą odwiedziliśmy podczas tej podróży, więc powinna niejako czuć się wyróżniona 😉 Gdy znudziło nam się miejskie życie, wybraliśmy się do Udabno, polskiej oazy pośród stepów.

Pierwsza stolica nie taka straszna.

Rozpisywać się w temacie miasta nie będę, nie zwiedziliśmy szczerze mówiąc zbyt wiele. Ot tak powłóczyliśmy się ulicami, wjechaliśmy kolejką linową na wzgórze z twierdzą Narikala, skąd rozpościera się fajna panorama, przeszliśmy się Mostem Pokoju przecinającym rzekę Kurę, wpadliśmy na targ staroci na Suchym Moście, obejrzeliśmy „trzymający w napięciu” spektakl na wieży zegarowej. Tbilisi, jak na miasto, to całkiem przyjazne miejsce (oczywiście z perspektywy turystycznej). Podobała nam się mieszanka tradycji z nowoczesnością, klimatyczne uliczki Starego Miasta, nocne rozświetlone oblicze stolicy, wychodzące z każdego zakamarka przejawy sztuki oraz radosna twórczość na ścianach kamienic. Fajnie że były przejścia podziemne, dzięki którym nie trzeba walczyć o życie podczas przekraczania jezdni, tani transport publiczny (50 tetri/przejazd metrem), dzięki któremu mogliśmy dać odpocząć naszym nogom, tanie opcje noclegu (polecamy Hostel Villa Opera, ceny od 7,5 lari noc/os. w dormitorze, czysto, przyjazna atmosfera), dzięki czemu mogliśmy odpocząć w ogóle oraz różne łakocie, które pozwoliły nam urozmaicić naszą codzienną kuchnię polową. Wieczory obfitowały we wszelkiego rodzaju opowieści, w tym podróżnicze w gronie sympatycznych ludzi przewijających się przez salon naszego hostelu.

BeFunky Collage

IMGP0619

IMGP0621

Pchli targ na Suchym Moście.

Pchli targ na Suchym Moście.

Krzywa wieża zegarowa.

Krzywa wieża zegarowa.

Most Pokoju.

Most Pokoju.

IMGP0672

Pomnik Matki Gruzji na wzgórzu twierdzy Narikala.

Pomnik Matki Gruzji na wzgórzu twierdzy Narikala.

IMGP0684

Łaźnie siarkowe.

Łaźnie siarkowe.

IMGP0697

Polski akcent w Tbilisi, czyli knajpa "Warszawa". Można zjeść tatara, galaretę i napić się "rudej"

Polski akcent w Tbilisi, czyli knajpa „Warszawa”. Można zjeść tatara, galaretę i napić się „rudej”

IMGP0716

Udabno. Oaza pośród stepów.

Skąd się wzięła wieś po środku niczego? Udabno (gruz. pustynia) jest sztucznym tworem, który znalazł się wcale nie przypadkowo, tam gdzie egzystuje do dziś. Niespełna 50 lat temu ówczesna władza radziecka wpadła na pomysł zasiedlenia terenów spornych między Gruzją a Azerbejdżanem. Dziwny zbieg okoliczności sprawił, że akurat niepokorni górale ze Swanetii w tym czasie stracili swoje domostwa w wyniku lawin błotnych. Projekt był nie tylko absurdalny, ale również bardzo kosztowny, gdyż trzeba przecież było zbudować rurociąg w celu doprowadzenia wody (Udabno znajduje się na wysokości 800 m n.p.m.) oraz poprowadzić cały system irygacyjny pod uprawy. Z biegiem czasu jednak cały ten organizm zaczął funkcjonować, step się zazielenił, powstał kołchoz do którego ściągali pracownicy z całego kraju. Sielanka skończyła się na początku lat 90-tych, gdy wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, doprowadzanie wody do wsi okazało się zbyt kosztowne. Obecnie Udabno zamieszkuje około 300 osób, połowa budynków to pustostany, a woda dowożona jest raz na kilka dnia beczkowozem.

IMGP0756

IMGP0773

Budynek restauracji Oasis Club.

Budynek restauracji Oasis Club.

IMGP0784

IMGP0847

IMGP0853

IMGP0859

IMGP0879

IMGP0893

IMGP0898

Takie kwiatki przy drodze to normalna sprawa.

Takie kwiatki przy drodze to normalna sprawa.

My o Udabnie dowiedzieliśmy się kilka miesięcy temu. Kolega podesłał mi linka do filmiku „Gruzja bez internetu”, opowiadającego historię wsi oraz jego mieszkańców. Wtedy pomyślałam „codziennie mijamy takie wioski”. Będąc już w Gruzji wszyscy spotkani Polacy mówili „musicie tam jechać”, „super miejscówka”, „klimatyczne miejsce”. A dlaczego Polacy? A dlatego, że nie kto inny jak para rodaków wymyśliła sobie, że na tym odludziu otworzy restaurację i hostel. Pomysł bardzo trafiony, gdyż w odległości kilkunastu kilometrów znajduje się kompleks monastyrów Dawid Garedża, do którego codziennie ciągną dziesiątki turystów i siłą rzeczy muszą przejechać obok Oasis Club. Zapadła decyzja: jedziemy. Przestrzeń stepu, ekipa Oasis Clubu, senny i leniwy klimat Udabno zahipnotyzowały nas do tego stopnia, że przez trzy dni odwlekaliśmy decyzję o wyruszeniu w dalszą drogę, do Signagi – gruzińskiego miasta zakochanych…

Kompleks monastyrów Dawid Garedża.

Kompleks monastyrów Dawid Garedża.

IMGP0810

IMGP0811

IMGP0822

Jedną nogą w Gruzji, jedną w Azerbejdżanie.

Jedną nogą w Gruzji, jedną w Azerbejdżanie.

Jedna z grot z naskalnymi freskami.

Jedna z grot z naskalnymi freskami.

IMGP0832

IMGP0842

…a tam w progu hostelu „Wino i chleb”, powitał nas Bolo, właściciel przybytku. W kuchni zastaliśmy kilka krzątających się z szerokimi uśmiechami pań (które okazały się turystkami a nie kucharkami  ), a sami po kilku minutach trzymaliśmy w dłoniach kieliszki wypełnione czaczaczello – magiczną miksturą, która ożywia umysł i ciało. Przynajmniej do czasu 😉 Po trzech dawkach nastąpiła wymiana spojrzeń z Piotrulą i już oboje wiedzieliśmy, że następnego dnia nigdzie nie pojedziemy.

Dowiedzieliśmy się w międzyczasie o źródełku św. Nino, znajdującym się w niedalekim Bodbe. Po wejściu do pomieszczenia, w którym znajduje się źródełko należy przywdziać białą szatę, a następnie trzykrotnie zanurzyć się aż po czubek głowy w lodowatej wodzie, która słynie z uzdrawiającej mocy. Kolejnego dnia okazało się, że czegoś takiego potrzebujemy najbardziej 😉

Widok na malowniczo położone Signagi. Gdyby widoczność była lepsza w tle mielibyśmy pasmo Wysokiego Kaukazu.

Widok na malowniczo położone Signagi. Gdyby widoczność była lepsza w tle mielibyśmy pasmo Wysokiego Kaukazu.

Signagi. Jedna z odrestaurowanych uliczek miasta.

Signagi. Jedna z odrestaurowanych uliczek miasta.

Budynek w którym znajduje się źródełko św. Nino.

Budynek w którym znajduje się źródełko św. Nino.