Pekin. Upadła stolica.

Pekin (10)

„Było kiedyś w dalekim kraju przepiękne miasto. Miało bogate pałace, wspaniałe świątynie, wielobarwne łuki triumfalne, olśniewające ogrody i tysiące harmonijnych domów o szarych ścianach – każdy zbudowany wokół zacisznego podwórza, wszystkie uszeregowane zgodnie z regularnym schematem ulic i zaułków, jak na szachownicy. Całość otaczały wysokie imponujące mury długości dwudziestu sześciu kilometrów, z potężnymi bramami strzeżonymi przez kamienne lwy. Było to miasto święte, wzniesione na skraju pustyni według projektu otrzymanego bezpośrednio z Nieba. […] W 1949 roku, kiedy Pekin zajęli komuniści, był on jeszcze miastem jedynym w swoim rodzaju: wielkim przykładem architektury, którego zniewalające piękno zdawało się stworzone po to, by żyć wiecznie. Teraz już tak nie jest. Pekin umiera”*.

Zabytki.

W roku 1958 na polecenie chińskiego rządu powstał spis zabytków znajdujących się na terenie Pekinu o jakiejkolwiek wartości historycznej, religijnej, kulturalnej i artystycznej. Lista składała się z ośmiu tysięcy pozycji. Podjęto decyzję o likwidacji. Likwidacji przez duże L. Jedynie siedemdziesięciu ośmiu darowano, reszta mogła zniknąć. Rewolucja kulturalna nie oszczędziła również tych siedemdziesięciu ośmiu, które także zostały częściowo zniszczone. W 1982 roku dokonano ponownego spisu. Do listy dodano siedemdziesiąt osiem zabytków. Niektóre z nich trzeba było odbudować od podstaw.

Brama Niebiańskiego Spokoju.

Brama Niebiańskiego Spokoju.

Pekin (10)

Plac Tian'anmen.

Plac Tian’anmen.

Zakazane Miasto.

Zakazane Miasto.

Pekin (20)

Pekin (12)

Pekin (3)

Pekin (11)

Pekin (13)

A tuż za murami Zakazanego Miasta.

A tuż za murami Zakazanego Miasta.

Włoski reporter Tiziano Terzani, mieszkający w Chinach w latach 1980-1984 w swojej książce „Zakazane wrota” opisuje: „Dzieło zniszczenia trwa nadal. Rząd oświadcza, że jest zdecydowany chronić i restaurować to, co pozostało ze starej stolicy Chin, a jednocześnie Ministerstwo Kultury każe zburzyć jeden z najwspanialszych pałaców miasta, aby wybudować na jego miejscu gmach-sypialnię dla swoich urzędników. Grupa architektów stara się opracować projekt pozwalający uratować jedną z najpiękniejszych, uświęconych tradycją dzielnic Pekinu, otaczającą Wieżę Bębnów, a jednocześnie wyburza się tam w największym pośpiechu wiekowe domy i sklepy z ich fasadami z intarsjowanego drewna oraz barwionymi belkami pod szarym dachem, aby wznieść na ich miejscu nowe, szkaradne bloki z cegieł i cementu”*. Gdyby ówczesne władze wiedziały, jakie zyski są w stanie czerpać ze sprzedaży wejściówek do atrakcji turystycznych możliwe, że do tematu zabytków podeszłyby nieco rozsądniej.

Klimat.

Pekin, w przeszłości uchodzący, dzięki suchemu klimatowi, za jedno z najbardziej korzystnych dla zdrowia miast na świecie, również w tej kwestii stracił swoją dobrą sławę. Komuniści postanowili „Zrobić z Pekinu miasto, które produkuje”, przekształcając świątynie w fabryki. W 1978 roku władze miejsce Pekinu obiecały ponownie „uczynić ze stolicy miasto czyste, gdzie stojąc na szczycie Białej Pagody w Parku Północnego Jeziora, będzie można widzieć jasno i wyraźnie zachodnie wzgórza.” Z tych wielkich słów pozostało niewiele, a przepisów mających na celu ograniczenie zanieczyszczenia nigdy nie wprowadzono w życie. Podobno „Biegać tutaj rano to tak, jakby wypalić paczkę papierosów dziennie […]”*. Chociaż akurat ten problem dotyczy nie tylko stolicy, ale całych Chin. Przez cały nasz – w sumie dwumiesięczny – pobyt niebo nigdy nie było niebieskie, wpadało raczej w odcienie szarości. Nie wspominając o tym, że po całym dniu pedałowania nasze ciała były pokryte warstwą brudu. Mało brakowało, a z twarzy można by ją było ściągać jak maskę.

Hutongi.

„Pekin był miastem, które cechowała prywatność, miastem gdzie życie każdej rodziny skupiało się na dziedzińcu otoczonym murami, które chroniły ją, oddzielając od reszty świata. Te „domy przy dziedzińcu […] stały szeregiem jedne obok drugich wzdłuż i zaułków, tworzących na wzór szachownicy tkankę łączną miasta. Ulic było około trzech tysięcy, a zaułków – hutong, jak zwą je pekińczycy – „tyle, ile jest włosów w sierści bawoła”*.

„Domy przy dziedzińcu” (po chińsku siheyuan) były schronieniem dla prywatności oraz indywidualizmu. Nowy reżim był świadomy, że jedynie przez zwalczenie owych wartości, zniszczenie poczucia bezpieczeństwa może całkowicie zawładnąć Pekinem. W 1966 roku z polecenia Mao, Czerwona Gwardia zaczęła siać spustoszenie, skrupulatnie niszcząc rodzinne oazy. Czerwonogwardziści wchodzili do domów, ogłaszając „Ten dom jest dla was za duży. Waszej rodzinie wystarczy w zupełności jeden pokój; pozostałe mają służyć ludowi”. Domy opróżniano, majątki konfiskowano, natomiast pozostałe rzeczy wyrzucano na dziedziniec, rozbijano i palono. Jego mieszkańcy byli bici do krwi, często zabijani. Po zakończeniu „procesów ludowych”, które niejednokrotnie ciągnęły się dniami, w domu obok prawowitych właścicieli umieszczani byli nowi lokatorzy. Nagle pod jednym dachem, zamiast jednej rodziny, mieszkało ich czasami pięć, a nawet dziesięć.

„Zaułki hutong wyglądają teraz nędznie, brudno, nieporządnie. „Domy przy dziedzińcu” – ongiś wzór pełnej spokoju harmonii – zamieniły się w zrujnowane, chaotyczne obozowiska, w meandry baraków. Ludzie stłoczeni na tych kilki metrach ubitej ziemi, które pozostały jeszcze wolne na dziedzińcach, gotują tam, myją się, pracują i bawią z dziećmi wśród rozstawionych w nieładzie rowerów, kuchenek, stosów cegieł i węgla, nad którymi suszy się porozwieszana bielizna. Nad odrapanymi wejściami do wielu „domów przy dziedzińcu” – nikt nie troszczy się już o to, aby je odmalować – widnieją jeszcze stare slogany: „Socjalistyczny dziedziniec to szczęście””*.

Część hutongów, w procesie zastępowania starych dzielnic nowoczesną architekturą, całkowicie zniknęła z krajobrazu Pekinu. Z istniejących w 1949 roku siedmiu tysięcy zespołów domostw, zostało zaledwie dwa tysiące. Dziś stanowią swojego rodzaju atrakcję turystyczną. Część z nich nabrała komercyjnego charakteru, przekształcając się choćby w guesthousy, w wielu – wciąż tłoczą się dopasowane na siłę rodziny.

Hutongi.

Hutongi.

Pekin (18)

Trzeba sobie w życiu radzić.

Trzeba sobie w życiu radzić.

Pranie suszy się dosłownie wszędzie. Nie tylko pranie :)

Pranie suszy się dosłownie wszędzie. Nie tylko pranie :)

Pekin (17)

Szalety publiczne.

„Ludzie musieli korzystać z szaletów publicznych. Niektórzy mieli do takich szaletów kawał drogi. W nocy rodziny używały nocników. Kiedyś nocniki pomalowane na czerwono były popularnym elementem posagów młodych panien czy prezentem ślubnym. Porządny nocnik mógł służyć ponad dziesięć lat. Kiedyś rodziny co rano wypróżniały nocniki w szaletach publicznych albo czekały na wóz zbierający odchody. Te wozy jeździły punktualniej niż autobusy publiczne. W oczekiwaniu na taki wóz ludzie rozmawiali i dowiadywali się, co u każdego słychać. Dość harmonijnie się to układało”**.

Kiedy budowano „domy przy dziedzińcu” zazwyczaj nie posiadały kanalizacji. W latach trzydziestych i czterdziestych wiele rodzin zakładało ubikacje, a nawet łazienki z ciepłą wodą, jednak wszystkie te udogodnienia były systematycznie burzone w latach 1966-1968, a w ich miejsce powstały dzielnicowe latryny, które funkcjonują do dziś. Są nieodłącznym elementem starych dzielnic, a także najlepszym przyjacielem w razie rewolucji żołądkowych. O ile oczywiście nie mamy problemu, z załatwianiem naszych spraw ramię w ramię z sąsiadem.

Mała zabawa.

„Dla Chińczyka mieć świerszcza oznacza to samo, co dla człowieka Zachodu mieć psa albo konia. Troszczy się o swojego pupila, karmi go tym, co najbardziej zwierzątku smakuje. […] Świerszcze lubią się kąpać – zazwyczaj w filiżance letniej herbaty. Chodzi się z nimi na spacery – trochę po to, aby miały rozrywkę, a trochę po to, aby nie czuły się zaniedbane. Ludzie noszą je w specjalnych kieszeniach , wszytych umyślnie po wewnętrznej stronie kurtki lub płaszcza. Można więc z owadem wszędzie pójść, jest mu wygodnie w klateczce, grzeje go ciepło ludzkiego ciała”*.

Mimo tego, że w czasach rewolucji kulturalnej zostało potępione jako „burżuazyjne marnotrawstwo czasu”, zamiłowanie Chińczyków do hodowania różnych zwierząt, pozostało do dziś. Biorą to całkiem serio. Nie powinien więc dziwić widok pana przechadzającego się z ptasią klatką, wyprowadzającego swojego pupila na spacer. Poza tym miło jest, przechadzając się ulicami betonowego miasta, posłuchać ptasich treli na każdym rogu. Co się tyczy pasji hodowania świerszczy, nie do końca wierzyliśmy, że tego rodzaju hobby wciąż istnieje. Do czasu, kiedy na stacji kolejowej w Xi’an, podczas gorącej dyskusji na temat urwanego podczas transportu kabelka od licznika, usłyszeliśmy dziwne cykanie. Okazało się, że jeden z pracowników pod pazuchą, przy sercu, trzyma w plastikowej klatce swojego przyjaciela.

Powyższe cytaty pochodzą z następujących źródeł:
*Tiziano Terzani, Zakazane wrota
**Liao Yiwu, Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych

Piotrek w swoim żywiole.

Piotrek w swoim żywiole.

Jeszcze węższego się nie dało?

Jeszcze węższego się nie dało?

Cuda na kiju...

Cuda na kiju…

Jedna z lepszych atrakcji stolicy - kaczka po pekińsku :) mniam!

Jedna z lepszych atrakcji stolicy – kaczka po pekińsku :) mniam!

Stragan z pamiątkami. Kupować czy uciekać?

Stragan z pamiątkami. Kupować czy uciekać?

  • Juicy360

    Super wpis, przyjemnie się czyta! 😉

    • Aleksandra Paździor

      Dziękuję! Dobrze wiedzieć, że ktoś to w ogóle czyta 😉