Melnik, wino i rodzinne spotkanie.

IMGP5298

W Melniku byliśmy umówieni na spotkanie z Kasią i Pawłem. Akurat tak się złożyło, że Kasia obchodziła w tym czasie urodziny, więc postanowiliśmy przybyć tam pierwsi, żeby wybrać odpowiednie miejsce na świętowanie oraz kilkudniowy odpoczynek. Po przewertowaniu internetu, w Melniku nie znaleźliśmy niczego interesującego. Udaliśmy się do miejscowości Sandanski, gdzie na obrzeżach miasta, znajdować miał się camping. Niestety, miejsce mimo, że pięknie usytuowane, nad rzeczką w lesie, okazało się „lekko” zaniedbane. Do wybrednych osób raczej nie należymy, ale dopóki jesteśmy jeszcze w Europie i jest w czym wybierać, postanowiliśmy z tego skorzystać. Tym bardziej, że nie miała to być jedna noc a kilka, więc chcieliśmy czuć się dobrze. Z rana wyruszyliśmy do Kromidova, gdzie znaleźliśmy spokojny guest house. Miejsce oraz jego okolica okazało się strzałem w dziesiątkę.

IMGP5176

IMGP5184

IMGP5190

Miejsce: Camping Kromidovo.

Tak brzmi oficjalna nazwa, ale na razie jest to raczej tylko guest house, bo trawka coś nie bardzo chce rosnąć. Bardzo przytulne miejsce, prowadzone przez parę Anglików Sarę i Johna, którzy widać że wkładają dużo energii w to, żeby stworzyć coś fajnego. Sami gospodarze są bardzo przyjaźni i rozmowni. Jakby ktoś był w okolicy Melnika, z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce.
W Kromidovie spotkaliśmy parę wolontariuszy z Francji, którzy w ramach projektu helpX pomagali Sarze i Johnowi w codziennych obowiązkach oraz „budowie” campingu, w zamian za nocleg i wyżywienie. Pomysł spodobał nam się do tego stopnia, że my również postanowiliśmy zaangażować się w jakieś tego typu przedsięwzięcie. Więcej o tym już wkrótce 😉

Atrakcja nr 1: wino.

Melnik oraz jego okolice od wieków słyną z produkcji wina. Na winie się nie znamy, ale wino lubimy, więc postanowiliśmy w aktywny sposób skorzystać z naszej lokalizacji. Trunek kupowaliśmy głównie od lokalnych gospodarzy (sprzedawany w 5-litrowych plastikowych butelkach po uprzedniej degustacji), ale udało nam się również załapać na wycieczkę w lokalnej winnicy, w której produkowane jest organiczne wino Orbelus. Oprowadzał nas sam właściciel, który krok po kroku opowiedział nam o procesie jego powstawania. Ukoronowaniem była oczywiście degustacja.
IMGP5224

IMGP5225

IMGP5227

IMGP5235

IMGP5240

IMGP5241

IMGP5246

Atrakcja nr 2: rowerowa wycieczka do Melnika.

Melnik, będący najmniejszym miastem Bułgarii (ok. 200 mieszkańców) otoczony jest przez tzw. Piramidy Melnickie, czyli skały piaskowca które w wyniku erozji, uformowały się w charakterystyczne stożki. Samo miasteczko to jedna ulica, wzdłuż której usytuowane są liczne stragany oraz mehany (czyli tradycyjne bułgarskie restauracje), w których można nabyć nie tylko wina, ale również inne lokalne produkty (miody, dżemy itp.).
IMGP5252

IMGP5267

IMGP5273

IMGP5283

Atrakcja nr 3: cudowna woda.

Nieduże Kromidovo ma również do zaoferowania źródła termalne. Woda ma podobno zbawienny wpływ na skórę, przywraca jej jędrność i elastyczność. Oprócz basenu, który był jeszcze nieczynny, kąpieli można zażyć pod prysznicem termalnym, który jest ogólnodostępny i chętnie korzystają z niego okoliczni mieszkańcy. Cztery dni to może za krótko, żeby zauważyć jakiekolwiek większe zmiany, jednak tak przyjemnej w dotyku skóry i włosów, nie miałam wcześniej po żadnej kąpieli. Woda jest tak miękka i delikatna, że człowiekowi nie chce się wychodzić ze brzydkiej, betonowej bani.
IMGP5218

Atrakcja nr 4: okoliczności przyrody.

Kromidovo, Melnik oraz ich okolice są po prostu przepiękne. Krajobraz na który składają się góry, winnice oraz pastwiska; czyste powietrze wypełnione zapachem drzew, traw i ziół; cisza oraz spokój, a również przyjaźni mieszkańcy, z ich niespiesznym trybem życia zapewniają doskonałe warunki do odpoczynku.
IMGP5221

IMGP5262

Atrakcja nr 5: Giergiovden.

5 maja wieczorem (dzień poprzedzający nasz wyjazd z Kromidova) usłyszeliśmy dźwięki muzyki dochodzące z pobliskiego placu, znajdującego się między dwoma sklepikami, pełniącego prawdopodobnie rolę lokalnego centrum towarzyskiego. Giergiovden (Dzień Św. Jerzego) przypadający 6 maja, jest w Bułgarii podwójną okazją do świętowania. Jest to święto pasterzy oraz hodowców owiec, a od kilku lat tego dnia obchodzony jest również Dzień Bułgarskiej Armii. Z tej właśnie okazji odbywał się festyn. Mieszkańcy przy dźwiękach muzyki, granej na żywo, bardzo chętnie oddawali się tańcom. Jednak nie każdy z osobna, wszyscy razem trzymając się za ręce i poruszając skocznym krokiem. Co ciekawe naliczyliśmy trzy rodzaje różnych kroków, odpowiednich do szybszych lub wolniejszych piosenek, a znali je wszyscy, nawet malutkie dzieci. Następnego ranka wyjeżdżając z Kromidova, na ryneczku w dalszym ciągu słychać było rytmy muzyki, tym razem w formie piszczałek i bębnów, a co mocniejsi zawodnicy kontynuowali zabawę. W bramach niektórych domów, widzieliśmy również gospodarzy krzątających się przy obrabianiu, świeżo zabitych jagniąt, które tego dnia tradycyjnie królują na stołach. Piotrek od samego rana, oblizywał się na myśl o małej pieczonej owieczce. Wieczorem wraz z noclegiem w biurze rodzinnej firmy kamieniarskiej, zyskaliśmy nie tylko możliwość spróbowania owego przysmaku, ale również zyskaliśmy nowych bułgarskich przyjaciół i rabat na materiały budowlane 😉
IMGP5307

IMGP5329

IMGP5330

IMGP5359

IMGP5371

  • Wiolaha

    O super widzę że nareszcie ciepło 😀 u nas zimna Zośka rządzi ale już niedługo( mam nadzieję )

  • Loreta Tomankiewicz

    Bleee, te zdjęcie owieczki na tym jakby talerzu jest straszne, nie wspominając o tej byłej owieczce, wiszącej do góry nogami… :)

    Boziu, Oluś jedz Kochanie więcej! I tego wina więcej pij!!! Jakoś Cię coraz mniej na tych zdjęciach :*

    • Aleksandra Paździor

      Faktycznie trochę straszne to zdjęcie, ale Piotrek się uparł, że musi być. Wymyślił, że po powrocie na Wielkanoc wprowadzamy w naszej rodzinie tradycję jedzenia baranka, tak mu posmakowało.

      Jem dużo, nic się nie martw 😉 Czasami nawet jestem zaskoczona tym, gdzie mi się to wszystko mieści 😀

      • Loreta Tomankiewicz

        No to dobrze, bo już się martwiłam 😛 Chyba rowerek spala wszystkie zjedzone przez Ciebie kalorie 😀 Całuski dla Was :*

  • Mirka Krawińska-Hajduga

    Jezusie, straszna ta owca, wygląda jak złośliwy dinozaur. Buziaki ;*