Krótka historia o tym, jak złapaliśmy prom z Baku do Aktau.

Port w Baku.Port w Baku.

Na temat połączenia promowego Baku – Aktau (obecnie Alat – Aktau) w sieci krążą legendy. Z jednej strony opinie, że łatwiejszą opcją na przedostanie się z Azerbejdżanu do Kazachstanu jest teleportacja, niż złapanie promu, z drugiej, że sprawa jest dziecinnie prosta. Również zdania na temat samego rejsu oraz warunków panujących na pokładzie statku są podzielone. Dla jednych to komfortowa wycieczka, pełna przygód, dla innych – szkoła przetrwania. Jak było w naszym przypadku?

Zawsze przezorni i ubezpieczeni na każdą ewentualność, po przeczytaniu wszystkich dramatycznych komentarzy, o tym ile ludziom zeszło czasu i sił na złapanie promu, postanowiliśmy się nie tylko zameldować (informacje o obowiązkowym meldunku w Azerbejdżanie znajdziecie tutaj), ale również znaleźć kilka osób, które ewentualnie mogłyby nas przenocować, w razie gdyby nasz pobyt w Baku miałby się znacznie przedłużyć. Noclegi w stolicy do tanich raczej nie należą.

W Baku pojawiliśmy się w środę i mimo, że zamierzaliśmy przed zabraniem się za łapanie promu chwilę odpocząć, postanowiliśmy od razu zaczerpnąć konkretnych informacji u źródła, żeby odpoczywać w spokoju. Udaliśmy się do portu, gdzie pani w kasie (Vika) rozjaśniła nam nieco, jak to wszystko będzie wyglądać.

• Prom jest transportowy, a nie pasażerski, nie ma żadnego „rozkładu jazdy”, jak przypłynie i go załadują to odpływa. Co znaczy mniej więcej, że codziennie lub raz na dwa dni.
• O tym czy prom danego dnia będzie wypływał, dowiadujemy się tego samego dnia. Podobno nawet pani w kasie nie wie dzień wcześniej 😉
• Tak więc, gdy jesteśmy już psychicznie i fizycznie gotowi na opuszczenie Azerbejdżanu, dzwonimy między 10-11 rano do kasy z zapytaniem, czy prom dziś płynie. Jeżeli płynie, jedziemy czym prędzej do portu zakupić bilecik, a później kombinujemy jak dostać się do oddalonego o 70 kilometrów Alat, z którego za kilka godzin odpływa prom (jak go załadują). Nie ma możliwości zakupu biletu w Alat!
• Bilet kosztuje 80$ (na tablicy informacyjnej przed kasą widnieje kwota 110$, która dotyczyła połączenia Baku – Aktau) i obejmuje transport z Alat do Aktau, kajutę, czystą pościel oraz wyżywienie.

 

Cennik przed kasą w Baku.

Cennik przed kasą w Baku.

A to już cennik w porcie w Alat. Kasa nieczynna. Co ciekawe mogliśmy zapłacić o połowę mniej, gdyby ktoś nam w ogóle dał wybór.

A to już cennik w porcie w Alat. Kasa nieczynna. Co ciekawe mogliśmy zapłacić o połowę mniej, gdyby ktoś nam w ogóle dał wybór.

 

Uzbrojeni we wszystkie potrzebne informacje spędziliśmy kilka dni na błogim lenistwie, a wyjazd zaplanowaliśmy na poniedziałek. O ile można zaplanować coś, czego nie możesz przewidzieć. W niedzielę zrobiliśmy zapasy żywieniowe, tak na wszelki wypadek i spakowaliśmy sakwy. Ciągle w głowie mieliśmy jeszcze plan dojechania z Baku do Alat rowerami lub autostopem.

Nastał poniedziałek. Po uzgodnieniu, która godzina będzie najodpowiedniejsza w przedziale 10-11, postanowiliśmy wykonać pierwszy telefon.
10:15 – cisza, nikt nie podnosi słuchawki,
10:30 – „zadzwońcie za 5 minut”,
10:40 – „zadzwońcie za godzinę”,
11:40 – cisza,
11:50 – cisza,
12:00 – cisza.
12:25 – „przyjedźcie punktualnie o 14 do portu kupić bilety”.

Przyjechaliśmy oczywiście pół godziny wcześniej, tak na wszelki wypadek. W międzyczasie napatoczył się jeszcze jeden pan, który zamierzał płynąć do Kazachstanu. Kilka minut po godzinie 14-ej pojawiła się pani kasjerka, tym razem inna niż za pierwszym razem. Inna kobitka to i cena może się zmienić – zaczęliśmy spekulować. Na szczęście nic z tych rzeczy, pani Amina okazała się bardzo sympatyczna, kupiliśmy bilety, a na drogę dostaliśmy dwie garście cukierków i informacje, że w porcie powinniśmy się pojawić najpóźniej o 18:00.
Zapadła decyzja, że skoro zaoszczędziliśmy na biletach (które miały być o 30$/os. droższe), oszczędzimy sobie nerwów i do Alat weźmiemy taksówkę. Ze wstępnych informacji wiedzieliśmy, że koszt przejazdu powinien wynosić mniej więcej 20-30$. W Baku można znaleźć taksówki w londyńskim stylu, więc przewidywaliśmy, że powinniśmy się zmieścić razem z rowerami. Zatrzymaliśmy się przy pierwszej napotkanej na drodze grupie taksówkarzy i rozpoczęliśmy negocjacje. Udało się zbić cenę z 40 do 30 AZN (ok. 19$). Na miejscu oczywiście kierowca zrobił nas w konia i skasował 35 AZN, twierdząc że się źle dogadaliśmy. Byliśmy pewni, że zgodził się na 30… ale tym razem nie mieliśmy ochotę na kłótnie.

 

Trek 930

Taksówka w londyńskim stylu daje radę.

Jedziemy na prom.

Jedziemy na prom.

 

W porcie byliśmy około godziny 16:00, o 17:00 przeszliśmy odprawę paszportową, o 18:00 byliśmy już w naszej prywatnej kajucie (z toaletą i prysznicem), a o 19:00 jedliśmy pierwszy posiłek na pokładzie. Nie oznacza to jednak, że wypłynęliśmy z portu. Od godziny 17:00 do 24:00 trwał załadunek. Ogonek składający się z kilkudziesięciu tirów, najpierw przechodził szczegółową kontrolę, a następnie jeden po drugim wjeżdżał na pokład statku.

Większość rejsu spędziliśmy na leniuchowaniu, przechadzkach po pokładzie (niestety pogoda nie dopisała i nie zobaczyliśmy słynnych wschodów i zachodów słońca, ponieważ cały czas niebo zasnute było gęstą warstwą chmur) i pogawędkach z kierowcami tirów. Wyżywienie obejmowało 3 posiłki, na które składała się zupa oraz drugie danie. Rarytasy może to nie były, ale spokojnie dało się zjeść.

 

W naszej kajucie :)

W naszej kajucie :)

Prom z Baku

Prom jest przystosowany do przewożenia wagonów towarowych.

Prom z Baku do Aktau

W lecie to dopiero musi się fajnie płynąć. Ławeczka, słoneczko…

Obiadek.

Obiadek.

O! a płynęliśmy promem o wdzięcznej nazwie...

O! a płynęliśmy promem o wdzięcznej nazwie…

 

Planowo w Aktau mieliśmy być we wtorek o godzinie 22:00. Około 1:00 w środę zatrzymaliśmy się kilka kilometrów przed portem i zarzuciliśmy kotwicę. Prawdopodobnie w oczekiwaniu na pozwolenie na wpłynięcie do portu. Dla nas było to jak najbardziej na rękę, bo nie uśmiechało nam się jeżdżenie po nocy. Około 3:00 wpłynęliśmy do portu. Liczyliśmy, nawet że będziemy mogli opuścić prom jako ostatni, po rozładunku, niestety na pokład weszli kazachscy celnicy, którzy pilnowali, żeby wszyscy pasażerowie opuścili statek i udali się do kontroli paszportowej. Przy tej było trochę zamieszania, bo pani nie wiedziała, która to kazachska wiza w moim paszporcie i musiała dopytywać kilka razy koleżanki w okienku obok ile ma mi dać stempelków, a maszyna do prześwietlania bagażu, jak na złość odmówiła posłuszeństwa. Wszyscy jednak starali się być mili i sprawiać wrażenie, że wiedzą co się w ogóle dzieje. Około 4:00 (tzn. 5:00 czasu miejscowego, bo musieliśmy przestawić wskazówki o jedną godzinę w przód) opuściliśmy bramy portu.

Co było dalej? O tym w następnym odcinku 😉