4Rivers 4ever in my heart? Chyba nie bardzo.

Korea Południowa

Mimo tego, że Korea Południowa nie znajdowała się w pierwotnym planie na naszej liście, w przypływie podróżniczej fantazji i zgodnie z powiedzonkiem „plany są po to, żeby je zmieniać”, postanowiliśmy – zamiast pedałować na południe, prosto do Azji Południowo-Wschodniej – dostać się na wschodni kraniec Chin i stamtąd przepłynąć do Korei Południowej, a następnie Japonii. Ta druga momentalnie przywodziła na myśl szereg sztandarowych skojarzeń, z przepysznym sushi na czele, natomiast Korea było pewnego rodzaju zagadką. Nie wiedzieliśmy o niej zbyt wiele, jednak znalezione w sieci zdjęcia wyglądały bardzo zachęcająco, więc bardzo szybko stworzyliśmy w naszych głowach wyidealizowany obrazek. Niestety wygórowane oczekiwania, niosą ze sobą często
rozczarowania.

W sieci znaleźliśmy sporo zdjęć prezentujących piękne krajobrazy i ciekawe miejsca, jednak z racji tego, że rozsiane były one po całym kraju, wciąż nie mieliśmy pomysłu na trasę. Nie mieliśmy ochoty na dogłębną eksplorację, jednak chcieliśmy by droga dostarczyła nam pewnej dawki atrakcji i dała pojęcie o życiu w Korei. Z pomocą przyszedł nam nasz pierwszy gospodarz, Dae Woong, od którego dowiedzieliśmy się o ścieżce rowerowej, biegnącej z północy na południe (Inczon-Busan), będącej częścią ogromnego projektu 4Rivers. Walory krajobrazowe trasy, doskonała infrastruktura oraz dodatkowa atrakcja w postaci kolekcjonowania pieczątek. Wszystko to brzmiało bardzo zachęcająco i już nie mogliśmy się doczekać, by ruszyć w głąb kraju.

No to zaczynamy zabawę w kolekcjonowanie pieczątek.

No to zaczynamy zabawę w kolekcjonowanie pieczątek.

Korea Południowa

Jedna z wielu plenerowych siłowni na trasie.

Seul, Korea Południowa

Ścieżki rowerowe w okolicach Seulu cieszą dużo popularnością, szczególnie w weekendy.

Korea Południowa

Udogodnienia dla najmłodszych :)

Skonstruowanym przez siebie pojazdem, jego właściciel porusza się nie tylko po ścieżkach rowerowych, ale także po wodzie! Kiedy ktoś kolejny raz zada nam z uśmieszkiem pytanie "jak zamierzamy rowerami przedostać się do Australii", chyba pokażemy mu to zdjęcie.

Skonstruowanym przez siebie pojazdem, jego właściciel porusza się nie tylko po ścieżkach rowerowych, ale także po wodzie! Kiedy ktoś kolejny raz zada nam z uśmieszkiem pytanie „jak zamierzamy rowerami przedostać się do Australii”, chyba pokażemy mu to zdjęcie.

Koreańczycy bardzo dbają o to, żeby ich rowery były nieskazitelnie czyste. Nie muszę chyba mówić jak patrzyli na nasze brudaski.

Koreańczycy bardzo dbają o to, żeby ich rowery były nieskazitelnie czyste. Nie muszę chyba mówić jak patrzyli na nasze brudaski.

Weekendowe biwakowanie w stolicy.

Weekendowe biwakowanie w stolicy.

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Infrastruktura i trasa.

W przygotowanie zarówno ścieżek, jak również całej infrastruktury towarzyszącej, wpakowano mnóstwo kasy. I to widać. Toalety, ujęcia wody pitnej, zadaszone miejsca przeznaczone do odpoczynku, mini siłownie na wolnym powietrzu, stacje serwisowe, kawiarenki. W miastach oraz ich pobliżu infrastruktura jest bardziej rozbudowana, im dalej w pole tym udogodnień na naszej drodze spotykaliśmy mniej. Z racji tego, że nasza podróż po Korei przypadała na grudzień, było poza sezonem i większość punktów gastronomicznych czy serwisów rowerowych na trasie było zamkniętych. Także część ujęć wody pitnej z powodu niskich temperatur, była wyłączona z użytku. Mijaliśmy dwa lub trzy pola kempingowe, jednak ceny skutecznie nas odstraszyły. Miejsca te nie oferowały nic ponadto, co moglibyśmy znaleźć wzdłuż ścieżki. Nie licząc gorącego prysznica. Z noclegami raczej nie mieliśmy większego problemu, zawsze w godzinach wieczornych znalazła się przy ścieżce jakaś altanka. Z racji tego, że poza miastami ścieżka poprowadzona jest wśród pól lub wzdłuż rzeki, w nocy nie kręci się w jej pobliżu zbyt dużo osób, więc noce mieliśmy zawsze spokojne (pomijając jakieś ptaszyska drące się przeraźliwie;)). Zdarzyło nam się również spać w parku miejskim i także obyło się bez żadnego problemu. Ogólnie podczas całego naszego pobytu w Korei Południowej czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Trasa nie była wymagająca pod względem kondycyjnym, na ogół było płasko, z wyjątkiem jednego odcinka, na którym ktoś zaszalał z 15% podjazdami. Nie były one długie, jednak przy obładowanym rowerze, oznaczały pchanie zamiast jazdy.

Zabawa w zbieranie pieczątek.

W Inczon, w centrum certyfikacyjnym kupiliśmy specjalną książeczkę z rozpisanymi etapami trasy, służącą do kolekcjonowania pieczątek, które wbijało się samodzielnie, w znajdujących się, co kilkanaście/kilkadziesiąt kilometrów, charakterystycznych czerwonych budkach. Za ukończony i udokumentowany fragment trasy należał się certyfikat, za całą trasę imienny medal. Uznaliśmy, że byłaby to fajna pamiątka z Korei Południowej, a Piotrek cieszył się jak dziecko przy wbijaniu kolejnych stempelków. No, przynajmniej przez dwa pierwsze dni.
Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Kiedyś jechał tędy pociąg, teraz jedziemy My! :)

Korea Południowa

No! I takimi tunelami to ja mogę jeździć.

Korea Południowa

Krajobraz i atrakcje.

Oswajanie się ze ścieżką było całkiem przyjemne. Okazało się, że system ścieżek jest praktycznie w całości poprowadzony niezależnie od głównych dróg, więc poruszać się nią mogą jedynie piesi i rowerzyści. Jeden z ciekawszych fragmentów stanowił w przeszłości trakt kolejowy, który obecnie dostosowano do ruchu rowerowego. Niestety po 2-3 dniach pedałowania prysnął początkowy entuzjazm, gdyż uświadomiliśmy sobie, że mijamy wciąż te samy krajobrazy, a każdy dzień staje się podobny poprzedniego. Panująca aura na pewno dodatkowo potęgowała uczucie znudzenia. Po drodze odwiedziliśmy Muzeum Rowerów oraz wioskę Andong Hahoe, która stanowi przykład tradycyjnej koreańskiej architektury. Jednego popołudnia rozrywki dostarczyło nam wypatrywanie saren, buszujących w wysokich trawach oraz podążająca za nami sowa. W ciągu 10 dni spotkaliśmy na trasie jednego sakwiarza oraz Chińczyka na nartorolkach przygotowującego się do zimowego przejazdu przez Bajkał. Spotkania te były dla nas pewnego rodzaju rozrywką, bo dawały nam szansę na jakikolwiek kontakt z drugim człowiekiem. Koreańczycy są na ogół bardzo sympatyczni, jednak nasze relacje z nimi ograniczały się jedynie do uśmiechów i pozdrowień.

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Podwójna radość. Nie dość, że po polska etykieta, to jeszcze 30% tańsza :)

Korea Południowa

Nocleg w parku miejskim.

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Nocleg z widokiem na nasze prywatne Las Vegas :)

Wrażenia.

Wynudziliśmy się jak mopsy. Być może gdyby był sezon, byłoby cieplej, bardziej zielono, gdybyśmy spotykali więcej rowerzystów, gdybyśmy na mijanych polach widzieli ludzi, zamiast bale siana, być może nasze wrażenia byłyby inne.

Nasz dzień zaczynał się około 8-9, gdy słońce zaczynało grzać trochę mocniej, wtedy dopiero mogliśmy się zmotywować do opuszczenia namiotu. Dzień wypełniony nudą na szczęście był krótki, gdyż słońce zachodziło około 17-ej i wtedy rozbijaliśmy namiot, ale co z tego skoro momentalnie robiło się tak zimno, że gotowanie i jedzenie odbywało się w trybie ekspresowym, by jak najszybciej znaleźć się w śpiworze. Co robić przez kolejne czternaście godzin? Bywało tak, że budziliśmy się wyspani o godzinie 23-ej… Rano zamiast wypoczęci, wstawaliśmy obolali i bez życia. Na szczęście poranne mrozy skutecznie motywowały do ruchu.
Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Odwiedziny w wiosce Andong Hahoe.

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Korea Południowa

Taka sytuacja z rana.

Korea Południowa

Korea Południowa

Podjazdów na trasie nie było zbyt wiele, jednak jak się już pojawiały to dawały nieźle w kość.

Korea Południowa

Nie obyło się bez pchania.

Korea Południowa

Wiedzieliśmy, że w Korei Południowej ceny produktów spożywczych są wysokie, jednak dopiero podczas zakupów w supermarketach zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak ograniczone są możliwości urozmaicenia naszego menu (dla przykładu w Japonii również jest drogo, jednak można sporo pokombinować w tym temacie, ale o tym innym razem). Także do ogólnej nudy, dochodziła jeszcze frustracja jałowym jedzeniem.

Zbieranie pieczątek, które dostarczyć miało rozrywki, w pewnym momencie, okazało się dodatkowym problem. Na jednym z odcinków trasa została poprowadzona tak, że trzeba było odbić z głównej ścieżki, po jedną pieczątkę. Jedynie 60 kilometrów… w jedną stronę.

Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro było nudno, to mogliśmy porzucić ścieżkę. Myślę, że w tym przypadku nie dałoby to zbyt wiele. Być może rozwiązalibyśmy problem odizolowania, ale w rezultacie znaleźlibyśmy się na ruchliwych drogach, nieprzystosowanych do ruchu rowerowego.

Korea Południowa

Muzeum Rowerów.

Korea Południowa
Korea Południowa
Korea Południowa

Korea Południowa

Bale siana towarzyszyły nam z północy na południowe. Piotrek jeszcze długo po wyjeździe z Korei widział je w koszmarach ;)

Korea Południowa

Suszenie kapuchy na kimchi.

Korea Południowa

Korea Południowa

Jeden z bardziej emocjonujących momentów na trasie.

Korea Południowa

Korea Południowa

Busan przywitał nas pięknym zachodem słońca.

Po 10 dniach bez prysznica koreańska sauna była spełnieniem marzeń.

Po 10 dniach bez prysznica koreańska sauna była spełnieniem marzeń.

Piotrek w pewnym momencie był już na skraju, o krok od tego, żeby zakończyć tą całą podróż, a już na pewno bezsensownym pomysłem wydawała mu się Japonia, która miała być powieleniem problemów z Korei. Na szczęście udało mi się go jakoś przekonać. Na szczęście, bo Kraj Kwitnącej Wiśni dostarczył nam całkowicie innych emocji.

Jechać czy nie jechać?

Wbrew wszystkim negatywnym rzeczom, które napisałam w powyższym tekście, moim celem nie było zniechęcenie nikogo ani do odwiedzenia Korei Południowej, jak również poruszania za pomocą ścieżek rowerowych w tym kraju. Znam osoby, dla których owe trasy są strzałem w dziesiątkę. Dla nas sam system ścieżek i infrastruktura towarzysząca jest godna pochwały, jednak poziom atrakcyjności, czy też przygodowości podróżowania tego typu trasą zbyt niski w dłuższym okresie czasu. Dobra opcja na weekendowy wypad, niekoniecznie na dłuższe przejażdżki.

Korea Południowa

Myślę, że kiedy za 20 lat Piotrek wyjmie z szafy zakurzony medal powie z sentymentem: „ale było super w tej Korei”.