Coś dla duszy i ciała, czyli kilka dni we Lwowie.

BeFunky_IMGP3274.jpg

Droga do Lwowa łatwa nie była. Jeżeli następnym razem stwierdzisz, że drogi w Polsce są dziurawe lub tragiczne, zapraszam na Ukrainę. Jeżeli chcesz poczuć atmosferę slalomu gigantu w wersji dla rowerzystów, zapraszam na Ukrainę. Jeżeli chcesz zafundować swoim nadgarstkom, łokciom i różnym innym częściom ciała terapię wstrząsową,…itd, itd. Koniec narzekania, trzeba się przyzwyczajać, w końcu będzie tylko gorzej 😉

Tuż za polską granicą...

Tuż za polską granicą…

Coś dla duszy.

We Lwowie, dzięki uprzejmości Ks. Jacka, mieszkaliśmy przy Parafii św. Michała Archanioła w dzielnicy Sichów. Jako, że nasze lokum znajdowało się zakrystii, można powiedzieć, że byliśmy pod ciągłą ochroną, więc spać mogliśmy spokojnie. A trochę się spało :) Co poniektórzy, po wejściu do śpiworka, nie mogli wytrzymać nawet pięciu minut z otwartymi oczami.
We Lwowie każdy wierzący, jak również miłośnik architektury sakralnej, z pewnością będzie w raju. Kościoły są na każdym kroku. My odwiedziliśmy kilka lub kilkanaście i możemy pokusić się o stwierdzenie, że Ukraińcy są bardzo wierzącym narodem. Kościoły (nawet w środku tygodnia) nie straszą pustką, można w nich spotkać nie tylko turystów, ale również (a raczej przede wszystkim) modlących się wiernych. W internecie, znaleźliśmy informacje, że warto wybrać się na nabożeństwo do kościoła ormiańskiego, żeby posłuchać anielskiego chóru. Tak też zrobiliśmy, tylko z racji tego, że była sobota, trafiliśmy jedynie na solowy “występ” ormiańskiego duchownego, który i tak dawał radę niczego sobie. Czasem, aż ciarki przechodziły.

Wnętrze Katedry ormiańskiej Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny we Lwowie

Wnętrze Katedry ormiańskiej Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny we Lwowie.

Coś dla ciała.

W końcu trafiliśmy gdzieś, gdzie jest taniej niż u nas . Przeważnie zwiedzając kraje europejskie, będąc w większych miastach, musieliśmy ostro pilnować wydatków, żeby nie stracić fortuny. Tym razem było inaczej i muszę powiedzieć, że aż milej się zwiedzało. Komunikacja miejska jest bardzo tania (bilet na jeden przejazd ok. 50gr), a kawiarnie i bary kuszą zmęczonego turystę swoimi cenami.

Jak w Krakowie. W końcu niegdyś polskie miasto.

Jak w Krakowie. W końcu niegdyś polskie miasto.

Fragment północnej pierzei rynku nocą.

Fragment północnej pierzei rynku nocą.

I jak tu nie wejść na piwko lub kawę? Tak więc trzy dni z rzędu, podjeżdżaliśmy do centrum autobusem (polecam, ciekawe doświadczenie, bardzo nas zbliżyło do Ukraińców, dosłownie), gdzie godzinami włóczyliśmy się wśród starych kamienic, z przerwami na napełnienie naszych brzuszków, tym na co tylko miały ochotę (zwykle 2xP, czyli piwko i pierożki).

Muzeum architektury ludowej i życia codziennego.

Muzeum na wolnym powietrzu, znajdujące się w parku “Gaj Szewczenki”, to ciekawe miejsce zarówno by odpocząć od zgiełku miasta, jak również poznać trochę historii.

Lelum i polelum w ludowych nakryciach głowy ;)

Lelum i polelum w ludowych nakryciach głowy ;)

W muzeum można zobaczyć zabytki architektury, sprzęty gospodarstwa domowego oraz przedmioty sztuki ludowej różnych grup historyczno-etnicznych, zamieszkujących Zachodnią Ukrainę na przełomie XIX/XX wieku. W każdej odwiedzanej chacie lub kościele, znajduje się gospodarz/gospodyni (osoba pilnująca), która wydawać się powinno opowiada czym charakteryzuje się odwiedzane miejsce, do czego służyło itp. I z tym bywało różnie, wszystko zależało od tego, jak kto przyłożył się do swojej pracy. Najbardziej chyba podobało nam się w chacie z instrumentami ludowymi, gdzie odebraliśmy lekcję muzyki i daliśmy mały koncert.

Ola żałuje, że ma już swój zaręczynowy.

Ola żałuje, że ma już swój zaręczynowy.

Cmentarz Łyczakowski.

Od wielkości i przepychu niektórych grobowców może zakręcić się w głowie. My jednak odwiedziliśmy cmentarz głównie przez wzgląd na tę część, w której pochowano dzielnych Polaków, w dużej mierze młodych ludzi, którzy zginęli w obronie Lwowa. Ten fragment ma odmienny charakter i skłania do refleksji.

Wstyd się przyznać, ale o Tym dowiedzieliśmy się dopiero we Lwowie.

Wstyd się przyznać, ale o Tym dowiedzieliśmy się dopiero we Lwowie.

 

Chwała Bohaterom.

Chwała Bohaterom.

Wysoki Zamek, Ratusz.

Zamku już nie ma, przetrwał jedynie fragment jednej ze ścian, a Ratusz odwiedziliśmy nie przez wzgląd na jego wnętrza. Oba te miejsca łącz fakt, że są dobrym miejscem do podziwiania panoramy Lwowa.

Panorama Lwowa.

Panorama Lwowa.

Muzeum Browarnictwa.

W muzeum można zobaczyć eksponaty związane z produkcją i konsumpcją złotego trunku, na podstawie krótkiego filmiku zapoznać się z historią lwowskiego browarnictwa oraz posmakować jasnego i ciemnego piwka. Jak to się mówi – przyjemne z pożytecznym.

Ciekawa kolekcja kufelków.

Ciekawa kolekcja kufelków.

Kryjówka.

Popularny lokal Lwowa, poświęcony partyzantom Ukraińskiej Armii Powstańczej, w której podobno alkohol leje się strumieniami i dzieją się cuda na kiju. Odwiedziliśmy przez ciekawość i nic takiego nie zastaliśmy.

Nocne niebo nad kryjówką.

Nocne niebo nad kryjówką.

Może i fajny pomysł na miejsce, coś typu naszego Ministerstwa Wódeczki i Śledzika w charakterze wojskowym (karabiny na ścianach, jedzenie w menażkach, żołnierskie pieśni w tle), jednak w tym przypadku, należy pamiętać, że odwiedzamy knajpę na część partyzantów, którzy mordowali w przeszłości również Polaków.

Bazary i pchle targi.

Na Krakowskim Przedmieściu można podejrzeć najnowsze trendy w modzie, kupić spławić lub kanarka oraz upolować coś na obiad. Tu toczy się prawdziwe życie. Lubimy takie miejsca.

Dla zbieraczy dzieł różnych, miejsce idealne.

Dla zbieraczy dzieł różnych, miejsce idealne.

 

Krakowski rynek. Stoisko z mięskiem ;)

Krakowski rynek. Stoisko z mięskiem ;)

 

Tradycyjne, ręcznie haftowane stroje ludowe.

Tradycyjne, ręcznie haftowane stroje ludowe.