Kapadocja.

Panorama 5

Po kilku dniach wypełnionych wspaniałymi spotkaniami, ale również ostrym pedałowaniem po płaszczyznach Centralnej Anatolii, dojechaliśmy w końcu do Kapadocji. Gdy mówiliśmy spotkanym w drodze ludziom, że jedziemy we wspomnianym kierunku, każdy z aprobatą kiwał głową i dawał do zrozumienia, że jest tam pięknie i na pewno nam się spodoba. Pomijając fakt, że Turcy wychwalają swój kraj i praktycznie o każdym miejscu mówią, że jest cok guzel (bardzo ładny), to akurat gdy mowa była o Kapadocji ich reakcja była jeszcze bardziej nacechowana pozytywnie niż zazwyczaj. Spodziewaliśmy się miejsca magicznego i co by dużo mówić, takie faktycznie zastaliśmy.

Do Goreme, w którym mieliśmy zamiar zatrzymać się na kilka dni na campingu, wjechaliśmy od strony Ushisar, które dzięki swojemu położeniu, daje możliwość ujrzeć cały ten księżycowy krajobraz z góry i zrobić pierwsze WOW! Było wow, bo czegoś takiego jeszcze wcześniej na własne oczy nie widzieliśmy. Najlepsze było to, że do samego Ushisar, nie widzieliśmy żadnych form zwiastujących taki krajobraz, aż nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenieśliśmy się na całkiem inną planetę.

Kapadocja jest krainą historyczną w środkowej części Anatolii, znaną z charakterystycznych form tufowych oraz domów, kościołów…ba całych miasteczek wykutych w skałach. Kapadocja swoje obecne ukształtowanie zawdzięcza trzem wulkanom: Erciyes, Hasan oraz Göllü, które wyrzucającymi ze swych wnętrz popiołami pokryły całą okolicę, a które w połączeniu z występującymi na tym terenie piaskami, utworzyły tuf wulkaniczny. Tuf jest rodzajem skały osadowej, łatwo poddającej się erozji na skutek działania sił przyrody. Na przestrzeni milionów lat Matka Natura przy użyciu żywiołu wody i powietrza zrobiła niezły kawałek dobrej roboty, której rezultaty mamy możliwość obecnie podziwiać. Swój udział w kształtowaniu cudów Kapadocji, miał również człowiek. Miejscowa ludność wykuła w skałach całe osiedla miejskie, zarówno na powierzchni, jak również pod ziemią. Te drugie dawały jej doskonałe schronienie przed prześladowcami.
IMGP7692

Już pierwszego ranka po naszym przyjeździe na camping w Goreme, okazało się znajdujemy się w centrum jednej z głównych atrakcji Kapadocji, którą są loty balonem nad bajkową krainą. O godzinie mniej więcej 5-ej obudziły nas dziwne dźwięki. Po wyjściu z namiotu zobaczyliśmy wystające ponad okoliczne drzewa, kolorowe kopuły – dziesiątki balonów, przygotowywane do lotu. Podjechaliśmy na pobliskie wzgórze i przez najbliższą godzinę śledziliśmy zauroczeni swoisty spektakl. Balony jeden po drugim wznosiły się do góry, opadały, wirowały, a odbijając promienie wschodzącego słońca, mieniły wszystkimi kolorami tęczy, przypominając bańki mydlane (to jest wersja dla niskobudżetowców, dla tych z zasobniejszym portfelem – możliwość siedzenia w pierwszym rzędzie, na pokładzie balonu ).
IMGP7442

IMGP7712

IMGP7731

IMGP7733

W ciągu kilku dni niespiesznie, kawałek po kawałku odkrywaliśmy zakamarki Kapadocji. Goreme okazało się doskonałym miejscem wypadowym na trekkingi oraz rowerowe przejażdżki po okolicy. Wędrowaliśmy po dolinach, w których skały mieniły się w różnych odcieniach żółci, różu i czerwieni, penetrując napotkane co jakiś czas gołębniki, kościoły czy domostwa oraz obserwując niezwykłe formy skalne przypominające olbrzymie grzyby czy zwierzęta. Mimo wyznaczonych ścieżek, tak naprawdę zwiedzający może bez skrępowania chodzić gdzie chce. Co z jednej strony jest fajne, gdyż ma się swobodę i można „odkrywać” ciekawe zakątki, jaskinie czy tajemnicze przejścia, jednak z drugiej strony niestety prowadzi to do degradacji krajobrazu, przez osoby nie umiejące docenić tych przywilejów. Na szczęście najwięcej turystów jest w pobliżu głównych arterii komunikacyjnych, więc jeżeli człowiek wejdzie trochę głębiej, może przez chwilę poczuć, że jest jedynym zwiedzającym. Wydaje mi się, że dużo osób idzie na łatwiznę i ogląda Kapadocję wyłącznie z pokładu balonu.
IMGP7811

IMGP7675

IMGP7642

IMGP7584

IMGP7569

IMGP7568

IMGP7556

IMGP7538

IMGP7526

Miejsca w których występuje największe zagęszczenie skalnych gołębników, domostw oraz kościołów objęto ochroną i wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Za wstęp do tych miejsc pobierana jest opłata i panują bardziej restrykcyjne zasady zwiedzania. My odwiedziliśmy Zelve Open Air Muzeum i z naszym szczęściem weszliśmy nawet za darmo  W tym skalnym miasteczku żyli ludzie jeszcze do lat 50-tych XX wieku! Niestety ze względu na pogłębiającą się erozję skał, dalsze użytkowanie wydrążonych w skałach domostw był niebezpieczne i miejscowa ludność została wysiedlona. Naszą wyobraźnią próbowaliśmy ogarnąć jak mogło to wszystko wyglądać, kiedy żyli tu ludzie. Jedno jest pewne, musieli być niezwykle sprawni, by móc wchodzić po pionowych drabinkach wydrążonych w skalnych ścianach czy przechodzić niskimi, ciasnymi tunelami pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami.
IMGP7855

IMGP7845
Jako, że lubimy punkty widokowe, wybraliśmy się do pobliskich wiosek Cavusin oraz Uchisar. W pierwszej z nich można za darmo wejść na szczyt skalnego, opuszczonego miasteczka i cieszyć oko wspaniałym widokiem na okolicę, w przypadku drugiego, panoramę można podziwiać za drobną opłatą, ze szczytu skalnego zamku – jest to najwyższy punkt w okolicy.
IMGP7800

IMGP7890

IMGP7871
Powoli kończymy naszą przygodę z bajkową Kapadocją, jednak po drodze czeka nas jeszcze jeden interesujący punkt – podziemne miasto w Ozkonak.

  • Loreta Tomankiewicz

    Pięknie tam!