Gruzińskie sporty ekstremalne.

Panorama19

Wpisu o Tuszenii jak nie było tak dalej nie ma. Dlaczego? Bo nas tam nie było. Po zjechaniu z Gruzińskiej Drogi Wojennej do Tbilisi okazało się, że deszcze zmyły drogę do Omalo i można powiedzieć, że trochę odetchnęliśmy z ulgą, bo szczerze mówiąc mimo wielkich chęci nie mieliśmy siły wspinać się na kolejne przełęcze. Kilka dni później droga była już przejezdna, ale my chyba nadal nie gotowi. Choć ciężko trochę na sercu (i pewnie dlatego w ogóle o tym piszę), że dojechać w ten piękny zakątek się nie udało, to w pełni rozumiem że nie jesteśmy niezniszczalni… lub coraz bardziej leniwi.

Jechać czy nie jechać?

O Cziaturze, mieście położonym w regionie Imeretii dowiedzieliśmy się oczywiście nie z żadnego tam przewodnika, tylko zwyczajnie od ludzi. Gdzie by przewodnik polecał miejsce, gdzie można poczuć się jakby cofnęło się w czasie o jakieś 60 lat i przejechać zardzewiałą kolejką. IMGP1092

IMGP1093

IMGP1095

IMGP1099

IMGP1101

IMGP1104

Cziatura z powodu odkrytych w jej okolicach w XIX wieku licznych złóż rud manganu była swego czasu prężnie działającym ośrodkiem przemysłowym. Miejscowość zlokalizowana jest w dolinie rzeki, z dosyć stromymi zboczami, które ze względu na rozwój zaczęto zabudowywać. Górnikom z okolicznych kopalni nie było jednak zbyt lekko przemieszczać się z domu do miejsca pracy, co z kolei odbijało się na ich efektywności. W odpowiedzi na zaistniały problem w latach 50-tych XX wieku, władze radzieckie nakazały budowę systemu kolejek linowych, który miał stanowić nie tylko środek transportu dla siły roboczej, ale również służyć pozostałym mieszkańcom . Uruchomiono również linie towarowe, służące to przesyłania urobku. Pomysł wypalił, a część kolejek kursuje do dnia dzisiejszego. Niestety zarówno Cziatura, jak również jej kolejki lata świetności mają już na pewno za sobą. Nie zmienia to faktu, że to właśnie za sprawą tych metalowych trumienek, jak również na wpół opuszczonych blokowisk miasto ma swój klimat.

Stacja nr 1. Centrum dowodzenia.

Stacja nr 1. Centrum dowodzenia.



IMGP1110

IMGP1113

Cziatura. Panorama miasta.

Cziatura. Panorama miasta.

IMGP1132

IMGP1136
Do Cziatury dojeżdżamy od strony Sachkhere. Jedziemy doliną wzdłuż torów kolejowych, mijamy zawalony szyb kopalni i nagle naszym oczom ukazuje się pierwszy wagonik. Już wiemy, że będzie fajnie. Pojawia się tabliczka z nazwą miasta po jednej stronie i pierwsza nasza stacja – po drugiej. Gdy staję przed wagonikiem zaczynam mieć spore wątpliwości czy w ogóle do niego wsiądę. W głowie tłumaczę sobie, że po to właśnie przyjechaliśmy i po chwili stoimy we wnętrzu wagonika. Dołącza się również jakiś miejscowy, który od kilkunastu minut próbuje namówić Piotrka na kielicha. Ruszamy. Trzymam się kurczowo biegnącej na wysokości pasa poręczy.

O: Piotrek, jak odpadnie podłoga to chyba i tak nie dam rady się utrzymać.
P: A dlaczego ma odpaść?
O: Wymownym spojrzeniem wskazuje na połataną przestrzeń pod moimi nogami.

Nogi jak z waty. Nawet nie próbuje ukryć mojego przerażenia przed jadącym z nami lokalsem. Nie mam odwagi spojrzeć przez kratki okienka. W drodze powrotnej, Ruszając w dół kolejka nabiera przez chwilę prędkości i dziwnie się chwieje. Mam wrażenie, że spadamy. Na szczęście to tylko chwilowe złudzenie i w dalszej drodze udaje mi się trochę oswoić swój strach. Wychodzimy, dziękujemy i jedziemy do centrum miasta szukać kolejnych wrażeń. Ze stacji głównej odchodzą dwie linie. Pierwsza jest krótka, ale biegnie prawie pionowo. Druga prowadzi do blokowiska, które w przeszłości miało z pewnością spore znaczenie, gdyż kolejka którą jedziemy jest większa gabarytowo. W środku jest pani konduktor, która zamyka drzwiczki specjalnym kluczem i przez odbiornik daje znać bazie, że wyruszyliśmy. W międzyczasie udaje nam się dowiedzieć, że w 60-letniej historii cziaturskich kolejek nie odnotowano żadnego wypadku, więc kamień spada mi z serca i staram się wierzyć, że niekoniecznie na nas musi się skończyć ta dobra passa. Piotrek twierdzi, że kolejki na pewno są serwisowane i że tylko wyglądają tak marnie. Widzimy w obrębie miasta jeszcze kilka linii, ale wagoniki stoją w bezruchu. Oby pozostałe doczekały swojej emerytury bez ofiar na swoim koncie. IMGP1141

IMGP1148

Dworzec główny.

Dworzec główny.

IMGP1155

IMGP1156

IMGP1158

IMGP1163

Pić czy nie pić?

Stromym podjazdem wyjeżdżamy z Cziatury i kierujemy się do oddalonego o kilka kilometrów klasztoru na 40-metrowej wapiennej skale – Katskhi Pillar. Po drodze zatrzymujemy się w sklepie, żeby zrobić drobne zakupy. Panowie urzędujący w jego sąsiedztwie zapraszają nas na malucha. Jako że ostatnie kilka razy odmawialiśmy tego typu zaproszeniom, tym razem decydujemy się przysiąść na chwilę. Przy zabawie czas szybko płynie i ani się obejrzeliśmy a przysklepowa impreza rozkręciła się na całego, a później przeniosła do domu jednego z biesiadników. W pewnym momencie sił nam już brakło, polegliśmy i zasnęliśmy snem twardym w naszym namiocie, którego rozkładanie okazało się jednak pomysłem nie najlepszym. Panowie kontynuujący biesiadę nie mogąc nas dobudzić nawoływaniem, postanowili bowiem otworzyć jedne z drzwiczek nożem. Gruzini mają „fantazję”, a my teraz mały problem.

Ekipa remontowa.

Ekipa remontowa.

Katskhi Pillar.

Katskhi Pillar.

Do klasztoru na szczycie skały można się dostać za pomocą drabinki. Wstęp mają tylko mężczyźni wyznania prawosławnego.

Do klasztoru na szczycie skały można się dostać za pomocą drabinki. Wstęp mają tylko mężczyźni wyznania prawosławnego.

IMGP1250

Piotrek do śniadania musiał przyjąć dwa kielony z gospodarzem, by ten nie czuł się urażony, po czym my ruszyliśmy w drogę, a nasz dobrodziej do pracy. Ani Piotrek, ani Dato nie byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Nie wiem ile nasz gospodarz godzin musiał pracować, my na szczęście kilometrów do przejechania mieliśmy jakieś pięć (5) i nasze męki zostały zakończone 😉

Rezerwat Sataplia.

Po dniu spędzonym na przymusowej regeneracji ruszyliśmy pełni werwy w kierunku Kutaisi. Jako, że mieliśmy do wykorzystania jeszcze chwilę czasu i nie za bardzo pomysł na to, gdzie spędzić najbliższą noc postanowiliśmy się wybrać do Rezerwatu Sataplia.

Mi to raczej przypomina odciski kurzych łapek.

Mi to raczej przypomina odciski kurzych łapek.

IMGP1258

Sataplia oznacza "miejsce miodu". W szczelinach skal dzikie pszczoły miały swoje gniazda, a okoliczna ludność od najdawniejszych czasów zajmowała się pszczelarstwem.

Sataplia oznacza „miejsce miodu”. W szczelinach skal dzikie pszczoły miały swoje gniazda, a okoliczna ludność od najdawniejszych czasów zajmowała się pszczelarstwem.

Dostać się rowerem do oddalonej o 10 kilometrów od centrum Sataplii nie było trudno, przynajmniej do czasu. Ostatnie 2 strome kilometry dały nam w kość bardziej niż pozostałe 76 tego dnia. Bilet wstępu kosztował nas 6 lari/os. (ulgowy 3 lari), a nocleg w lasku (nie da rady na terenie parku) w sąsiedztwie rezerwatu był darmowy :) W rezerwacie zobaczyliśmy las (dużo lasu, bo Piotrek lubi oglądać las ) skamieniałe odciski śladów dinozaurów, kilka modeli dinozaurów, jaskinię krasową oraz ładną panoramę z platformy widokowej.

Formacja skalna "Stone heart" kształtem przypominająca ludzkie serce. Jej wnętrze wypełnione jest wodą.

Formacja skalna „Stone heart” kształtem przypominająca ludzkie serce. Jej wnętrze wypełnione jest wodą.

Żeby wejść na platformę widokową ze szklaną podłogą trzeba ubrać specjalne kapciuszki.

Żeby wejść na platformę widokową ze szklaną podłogą trzeba ubrać specjalne kapciuszki.

IMGP1281

  • Loreta Tomankiewicz

    Te „trumienki” rzeczywiście budzą mój strach.. nie wiem czy byłabym tak odważna by do niej wejść! 😛
    ps. Jakie są dalsze losy namiotu? :(

    • Aleksandra Paździor

      W Tbilisi mamy znajomą szwaczkę, mamy nadzieję że jakoś fajnie to połata;)