Tadżykistan

Kirgistan

Ziemniaczane lenistwo, czyli Kirgistan po raz trzeci.

Czasami bywa tak, że człowiekowi nagle i niespodziewanie dopisze szczęście, o którym mógłby tylko pomarzyć. Czasami, wiatr w oczy i sypie się wszystko po kolei, tak jakby musiał odpokutować winy całego świata. Czy to na rowerze, czy w podróży, czy w codziennym życiu – raz pod górkę, a raz górki. Nam tym razem trafiło się jak tej ślepej kurze, złote ziarno. Dylematy. Dojechaliśmy w końcu do Karakol. Tutaj zaczynała się nasza przygoda z Tadżykistanem, tutaj…

Tadżykistan

Wysoko, wyżej, Ak-Baital.

Po wyjechaniu z Wachanu, pojawił się asfalt. Na chwilę zrobiło się miło i przyjemnie. Można powiedzieć, że rower pod górkę jechał prawie, że sam. Te całe DWA kilometry, po których ponownie opuściliśmy M41. Zachciało nam się jeziora. Do Aliczur można przecież było jechać asfaltem, ale po co bez sensu, jak można nadrobić trochę kilometrów, żeby zjeść rybę. Po przełęczy Khargusz, gdzie zjazd dla odmiany okazał się bardziej wymagający od podjazdu, byliśmy już lekko wypompowani, więc…

Tadżykistan

Takie rzeczy tylko w Wachanie.

Z pewnością Korytarz Wachański jest nie tylko ciekawym miejscem z punktu widzenia historii, jak również pięknym krajobrazowo terenem, jednak my chcielibyśmy go zaprezentować z innej perspektywy – przygodowej. Po odprężającym mentalnie przejeździe przez Dolinę Bartangu, gdzie rytm dnia wyznaczało nam słońce, gdzie podróżowaliśmy w błogim spokoju, przyjmowani z wielką gościnnością przez lokalną ludność, wjechaliśmy w Wachan i… nagle zapanował chaos. Wizyta u dentysty. Dopadło go w najgorszym momencie, bo kto by chciał wyrywać czy leczyć…

Tadżykistan

Perełka Pamiru. Dolina Bartang.

Po ostrym wycisku, którego dostarczyła mi pierwsza 4-tysięczna przełęcz, zaczynam mieć niemałe wątpliwości, jak to w ogóle będzie z tym Pamirem. Dopytuje Piotrka o magiczną Dolinę Bartangu, o której wcale nie tak dawno dowiedzieliśmy się z blogów Huberta oraz Ani i Szymona. Drogę stanowiącą alternatywę dla popularnej M41. Skoro wszyscy wybierają Pamir Highway, może fajnie by było, właśnie na przekór pojechać coś innego – pomyśleliśmy. Coś dzikszego, bardziej nieprzewidywalnego i co się z tym wiąże,…

Kirgistan

Wszystkie kary na mnie idą.

Koniec obijania, po trzech miesiącach wracamy do gry. Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby ta wielka laba uszła nam na sucho. Nie chciało się trzymać formy, chodzić na spinningi, to trzeba swoje odcierpieć. Już pierwszego dnia pedałowania, zaczęliśmy żałować, że chociaż ociupinkę nie przyłożyliśmy się do przygotowań. Nie było czasu. Taaa. No, ale od początku.