Autostopowa wycieczka nad Jezioro Van.

Panorama15

U Hasana znaleźliśmy się całkiem przypadkiem, ale tak naprawdę spadł nam z nieba. Znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu i czasie, a Hasan pojawił się tam w idealnym dla nas momencie. Jechaliśmy w kierunku Trabzonu, z myślą zostawienia gdzieś na chwilę rowerów i zrobienia małej autostopowej wycieczki nad Jezioro Van. Czekaliśmy na numer referencyjny potrzebny do wyrobienia irańskiej wizy, więc mieliśmy trochę czasu, jednak nie na tyle by pokonać 1500 kilometrów na rowerze. Oczywiście nie o czas tylko chodziło, ale również o nasze siły. Kiedyś trochę jeździliśmy autostopem, więc szykowała się fajna przygoda – Turcja z innej perspektywy.

W odpowiednim miejscu i czasie.

Byliśmy coraz bliżej Trabzonu, ale wciąż nie mieliśmy konkretnego miejsca, gdzie moglibyśmy zostawić nasz dobytek na kilka dni. Mieszkańcy Trabzonu szykowali się do obchodów bajramu, część wyjeżdżała w odwiedziny do krewnych, więc mimo wysłania licznych zapytań do couchsurferów i warmshowersów, nie dostaliśmy żadnej pozytywnej odpowiedzi.
Mniej więcej 100 kilometrów przed Trabzonem pojawił się On. Podjechał do nas na motorze :

H: Cześć, jestem Hasan z warmshower. Czekam na dwie Niemki i myślałem, że to Wy.
P: ??? yyy, raczej nie??? (czy my wyglądamy na dwie Niemki?:D)
H: Ok. A gdzie dzisiaj śpicie?
P: W sumie to jedziemy teraz odwiedzić jednego policjanta, którego poznaliśmy 2 miesiące temu niedaleko Stambułu i obiecaliśmy, że wpadniemy zjeść wspólny obiad, więc może u niego się uda.
H: Aha, czyli nie macie gdzie spać. Możecie u mnie jak chcecie.

W drodze do Gorele wpadliśmy na genialny plan: może Hasan miałby miejsce żeby przetrzymać nasze rowery, a jakby miał jeszcze jakieś plecaki żeby nam pożyczyć to byłoby idealnie. Nasz gospodarz okazał sę nie tylko mega pozytywnym człowiekiem, ale również bardzo pomocnym. Mimo tego, że Hasan kompletnie nie rozumiał dlaczego chcemy tak bardzo zobaczyć Jezioro Van, którego według niego jest jeziorem jak każde inne, znalazł miejsce zarówno na nasze rowery, jak również potrzebne na wycieczkę plecaki. Hasan miał cichy plan odwiedzenia nas od naszego pomysłu, więc na kolejny dzień wymyślił atrakcje: łowienie ryb, domowej roboty mleczne lody na bazarze, spacery. Tego dnia daliśmy za wygraną, jednak kolejnego w samo południe rozpoczęliśmy małą, turecką autostopową przygodę.
IMGP8786

Niezbędny ekwipunek.

Pakując plecaki przed naszą wycieczką Piotrek kładł głęboki nacisk na to żebyśmy ograniczyli się do niezbędnego minimum. Po co brać śpiwory i polary w takie upały? Zamiast śpiworów wzięliśmy tylko lekkie bawełniane wkładki do śpiworów. Mimo kpin ze strony męża, ja spakowałam również polar i grube skarpety. Może i we wschodniej części Turcji jest gorąco, ale w dzień! Obszary po których przyszło nam się poruszać, leżą powyżej 1500 m n.p.m., więc noce do gorących nie należą. Przekonaliśmy się o tym już podczas pierwszego noclegu – 2000 m n.p.m. Podczas dwóch kolejnych nocy było trochę niżej, jednak Ci bez skarpet i śpiworów i tak nieco dygotali.
IMGP8391

Wsiadasz na własną odpowiedzialność.

W miarę szybko udało nam się złapać pierwszy samochód. Z kolejnymi również nie było problemu. Bywało tak, że przesiadaliśmy się niemalże z jednego auta do kolejnego. Trochę trudności sprawiło nam jedynie stopowanie w Trabzonie, gdzie stojąc pół godziny w palącym słońcu bez rezultatów, zaczęliśmy nawet myśleć o podjechaniu ostatniego odcinka naszej trasy dolmuszem. Finalnie nie musieliśmy, więc całą drogę pokonaliśmy bez zbędnych kosztów.

Jeżdżąc po tureckich drogach mieliśmy już niejakie pojęcie o stylu jazdy panującym w tym kraju, jednak dopiero będąc pasażerami odczuliśmy go na własnej skórze. Większość kierowców jeździ jak szalona. Ograniczenia prędkości, pasy bezpieczeństwa, zasady pierwszeństwa, sygnalizacja świetlna – zbędne detale. Adrenalina może nieco podskoczyć, szczególnie na górskich serpentynach. Wsiadając do kolejnych aut, wielu kierowców oferowało nam podwiezienie na dworzec autobusowy. Kręciliśmy wtedy głowami, próbując wytłumaczyć, że chcemy jechać z nimi, a nie autobusem. Nie do końca rozumieli naszej idei. Jeden pan nawet chciał nam dawać pieniądze na autobus, myśląc że łapiemy stopa z powodu braku środków na zakup biletów.

Jeździliśmy osobówkami, tirami oraz dwukrotnie na odkrytej pace, co dostarczyło nam chyba najwięcej frajdy. Kierowcami byli zawsze mężczyźni i mimo, że w Turcji kobiety prowadzą samochody, to już tureckim Kurdystanie nie widzieliśmy zbyt wielu pań za kółkiem. Turcy bardzo dużo palą, ale podczas prowadzenia pojazdów to już w ogóle. Miłe było, że kiedy częstowali nas papierosami, a my odmawialiśmy mówiąc, że jesteśmy niepalący, pytali czy nie będzie problemem, jeżeli oni będą puszczać dymka. Kierowcy często gęsto słuchają bardzo głośno muzyki różnego rodzaju, od tureckiego disco polo, przez amerykańskie hity po muzykę ludową (głównie Kurdowie). Często można się również załapać na jakieś smakołyki. Jeden pan nawet specjalnie kupił arbuza, żebyśmy mogli wspólnie zjeść go na plaży, rozkoszując się przepięknym widokiem na Jezioro Van.
IMGP8580

IMGP8592

IMGP8624

IMGP8415

IMGP8416

Druga strona medalu.

W Turcji jesteśmy już dwa miesiące i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że do tej pory nie mieliśmy żadnych niebezpiecznych czy niemiłych sytuacji. Piszę do tej pory, ponieważ podczas naszej małej autostopowej wycieczki, w ciągu 24 godzin przydarzyły nam się trzy historie, które należały do tej drugiej kategorii. Dwie pierwsze wprawiły nas w lekkie osłupienie, ponieważ nic podobnego nie przydarzyło nam się do tej pory podczas żadnej z podróży.

Historia nr 1: na stację benzynową połączoną z restauracją i postojem dla tirów dotarliśmy w późnych godzinach wieczornych, a że nie mieliśmy lepszego pomysłu na nocleg, rozbiliśmy namiot na parkingu, w miejscu wskazanym nam przez jednego z pracowników restauracji. Położyliśmy się spać, jednak niecałą godzinę później obudził nas hałas podjeżdżającego zbyt blisko naszego namiotu tira. Piotrek uchylił na chwilę drzwiczki z namiotu, żeby upewnić się czy kierowca nas przypadkiem nie chce rozjechać, po czym ponownie je zamknął i z powrotem ułożył się do snu. Chwilę później kierowca tira wyszedł ze swojego pojazdu i wysikał się na nasz namiot. Chciałabym wierzyć, że go nie zauważył i zrobił to przypadkowo, ale niestety to raczej niemożliwe.

Historia nr 2: Wsiadamy do tira, starszy pan w okolicach 50-tki, rozmowa jak zwykle skąd, dokąd, czy jesteśmy małżeństwem itp. Nic nie wskazuje z początku, żeby miało wydarzyć się coś dziwnego. Po jakiś 15 minutach, facet zaczyna chwalić moją urodę i gratulować Piotrkowi, że zapewne mamy udane pożycie małżeńskie. Gdy zaczynać sugerować, że mógłby się dołączyć, myślimy że to tylko niesmaczny żart i ucinamy temat. Jednak gdy zatrzymuje samochód i oznajamia: no group sex, no Trabzon, wszystko staje się jasne.

Historia nr 3: Bardzo często robimy sobie zdjęcia z ludźmi, co wiadomo wiąże się z przybieraniem pewnych pozycji, obejmowaniem. Turcy do tej pory mieli dużo taktu i tak jak Piotrka zawsze przyjaźnie obejmowali, tak w stosunku do mnie zachowywali dystans i albo nie obejmowali w ogóle albo czekali aż zrobię to pierwsza. Jeden z kierowców, z którym jechaliśmy przez piękne tereny, co jakiś czas zatrzymywał auto, żebyśmy mogli zrobić zdjęcia. Wpadł również na pomysł wspólnych zdjęć. Z początku zignorowałam fakt, że przyciągnął mnie to siebie zbyt blisko, jednak gdy przy drugim zdjęciu chciał objąć mnie obiema rękami, musiałam mu jasno dać do zrozumienia, że takiego zachowania sobie nie życzę. IMGP8630

Jezioro Van.

Jezioro Van jest największym (3755 km2) i najgłębszym (max. 451 m) jeziorem na terenie Turcji. Mimo tego, że Van z pewnością posiada ogromny potencjał, jednak brak infrastruktury turystycznej oraz jego położenie sprawia, że raczej nie jest popularnym kierunkiem na letni odpoczynek wśród Turków. Większym zainteresowaniem cieszy się natomiast wśród zagranicznych backpackersów czy sakwiarzy, jednak ich i takich nie spotkaliśmy podczas naszego krótkiego pobytu.
IMGP8471

IMGP8482

IMGP8499

Jezioro Van podobnie jest Loch Ness ma swojego mitycznego potwora, który doczekał się nawet odrębnego artykułu na Wikipedii, a w 1995 roku rząd turecki zorganizował specjalną ekspedycję, która miałaby dowieść jego istnienia  Pierwszego dnia gdy dotarliśmy nad jezioro, nad brzegiem spotkaliśmy kobietę z połową stopą. Mit o potworze podziałał na nas o tyle skutecznie, że uznaliśmy, że nieregularny kształt obrażeń wskazuje na to, że coś musiało odgryźć pozostałą część kończyny. Mimo tego postanowiliśmy zaryzykować zdrowiem i wykąpać się w niebezpiecznych wodach Vanu. Woda w jeziorze jest nie tylko słona, ale również ze względu na silnie zasadowy odczyn – miękka, gęsta i oleista, dzięki czemu skóra po kąpieli jest bardzo przyjemna w dotyku.
IMGP8520

IMGP8540

Turecki Kurdystan.

Turecki Kurdystan zdecydowanie różni się od pozostałej części kraju. Do tej pory na naszej drodze widzieliśmy wszechobecny plac budowy – nowe drogi, nowe mosty, nowe budynki i osiedla. Na terenach wiejskich, ciągnące się kilometrami pola uprawne i pastwiska. Zadowoleni mieszkańcy, chwalący sytuację ekonomiczną kraju. Kurdystan przywitał nas natomiast dziurawymi drogami, prymitywnymi wioskami, licznymi posterunkami żandarmerii, biedą. Surowy, górzysty, mieniący się kolorami beżów i czerwieni krajobraz oczarował nasze oczy. Jednak to co dla nas piękne, mieszkańcom Kurdystanu życia nie ułatwia. Nieurodzajne ziemie uniemożliwiają rolnictwo, a brak drzew wymusza potrzebę szukania alternatywnych materiałów np. do ogrzewania domów czy stawiania jakichkolwiek konstrukcji. IMGP8449

IMGP8461
IMGP8442

Kurdowie nieco różnią się wyglądem od Turków (dla Turków różnica ta jest oczywista), ich karnacja jest ciemniejsza, włosy bez wyjątku kruczoczarne, brwi często bardzo gęste, a kształt nosa bardziej wypukły. Kurdowie posiadają swój odrębny język oraz kulturę. Napotkani na naszej drodze mieszkańcy Kurdystanu najpierw z dumą informowali nas o swojej tożsamości narodowej, a dopiero później przedstawiali się z imienia. Wielu z nich informowało nas o swoim poparciu dla PKK (Partia Pracujących Kurdystanu), która jest symbolem kurdyjskiej walki o niepodległość. To czy na pewno odłączenie się Kurdystanu od Turcji, byłoby dla jego mieszkańców korzystne, ze względów ekonomicznych i gospodarczych to już inna sprawa. IMGP8558

IMGP8552

Mieszkańcy Kurdystanu są gościnni, sympatyczni i życzliwi. Dla spotkanych przez nas ludzi rzeczą honorową było udzielenie nam pomocy, troszczenie się o nasz los oraz dobre samopoczucie. Jedynym problemem, który utrudniał nam komunikację była bariera językowa. Na translatorze google można porozmawiać o rodzinie, zainteresowaniach czy życiu codziennym, ale o sytuacjach ważnych i problemowych, spornych, gdy w grę wchodzą bardzo silne emocje, już trochę ciężej.

Monaster Sumela.

Podążając w kierunku Morza Czarnego, wszyscy nam mówili, że musimy zobaczyć Monaster Sumela, bo jest taki piękny i unikalny i w ogóle super ekstra. Również według wujka google stanowił on główną atrakcję regionu. Zazwyczaj miejsca uznawane za „must see” dla nas raczej takimi nie są, więc zadawałam sobie pytanie: Widzieliśmy już trochę tych kościołów wykutych w skale, więc czy na prawdę muszę oglądać kolejny? Jednak z drugiej strony myślałam: Dlaczego nie? Może przegapię coś wyjątkowego? Chyba dawno nie odwiedziłam żadnego zatłoczonego, hałaśliwego miejsca z ogromem straganów z kiczowatymi pamiątkami i zapomniałam jak to wygląda, bo wracając z nad Vanu namówiłam Piotrka, żebyśmy wstąpili monaster zobaczyć. Był drugi dzień bajramu, dzień wolny od pracy, więc bardzo szybko przypomniałam sobie, dlaczego nie odwiedzamy tego typu miejsc. Monaster Sumela może i jest wart uwagi, jednak bardzo ciężko coś podziwiać, gdy jeden człowiek cię popycha, drugi wchodzi na głowę, a trzeci krzyczy do ucha.
IMGP8618

IMGP8633

IMGP8671
IMGP8664

Do Gorele wróciliśmy brudni i umęczeni, po czym jednogłośnie stwierdziliśmy, że jednak wolimy poznawać świat z perspektywy siodełka… co nie wyklucza tego, że pewnego dnia znowu nie ubzduramy sobie w głowach jakiejś małej wycieczki.

4 dni, 31 złapanych stopów, prawie 1700 km ;)

4 dni, 31 złapanych stopów, prawie 1700 km ;)

  • Loreta Tomankiewicz

    Piękne widoki i jak zwykle miło się czytało o Waszych podróżach :)
    Przeraziłam się „historii nr 2”, mam nadzieję, że uciekliście co sił w
    nogach :) Przesyłam milion całusków z upalnych Tychów :* <3

  • Małgorzata Pęcherska

    zgadzam się co do jazdy stopem „na pace” – największa frajda :) tak poza tym to zazdroszczę widoków i przygód i podziwiam za determinację i odwagę! trzymajcie się i szerokiej drogi! :)